04 sierpnia 2011
Bea
Serial: Sny i wizje
Ucieczka
◀ Siwowlosy Indianin ◀ ► Moneta ►
Miarowe klucie serca i ucisk w mostku.Teraz juz cisza w uszach-
az do szumu i monotonnego dzwonienia.Chce uciekac dalej,ale nie mam sily.Nie mam tchu.Nie mam dokad.
Uciekalam bezdrzewnym,kamiennym czerwono-szaro-bialo-brunatnym pustkowiem. I ktos za nami (?) , kto goniac, raczej usilowal odnalezc, jakby sam bedac scigany, usilowal ochraniac. Goniac, trzymal kurczowo w garsci zwiniety w rulon list.Byla to jakas wazna wiadomosc.Oznajmienie- o czym ? Nie wiem.Nie dogonil nas nigdy.
Odpoczywalam na kamienno-piaskowych pagorkach, w jakichs niszach, i tam pozostawaly slady. A potem szalenczy bieg.Brzegiem olbrzymiej kipieli,ktora to gotowala sie do pozarcia nas ( Nas?!- bylam s a m a ! ), to potulnie lizala stopy, dobrodusznie zacierajac wszelkie slady.
I ciagle ta woda.Zielono-brunatno-perlisto-zlota.Czasami przeslaniajaca wszystko,a czasem plozaca sie niczym tkanina u stop.
I ciagle ta nie-wiadoma.
Polnoc byla wciaz po prawej.Jedynym swiatlem ,przeswietlajacym
przed naszymi oczami wyrastajace fale,(niczym gory lodowe - tak gladkie,polyskliwe i klarowne) byly blaski zachodzacej Kuli.
Moze stad ,ta spowijajaca wszystko zloto-pomaranczowa czerwien.
Dalej i dalej ku Zachodowi.
az do szumu i monotonnego dzwonienia.Chce uciekac dalej,ale nie mam sily.Nie mam tchu.Nie mam dokad.
Uciekalam bezdrzewnym,kamiennym czerwono-szaro-bialo-brunatnym pustkowiem. I ktos za nami (?) , kto goniac, raczej usilowal odnalezc, jakby sam bedac scigany, usilowal ochraniac. Goniac, trzymal kurczowo w garsci zwiniety w rulon list.Byla to jakas wazna wiadomosc.Oznajmienie- o czym ? Nie wiem.Nie dogonil nas nigdy.
Odpoczywalam na kamienno-piaskowych pagorkach, w jakichs niszach, i tam pozostawaly slady. A potem szalenczy bieg.Brzegiem olbrzymiej kipieli,ktora to gotowala sie do pozarcia nas ( Nas?!- bylam s a m a ! ), to potulnie lizala stopy, dobrodusznie zacierajac wszelkie slady.
I ciagle ta woda.Zielono-brunatno-perlisto-zlota.Czasami przeslaniajaca wszystko,a czasem plozaca sie niczym tkanina u stop.
I ciagle ta nie-wiadoma.
Polnoc byla wciaz po prawej.Jedynym swiatlem ,przeswietlajacym
przed naszymi oczami wyrastajace fale,(niczym gory lodowe - tak gladkie,polyskliwe i klarowne) byly blaski zachodzacej Kuli.
Moze stad ,ta spowijajaca wszystko zloto-pomaranczowa czerwien.
Dalej i dalej ku Zachodowi.
◀ Siwowlosy Indianin ◀ ► Moneta ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
