09 lipca 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Twarda Ścieżka i podobne sposoby
Powołanie przez duchy. Jak się bronić przed szamanizmem?
◀ Co Twarda Ścieżka ma wspólnego z szamanizmem? ◀ ► Czym się różni Twarda Ścieżka? ►
W poprzednim odcinku zadałem pytanie: co Twarda Ścieżka ma wspólnego z szamanizmem? Pytanie retoryczne, bo sam na nie tam odpowiedziałem.
W dyskusji na Facebooku ciekawie o tym
wypowiedziała się
Agnieszka
Cupak (zarazem autorka Taraki):
Co do zostania szamanem to zostaje nim
ten, kogo duchy powołają, a że ostatnio coraz częściej powołują osoby
spoza kultur stricte animistycznych, potwierdza jedynie fakt, że
można zostać szamanem nie będąc np Buriatem i nie mieszkając na
Syberii.
Osobiście znam osoby powołane na szamanów, które
przeszły inicjację szamańską i niewiele ona różniła się od
tradycyjnych powołań i inicjacji.
Przede wszystkim warto
pamiętać, że szaman to nie osoba, która ma predyspozycje czy coś tam
widzi albo umie, ale ktoś kogo na tę ścieżkę powołały duchy. I ten
ktoś przyjął na siebie taką rolę. Nie zostanie więc szamanem nikt z
nie wiadomo jakimi nawet zdolnościami, po iluś tam warsztatach
twardej, miękkiej czy innej ścieżki, jeśli duchy go nie powołają i
nie przejdzie on swoistej inicjacji.
Niestety obecna moda na
szamanizm sprawia, że teraz prawie każda wróżka, uzdrowiciel czy
osoba zajmująca się jogą albo rozwojem duchowym mianuje się szamanem
czy szamanką. Podobnie jak osoby, które zaliczyły jakiś warsztat z
szamanizmem w nazwie, choćby był to warsztat nauki gry na misach,
wróżenia z run lub stawiania tarota, ale miał stosowną nazwę - i już
uważa się za szamana. A to nie tak.
Warsztaty twardej ścieżki nie
czynią z nikogo szamana, ale nie wykluczają też, że duchy daną osobę
do tej roli powołają. Niezależnie od kultury i koloru skóry.
Agnieszka słusznie zauważyła, że szamanizm jest zjawiskiem dwu- lub nawet trójwarstwowym. Pierwsza warstwa polega na tym, że istnieje coś jak „wrodzony szamanizm”. Niektórzy ludzie spontanicznie przechodzą procesy wyglądające jak szamańska inicjacja lub szamańska przemiana świadomości. Andrzej Szyjewski w książce „Szamanizm” (2005) pisze o wiejskim uzdrowicielu spod Radomia z lat 1880-tych, którego zeznania w sądzie (oskarżono go o leczenie bez uprawnień) brzmią jak dosłowny etnograficzny opis inicjacji klasycznego syberyjskiego szamana. Najwyraźniej jest tak, że prócz tego „normalnego” istnieje drugi alternatywny sposób postrzegania świata, inny rodzaj anten percepcji, zapewne wrodzony dla Homo sapiens i uwarunkowany genetycznie. Który nie u wszystkich jest w pełni wykształcony, podobnie jak np. nie u wszystkich jest w pełni wykształcony absolutny słuch muzyczny (też przecież wrodzony!).
Druga warstwa polega na tym, że jedne ludzkie kultury doceniają, wspierają i wzmacniają ten wrodzony i obecny u niektórych talent, inne zaś go nie doceniają lub wartościują negatywnie, widząc w nim szaleństwo, chorobę lub zagrażający (tej społeczności) kontakt ze „złymi duchami”. Niestety nasza kultura należy do tych drugich. Stąd zresztą wziął się przesąd, że szamanem lub „prawdziwym szamanem” Biały być nie może. Faktyczna różnica między pro-szamańskimi kulturami a naszą jest taka, że w tamtych, jeśli ktoś czuje szamański talent, to łatwiej znajdzie nauczyciela i zostanie poprowadzony - niż u nas, gdzie w podobnej sytuacji będąc, trzeba długo i z trudem szukać. (Czyli: druga warstwa szamanizmu jest społeczna lub kulturowa.)
Trzecią warstwą są duchy. O których niewiele wiadomo na pewno, ponieważ nie poddają się naukowym procedurom :) Ale wydaje się, że duchy nie są ograniczone przez materialne uwarunkowania (tak ważne i często dotkliwe dla nas) i potrafią znaleźć drogę do swoich wybrańców niezależnie od ich narodowości i kraju gdzie ci żyją.
Z duchami jest problem inny. Z tego, co napisała Agnieszka wynikałoby (jeśli dobrze ją odczytałem), że jedyne co ktoś może „zrobić” z duchami, to na nie czekać. - Z tym się nie zgadzam! Jakiś czas temu natrafiłem na sen, który mnie urzekł, jest w Tarace: „Szamańska Częstochowa”. Autorka tego snu śniła, że idzie do nieba, nie po śmierci, tylko w ramach akcji wyglądającej na szamańską wspinaczkę do górnego świata. Wspinała się najpierw po schodach na wieży, a następnie po drabinie uczynionej z łosiowych rogów, która to drabina została przed jej grupą spuszczona z nieba! Ja w tym widzę istotę szamanizmu (szeroko pojmowanego): wspinać się do wyższych światów pod drabinie zrzuconej stamtąd, ale najpierw po własnych schodach. Nie ma biernego czekania – czekanie donikąd nie doprowadzi! Żeby „niebo” zechciało zrzucić ci drabinę, musisz sam wykonać wysiłek wyjścia w jego stronę i to wysiłek niemały.
Zgadzam się, że niektórych duchy powołują wbrew ich chęciom i woli, niejako ich gwałcąc. Słyszałem o takich przypadkach. Ale także i skuteczniej powołują spośród tych, którzy sami wykonali wstępny wysiłek. Podobnie jak w jodze: gdzie oświecenie rzadko zostaje podane (przez Śivę lub kogoś...) na tacy, częściej trzeba na nie bardzo zapracować.
W tym czekaniu na powołanie od duchów widzę drugą linię oporu naszego umysłu, który się przed szamanizmem broni. Pierwsza linia oporu, to ta: „Szamanizm nie jest dla mnie, bo Biały nie może zostać szamanem”. - Pisałem o niej wyżej.
Druga linia oporu: „Szamanem może zostać tylko powołany-wybrany przez duchy. Więc mogę co najwyżej czekać, nie mam tu nic do roboty.”
Dalej jest trzecia linia obrony, i Agnieszka też ją zreferowała, brzmi ona: „Nie mam szans rozpoznać, co jest naprawdę szamanizmem ani kto jest szamanem, ponieważ większość tych, którzy się nimi ogłaszają, naprawdę nimi nie są – to oszuści lub narcystyczni samozwańcy.”
Pod tym kryje się czwarta linia obrony, polega ona na tym, że szamanizm i szamani są idealizowani i przez to odsyłani do jakiegoś na pół bajecznego „gdzieś tam, daleko”. A między nimi a normalsami zieje przepaść.
Nie jest tak. Frank Henderson McEowen w eseju (też zamieszczonym w Tarace) „Przywrócenie naszych przodczych kości: odrodzenie szamańskich praktyk w nowym tysiącleciu” kreśli obraz „szamańskiego spektrum”, gdzie pomiędzy faktycznymi Wielkimi Szamanami a uczestnikami weekendowych warsztatów z bębnem jest ciągła skala: są ci bardziej i ci mniej rozwinięci czy wykształceni. Jak w każdej dziedzinie.
Pozostają jeszcze problemy z tymi duchami, które mogą przyjść i powołać:
Problem A: Jak poznać, że to duchy? - Co wcale nie jest łatwe, bo od dziecka jesteśmy poddawani przeciw-duchowej propagandzie i uodpornianiu, uczeni jesteśmy, że „duchów nie ma”.
Problem B: Jak poznać, że to co się dzieje, to szamańskie powołanie, a nie np. schizofrenia?
Podam jedną z paru możliwych odpowiedzi: trzeba otworzyć się na te „dziwne” stany świadomości. Skutecznie robi się to poprzez ciało. Zestaw takich metod nazywam właśnie Twardą Ścieżką. Której warsztaty 1-8 sierpnia w Długopolu pod Śnieżnikiem u Bei Lech polecam. Parę miejsc w szałasie potu jeszcze zostało, więc kto się jeszcze waha, niech zabukuje. Bo zwykle takie działania wykonuję z osobami już wprowadzonymi, więc w ciągu roku dołączyć nie jest łatwo....
◀ Co Twarda Ścieżka ma wspólnego z szamanizmem? ◀ ► Czym się różni Twarda Ścieżka? ►
Komentarze
Uważam, że jak ktoś wybrał i ćwiczy i poszukuje, to w końcu znajdzie ducha, który powie "dobra, niech Ci będzie". Można wybrać samemu i w to wierzę. Choć można się sprzeczać, czy świadome podążanie w tym kierunku nie jest już czymś uwarunkowane, a w takim razie, czy to uwarunkowanie nie zostaje dane przez duchy? Ale to już liczenie aniołów na główce szpilki... Co nie znaczy, że kołatanie do duchów, żeby w końcu otworzyły będzie łatwe. Ale w szamanizmie nic takie nie jest przecież.
Ps. Można mi zarzucić, że się nie znam. Nie jestem inicjowany i gadam bzdury. Może tak jest. Nie muszę mieć racji dla każdego, ale dla mnie to jest prawda cokolwiek sądzą o tym inni.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
