21 października 2015
Karol Żelazny
Serial: Złoty Środek
Smutek Klauna
◀ Drink, drive, go to... ◀ ► Niebezpieczne rady ►
Smutek klauna Dlaczego tak wielu znanych komików zmaga się z depresją? Robin Williams, Owen Wilson próby samobójcze, mniej lub bardziej udane.
Dlaczego tak wielu znanych komików zmaga się z depresją? Robin Williams, Owen Wilson, próby samobójcze, mniej lub bardziej udane. Jim Carrey - kliniczna depresja przez prawie całe życie.
Ostatnio spotkałem w księgarni książkę, której autorka udowadnia, że depresja jest niczym innym, jak mechanizmem obronnym, za pomocą którego chronimy się przed lękiem i bólem. Ma to większy sens dla mnie niż inne etiologie depresji, jednak dotyka tylko powierzchni rzeczy.
Depresja przypomina dym papierosowy, który palacz wchłania w swoje płuca. Człowiek w depresji wchłania w siebie czarne myśli, smutek, bezwład. Przyczynę tego stanu rzeczy może zilustrować następująca historia. Jakiś czas temu prowadziłem grupową sesję regresji reinkarnacyjnej. Podróż w tzw. przeszłe życia można odbyć w jakimś celu, np. pytając o pierwszą przyczynę tego lub tamtego.
Jedna z uczestniczek spytała o przyczynę palenia papierosów. Wizja w 3D, stereo i kolorze, która ukazała się jej, wyglądała następująco. Zobaczyła inną osobowość swojego Źródła (Ducha, Atmana) jako indiańskiego przewodnika białych osadników na terenie dzisiejszej British Columbia w Kanadzie. Doszło do jakiegoś konfliktu w wyniku którego ten przewodnik postanowił spalić w nocy obóz osadników. Rozłożył wszędzie łatwopalny materiał i podpalił. Scena która zrobiła największe wrażenie na uczestniczce, to kaszlący, zachłystujący się dymem ludzie, próbujący wydostać się z ognia.
Jeśli życie jest równaniem nieograniczającym się tylko do obecnego okresu (życia) wtedy prawdą byłoby stwierdzenie, że jesteśmy odpowiedzialni za czynny innych osobowości naszego źródła. Więc ilość dymu "łykniętego" przez osadników musi być równa ilości dymu którym zaciągnie się palacz. Układ nagrody znajdujący się w jego mózgu, będzie dzielnie pomagał mu w osiągnięciu tego celu, ale są też inne możliwości.
Jak to ma się do depresji? Ilość smutku zadanego = ilości smutku przeżytego. Jak przyśpieszyć i skrócić ten proces? Zacznij rozweselać ludzi, zostań klaunem. Pomagaj ludziom chorym na raka płuc. Im więcej radości wygenerujesz dla innych, tym szybciej ogarniesz swój smutek. Wiesz jak rozwiązuje się równania? Lewa strona równa się prawej.
◀ Drink, drive, go to... ◀ ► Niebezpieczne rady ►
Komentarze
O depresji napisano już bibliotekę, o jej genetycznych, somatycznych, środowiskowych czy sytuacyjnych przyczynach, o farmakologicznych, psychoterapeutycznych, duchowych sposobach radzenia sobie z nią. Niekiedy nieskutecznych. A tu się okazuje jest prosty sposób. Trzeba tylko uwierzyć, że miało się przeszłe wcielenie, i że w tym wcieleniu wyrządziło się komuś coś smutnego, a potem to odpokutować, rozbawiając innych.
A o jakiej depresji mowa, endogennej, depresji utraty (na przykład po stracie dziecka, tu też decydują zdarzenia z przyszłego życia?), depresji wywoływanej przez choroby somatyczne, na przykład tarczycy.
Depresja jest czymś znacznie gorszym, niż lęk i ból. Wiem, bo wszystkiego tego doświadczyłem.
A rozbawianie ludzi w depresji chyba mi ulgi nie przyniosło.
ze depresja jest mechanizmem obronnym CHRONIĄCYM przed bólem i lękiem.
Mechanizm obronny (zobacz Anna Freud) to specyficzny trick umysłu który ludzie wykorzystują aby odciąć, zmiejszyć wagę swoich problemów.
przeniesienie, zaprzeczenie, sublimacja, itd
Depresja jako mechanizm obronny? to ma dla nie sens.
@Radek - niekoniecznie klaunem, znajdz najepszy sposób dla ciebie pomagania jakiejś grupie ludzi, kontynuj to zajęcie przez jakis czas i zobacz jak to wplynie na depresje. Znajdz to wlasciwe dla ciebie zajecie. Pozdrawiam:)
PS Myślę ze wazny jest stan nie rodzaj, recepta jest podobna tylko kolor "tabletek" inny
Depresja mechanizmem obronnym przed bólem i lękiem? To trochę tak, jak wchodzić w ogień po to, żeby nie czuć jak boli stłuczone kolano. Nie znam Dorothy Rooth, ale po takich tezach robi na mnie wrażenie kogoś kompletnie nie rozumiejącego spraw, którymi się zajmuje. Niech poczyta (Ty też) o młodzieży, która tnie się żyletkami po to, żeby nie czuć swoich problemów i swoich depresyjnych stanów. Jeśli coś tu przed czymś chroni, to dokładnie w drugą stronę.
A namawiać ludzi, żeby pomagając innym chronili się przed depresją, to trochę tak, jak namawiać inwalidę do biegania po to, żeby polepszył swoją sprawność fizyczną.
Depresja chroni, jest to w pewnym sensie bezpieczne miejsce. Jasne jest ciemno, bezwlad, bezsens, trudno wstac z lozka, ale tez w takim stanie ludzie żyją czasem dlugi czas. Spruboj zyc przez ten okres czasu w bólu i lęku, raczej się nie da, dlatego Dorothy widzi to jako mechanizm obronny.
Poza tym ludzie nie popelniają samobójstw kiedy są w głębokiej depresji, robią to kiedy poczują się lepiej. Doskonale wiedzą o tym psycholodzy prowadzący takie terapie, ze to jest najbardziej niebezpieczny okres, tzn czas wychodzenia.
Nie zrobią tego kiedy są słabi i to tez jest stan chroniący przed np. samobójstwem
Reinkarnacja następna bzdura,,, ale czy na pewno?
9. Zjednoczenie z czystą świadomością
8. Oświecenie
7. Pokój
6. Radość/zachwyt
5. Miłość
4. Rozum
3. Akceptacja
2. Chęć/gotowość
1. Neutralność
0. Odwaga
-1. Duma
-2. Gniew
-3. Pożądanie
-4. Lęk
-5. Cierpienie
-6 Apatia
-7. Wina
-8. Wstyd
Jak widać, z poziomów wstydu, winy, apatii droga w górę wiedzie przez cierpienie i lęk. Jeśli jesteśmy w depresji wydaje mi się, że krokiem w stronę zdrowienia/wzrostu świadomości jest poczuć i nazwać ból, poczuć frustrację, potem złość, poszukać źródeł cierpienia, czasami na początku nawet w innych ludziach, odczuć pożądanie i gniew - jak widać mamy coraz więcej energii. I tak dalej w górę. Na pewno jazda windą na niskich poziomach to podróż przez indywidualne piekło. W dole jest śmierć, w górze cierpienie. Dlatego konieczna jest pomocą lekarza czy kogoś, kto wie jak profesjonalnie pomóc.
A co do reinkarnacji... Nie nazwałbym tego bzdurą (choć w to nie WIERZĘ), nazwałbym to mitem (zbyt łatwo zapominamy, czym on był i że jednak doszło do zdemitologizowania świadomości zbiorowej, przynajmniej w Europie), podobnie jak, na przykład, chrześcijański mit zmartwychwstania (widzę tu daleko idące podobieństwa). Tego roku bardzo dużo myślałem o tym ostatnim i doszedłem do wniosku, że trzeba jednak przejść przez piekło zwątpienia, wziąć pod uwagę stan badań nie tylko na temat rzeczywistością (to jest bardzo trudne, bo nawet fizyk nie potrafił mi wytłumaczyć na czym polega realność mechaniki kwantowej), ale i ludzkiego umysłu, tzn. psychologii i neurofizjologii mitu. Są podobno ludzie, którzy wierzą w Latającego Potwora Spaghetti. To zresztą bardzo sympatyczne i miłe bóstwo. Ja w tych kwestiach zawieszam swój sąd, ale czasem myślę sobie, że jakimś dziwnym trafem mit o zmartwychwstaniu (jak i o reinkarnacji) zaspokaja jedną z najważniejszych potrzeb psychicznych ludzkiego umysłu, warunkowanych na dodatek genetycznie (bo gen też chce być wieczny, a właściwie, my chcemy być wieczni, bo chce tak gen). Jak to czasem mówią, życie... (Temat do rozważań - religia, mitologia, wiara jako gesty obronne ludzkiego umysłu. Albo inaczej - religia jako placebo. (Uczę się ją ostatnio cenić w tej roli. O ile, powtórzmy, nikomu nie szkodzi. W końcu demokracja liberalna polega na tym, że wierzymy lub nie w co tylko chcemy.)
Tak czy inaczej proponuję Ci zatrzymać burzę, sprowadzić deszcz albo....
To nie jest oczywiście dowód, ale...
Ciekawe dlaczego tych metod nie wykorzystuje się w czasie suszy do sprowadzania deszczu?... A może wykorzystuje się? A jeśli tak, to jaka jest ich skuteczność? (Notabene, to robiono kiedyś przy pomocy magii, ofiar składanych bóstwom itd.)
Ja nie twierdzę, że nie wierzę. Znam pewną osobę, która twierdzi, że miała dwa prorocze sny przed śmiercią każdego z dwóch jej mężów. I ja właściwie jej wierzę, a nawet nie "właściwie". Ja w to wierzę. Tak jak wierzę w to, że wiara w reinkarnację i depresję jako skutek czynów z minionego wcielenia, wsparta pewnymi działaniami, MOŻE pomóc w leczeniu depresji (dodajmy, że może znaczy też: NIE MUSI), choć chciałbym się czegoś dowiedzieć o skuteczności takiej metody, o tym czy, i jakie ma skutki uboczne itd. Klasyczne metody terapeutyczne nie są skuteczne w 100% i można się o tym dowiedzieć z różnych źródeł. Ale są poddawane sprawdzeniu, tak jak i badaniom na szkodliwość, bo to też wchodzi w grę. O czym większość tradycyjnych psychoterapeutów nie informuje swoich... no właśnie, kogo? PACJENTÓW czy KLIENTÓW?
Radku, co to towazystwo uznałoby za wiarygodny dowód? Kiedy zdolności okazałyby się prawdziwe? Jak się chce, to się podważy i grawitację, co dopiero zjawiska znacznie subtelniejsze i trudniejsze do wychwycenia niż te materialne.
"Cudów" nie robi się na życzenie, a jedynie w stanach, kiedy odpuszczamy wszelkie oczekiwania i rezygnujemy z jakiejkolwiek kontroli umysłu. Korzystając z metafory windy, trzeba windą wjechać przynajmniej na 5. piętro, ponad umysł/rozum/sceptycyzm. Nie da się będąc na 4. piętrze rozumu zobaczyć widoku, który widać z 5. piętra. miłości.
Albo jeszcze inaczej: akt obserwacji = doświadczanie zjawiska = tworzenie zjawiska = aktualny stan świadomości = załamanie kwantowe fali możliwości. Będąc w stanie świadomości sceptyka doświadcza się sceptycyzmu.
Bardzo ciekawe zjawisko odkryto, że intencja naukowców ma decydujący na wynik przeprowadzanego doświadczenia naukowego. To dziwne (czy na pewno?), że wyniki eksperymentu są zgodne z intencję badacza. Kilka razy już się z tym spotkałem w różnych książkach. Muszę to jeszcze pobadać :-) choć wydaje mi się to coraz bardziej oczywiste.
Jak byłem na warsztatach z dwupunktu, to miałem intencję, żeby przeżywać więcej radości. Teraz po 2 latach zrozumiałem, że mogę doświadczyć jedynie tego co sam stworzę, nie dostanę nic z zewnątrz, niejako gratis od świata (z czego miałby wynikać ten bonus?). To ja powołuję (w polu informacyjnym) to czego doświadczam - idealna i wyjątkowo prosta zasada życia.
Ja jednak należę do grona, dodam w zaufaniu, że nielicznego, którego sceptycyzm jest swego rodzaju meta-sceptycyzmem czy sceptycyzmem mistycznym (dzięki intencji sceptycznej łączę się z wyższą świadomością, która notabene też jest sceptyczna, jak na świadomość przystało), i to pozwala mi nie wierzyć w niektóre rzeczy. Oczywiście, robię to na poziomie kwantowym, przy pomocy specjalnej metody, którą nazwałem trzypunktem kwantowym (na razie nie mogę zdradzić, na czym polega, bo nie pozwala mi wyższa sceptyczna świadomość, ale jako że jest autosceptyczna (w przeciwieństwie do większości świadomości ludzkich zwrotna, odnosi się także do niej samej), to na pewno za jakiś czas się zgodzi).
Sceptycyzm to czysta świadomość, oczyszczona z wszystkiego poza samą sobą. Stąd jest to świadomość wyższa. (W przeciwieństwie do mojej, znacznie niższej, która by być sceptyczną potrzebuje mistycznych uniesień i miłości, zachwytu i bólu.)
---
Ale, czy "czysta świadomość" to nie nazwa i znaczenie? Nie pasują mi tu trochę te natrętne antropomorfizacje. Mniejsza zresztą o to, żyjemy w wolnym kraju i każdy może wierzyć, w co mu się podoba. (Chyba nawet ja.) Zacytuję natomiast pewnego poetę, który powiedział: "Moją intencją jest uszanowanie w człowieku cząstki irracjonalnej - potrzeby poezji i potrzeby tego, co nasi przodkowie nazywali Bogiem, a dla czego my, ich następcy, szukamy nowego imienia". Lubię ten brak złudzeń i tę kruchą nadzieję, tę, jak mówi ten poeta "niepewną jasność". Chyba u de Mello czytałem, że wiara daje niepewność, ale nie wiem, czy czegoś nie mylę.
Niemniej uważam, że samoświadomość tego, że jest się jednocześnie skutkiem i przyczyną jest wartościowa, uczy pokory i odpowiedzialności. I daje nadzieję w trudnych chwilach, bo klucz jest we własnych rękach.
Zapewne masz pełną rację, że jest to wiara, jak każde (!) inne przekonanie.
Mysle ze jedyna obecnie terapia rokujaca nadzieje na zmiane jest terapia Integracyjna
Co do nagrod za udowodnienie, w Stanach jest James Randi tez wygaduje podone bzdury. Moj znajomy z Montana Vortex prowadził z nim negocjacje aby przyjechali zmierzyli, przeprowadzili badania w Vortexie i po roku czasu bez podania przeczyn Randi zrezygnowal z experymentu. Pewnie chcial zaoszczedzic miljon dollarow. Korespondencja w tej sprawie jest gdzies na necie, mozna odnalezc.
.
A co do nagród za udowodnienie, to można przecież bezinteresownie sprowadzić deszcz rolnikom w czasie suszy.
Jeśli chodzi o terapie, to ktoś, kto cierpi na depresję lub podobną chorobę, ma przed sobą długą drogę poszukiwań i niepewności, wyda niemało przy tym pieniędzy (o ile go stać), a efekty mogą być różne i to nie tylko w przypadku terapeutów korzystających z tradycyjnych metod.
Jednego jestem pewien, że nie powinno się ludziom mówić, że jest jakaś lepsza i wyjątkowa metoda, zazwyczaj skuteczne leczenie idzie w parze nie tylko z jakąś terapią, ale i z samodzielną pracą, zmianą trybu życia, pracą z emocjami (czasami wieloletnią), zmianą diety, nastawienia itd. Terapia poznawczo-behawioralna pomaga na krótko, jest doraźna i to wiadomo. Błędem jest to, że się pacjentom tego nie mówi, ale przynosi ona ulgę i dużo świadomości.
Ciągle czekam na wieści na temat sprawdzania skuteczności metod nieakademickich. Co o tym wiemy? W jaki sposób bada się metodę, która odwołuje się do wiary w nasze przeszłe wcielenia?
Co do badan, bada sie tak samo jak inne terapie, grupa aktywna, grupa kontrolna, kwestionarisze stwirdzajace stan przed powiedzmy 10 sesji regresji i po.
Mogę tylko mowic o osobach z ktorymi pracowałem, np. jedna z nich (kilka spotkan regresyjnych) rok temu powiedziala mi ze przez 30 lat budziła sie z lękiem i ten lęk zniknął. Jak wiem do tej pory nie powrócił. Z tym ze nie prowadze czysto regresyjnych sesji, robię to co uważam ze moze pomóc czyli podroz przez emocje, mentalne ustawienia etc. Czasem podczas sesji wcale nie dochodzi do regresji bo akurat to jest niepotrzebne w danej chwili.
Pozdrawiam:)
PS co do sprowadzania deszczu zobacz Wilhelm Reich i orgone energy
Depresja to brak kontaktu ze swoją duszą czy swoim przeznaczeniem. Jak nie odczuwasz celu i sensu, to nie masz energii, bo po co? Brak energii to apatia i depresja.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
