06 maja 2010
Maria Poziomska
Serial: Kamyki filozoficzne
Skrzywdzone ciało
◀ „Antychryst” w Skiroławkach. Zła przyroda Nienackiego ◀ ► Przetwórstwo śmiecia ►
Niesławny psycholog Andrzej Samson powiedziała kiedyś o Eichelbergerze: "on jest taki uduchowiony, że nawet na sedesie siedzi w pozycji lotosu". Strasznie mi się to sformułowanie podobało, co nie przeszkadza mi szczerze lubić i cenić Eichelbergera.
Trafiłam kiedyś na ciekawy wywiad, w którym Eichelberger wypowiedział następujące słowa: "Nasze ciało przypomina dziecko w szoku. Jest zaniedbane, przestraszone, upokorzone, poranione, podobnie jak przyroda. Jeśli ma wydobrzeć potrzebuje cierpliwości, czasu, obecności, szacunku i miłości". Pamiętam, że te słowa szalenie mnie poruszyły. Spróbujmy spojrzeć na nasze ciało jak na dziecko. Jak właściwie je traktujemy? Co robimy z tym dzieckiem na co dzień? Ile razy zdarza się, że głodzimy je, pozbawiamy snu, trujemy niezdrowym jedzeniem, papierosami. Co pomyślelibyśmy o człowieku, który upija dziecko alkoholem, każe mu pracować ponad siły, nie pozwala iść spać albo faszeruje lekami uspokajającymi żeby nie czuło stresu? A przecież tak właśnie traktujemy nasze ciała. Nie mówiąc już o bardziej wyrafinowanych torturach jak wyrywanie brwi czy przekłuwanie uszu.
Najciekawsze jest to, że cały ten okrutny proceder odbywa się w czasach "kultu ciała". Wystarczy zajrzeć do pierwszego lepszego kiosku aby się o tym przekonać. Na okładkach czasopism aż roi się od ciał. Gołych, ubranych, rozebranych, wysportowanych, szczupłych. Wątpię jednak, czy "cielesne dziecko" jest szczęśliwe z tego powodu. Wszak "przedmiot kultu" zawsze jest tylko "przedmiotem".
Trafiłam kiedyś na ciekawy wywiad, w którym Eichelberger wypowiedział następujące słowa: "Nasze ciało przypomina dziecko w szoku. Jest zaniedbane, przestraszone, upokorzone, poranione, podobnie jak przyroda. Jeśli ma wydobrzeć potrzebuje cierpliwości, czasu, obecności, szacunku i miłości". Pamiętam, że te słowa szalenie mnie poruszyły. Spróbujmy spojrzeć na nasze ciało jak na dziecko. Jak właściwie je traktujemy? Co robimy z tym dzieckiem na co dzień? Ile razy zdarza się, że głodzimy je, pozbawiamy snu, trujemy niezdrowym jedzeniem, papierosami. Co pomyślelibyśmy o człowieku, który upija dziecko alkoholem, każe mu pracować ponad siły, nie pozwala iść spać albo faszeruje lekami uspokajającymi żeby nie czuło stresu? A przecież tak właśnie traktujemy nasze ciała. Nie mówiąc już o bardziej wyrafinowanych torturach jak wyrywanie brwi czy przekłuwanie uszu.
Najciekawsze jest to, że cały ten okrutny proceder odbywa się w czasach "kultu ciała". Wystarczy zajrzeć do pierwszego lepszego kiosku aby się o tym przekonać. Na okładkach czasopism aż roi się od ciał. Gołych, ubranych, rozebranych, wysportowanych, szczupłych. Wątpię jednak, czy "cielesne dziecko" jest szczęśliwe z tego powodu. Wszak "przedmiot kultu" zawsze jest tylko "przedmiotem".
◀ „Antychryst” w Skiroławkach. Zła przyroda Nienackiego ◀ ► Przetwórstwo śmiecia ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
