04 sierpnia 2011
Bea
Serial: Sny i wizje
Siwowlosy Indianin
◀ Opony i pieniądze w banku ◀ ► Ucieczka ►
Prowadze samochod jasna,zupelnie pusta droga,wiodaca gdzies na polnocny zachod.Zblizajac sie do przedziwnego skrzyzowania w ksztalcie wezla (?), gdzie swobodnie i plynnie lacza sie cztery drogi, zauwazam po lewej niewielkie ,trawiaste wzniesienie przeswietlone zlocisto-bialym swiatlem ,otulajacym wszystko lekka mgielka.Przyciaga moja uwage siedzacy na szczycie siwowlosy,starszy Indianin ,wspierajacy sie na duzym,drewnianym sticku.Sprawia wrazenie kogos bardzo bliskiego, choc zdaje sie,ze nigdy wczesniej go nie spotkalam.Jego dojmujacy,lagodny usmiech sprawia,ze nie mam zadnych watpliwosci.Lagodnie zawracam na skrzyzowaniu.Po chwili zblizam sie do wzniesienia.Musze mruzyc oczy-patrzac pod swiatlo, aby upewnic sie,ze On jeszcze tam jest.
Docieram na miejsce.Jest tam wiele osob,rozproszonych w malych grupach. Odbywa sie jakiegos rodzaju zgromadzenie.Rozpoczynam rozmowe z siedzacymi na trawie w malym kregu.
Wiem juz,ze zaraz przyjda po mnie, tak jakby tylko czekali,ze sie pojawie.Nie sprzeciwiam sie, gdy trzy osoby zabieraja mnie ze soba, prowadzac w kierunku wysokiego, drewnianego slupa.
Dowiaduje sie,ze czeka mnie zadanie , a od mojego wysilku bedzie zalezec dobro wielu.Wiem,ze to moja proba,ale tak naprawde nie chodzi o mnie.Przemozne uczucie,ze nie moge zawiesc
pozwala na chwile odplynac strachowi.
Otoz, skrepuja mi rece powrozami,podciagna ku gorze przytroczywszy do slupa , z jednoczesnie podwiazana przemyslnie
prawa noga, ktora ulozy sie tak ,jak na niektorych wizerunkach Wisielca.Wszystko zalezy od tego jak dlugo wytrzymam.
Potem juz tylko naplywajacy falami,piekacy bol zdretwialych zupelnie rak.Az do kompletnego nie-czucia.
Docieram na miejsce.Jest tam wiele osob,rozproszonych w malych grupach. Odbywa sie jakiegos rodzaju zgromadzenie.Rozpoczynam rozmowe z siedzacymi na trawie w malym kregu.
Wiem juz,ze zaraz przyjda po mnie, tak jakby tylko czekali,ze sie pojawie.Nie sprzeciwiam sie, gdy trzy osoby zabieraja mnie ze soba, prowadzac w kierunku wysokiego, drewnianego slupa.
Dowiaduje sie,ze czeka mnie zadanie , a od mojego wysilku bedzie zalezec dobro wielu.Wiem,ze to moja proba,ale tak naprawde nie chodzi o mnie.Przemozne uczucie,ze nie moge zawiesc
pozwala na chwile odplynac strachowi.
Otoz, skrepuja mi rece powrozami,podciagna ku gorze przytroczywszy do slupa , z jednoczesnie podwiazana przemyslnie
prawa noga, ktora ulozy sie tak ,jak na niektorych wizerunkach Wisielca.Wszystko zalezy od tego jak dlugo wytrzymam.
Potem juz tylko naplywajacy falami,piekacy bol zdretwialych zupelnie rak.Az do kompletnego nie-czucia.
◀ Opony i pieniądze w banku ◀ ► Ucieczka ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
