13 stycznia 2010
Wojciech Jóźwiak
Serial: Real i magia
Strach bez strachu
◀ Sen z 4 stycznia ◀ ► Test jogi ►
Robert Palusiński, jeden z autorów-filarów Taraki, na swoim blogu zamieścił tekst pt. „Walka ze sprzymierzeńcem - naszym strachem”. Przeczytałem z niejakim niedowierzaniem, bo jakoś w sobie nie znajduję tej emocji: strachu - po prostu tak się składa, że się nie boję. Może dlatego, że jestem enneagramową Dziewiątką czyli osobowością ufundowaną na gniewie, nie na lęku. Gniew - tak, tę emocję znam aż za dobrze, wkurzam się parę razy dziennie. Czy czuję strach? - zacząłem sobie przypominać, kiedy ostatni raz tak było. Tej zimy, jak zaczęło śnieżyć, zdarzyło mi się z samochodem wpaść do rowu. Czy czułem coś, co mógłbym nazwać strachem? - Nie. Było skupienie uwagi i coś jakby otwarcie na cokolwiek, co może być za chwilę. (Skończyło się dobrze: uszkodzeń prawie nie było, a obok mieszkał rolnik z traktorem, który mnie sprawnie wyciągnął.) Artykuł Roberta rozważałem będąc na dachu, który odśnieżałem. I okazało się, że jednak czuję strach: kiedy poślizgnąłem się w stronę tegoż dachu krawędzi. Wtedy przypomniałem sobie, jak to było, kiedy przez parę lat pracowałem na robotach wysokościowych i z lękiem przestrzeni miałem do czynienia nieustannie.
Jednak z Robertem się nie zgadzam! Smok (tak jak on pisze) nie wydaje mi się dobrą figurą-wyobrażeniem do pracy z lękowo-strachowymi emocjami.
Ale po kolei. Warto by uporządkować używane słowa. Przyjęło się po polsku odróżniać to, co kryje się za słowami strach, lęk i obawa. (Za chwilę dodam czwarty stopień tego.) Strach jako emocja jest konkretny: dzieje się w tej oto chwili i ma swój przedmiot, którego się boję. Strach jest zawsze baniem się czegoś/kogoś groźnego. (W liceum bałem się nauczycielki niemieckiego.) Lęk to co innego: lęk jest rozmyty. Można czuć lęk i nie wiedzieć od czego - psychologia nazywa to stanami lękowymi. Strach jest jak ukłucie cierniem, lęk jak ćmiący ból zęba, który trwa nieustannie. Trzecim, jeszcze słabszym stopniem tej emocji jest obawa. Obawa to jest strach/lęk przefiltrowany przez intelekt - to jest coś na poziomie głowy, a sama emocja mocno spłowiała. Obawę się wyraża, np. mówiąc „obawiam się rosnącego zadłużenia kraju...”, ale to jest zaledwie sąd idący z głowy, nie wyraz emocji. Ale jednak obawiający się wie, że większa obawa stanie się lękiem.
Tak medytując (na uzaspionym dachu!) w końcu dotarłem do czegoś, co należy do „rodziny” strachu i co ja faktycznie mam. Ty pewnie też! To jest przezorne unikanie. Przezorne, czyli prze-zorne, czyli „omijające lub uprzedzające zobaczenie” - a więc unikanie czegoś zawczasu tak, żeby tego w ogóle nie zobaczyć, nie musieć się z tym konfrontować. To nie jest nawet emocja: to jest behawior uwarunkowany zastarzałym, wdrukowanym strachem/lękiem. Można to widzieć tak, że na początku był strach: czegoś/kogoś się realnie (i może panicznie) bałem. Potem przestałem, ale tło lęku pozostało. Lęk też osłabł, ale pozostał w postaci poglądów, wyrażanych tak oto: „obawiam się, że...”. W końcu nawet obawa zanikła. Ale coś pozostało: tak sobie ułożyłem życie i własne obyczaje, żeby obawy omijać, nie ruszać ich, nie rozdrażniać. Widzę to tak, jakbym w przestrzeni możliwych rzeczy, czynności, które można robić, wyrobił sobie tunele, którymi się poruszam, ale których ścian-granic nie przekraczam ani nawet się do nich nie zbliżam. Robert Palusiński jako psycholog metody POP zna to: to się u Mindella nazwa progami i figurami progowymi. Zresztą Arnold Mindell jako Siódemka-Epikurejczyk lepiej musi znać się na strachu-lęku-obawie.
No więc smoki strachu są, ale śpią. Budzić je psychoterapeutycznie, żeby z nimi dopiero walczyć? A może inaczej? Ciekawe...
Tekst omawiany:
Robert Palusiński, „Walka ze sprzymierzeńcem - naszym strachem”
◀ Sen z 4 stycznia ◀ ► Test jogi ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
