28 kwietnia 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Twarda Ścieżka i podobne sposoby
Szałas potu: jak to się robi
◀ Oparcie w punktach mocy ◀ ► Czy Twarda Ścieżka jest katolicka? ►
Warto przypomnieć...
1.

Najpierw znajdujemy Miejsce i Gospodarza. Albo raczej Gospodarza mające Miejsce. Tym razem Gospodarzem był Darek Kurzątkowski (na zdjęciu w różowym), a miejscem, które oto widzimy, był ogród permakultury przy Uniwersytecie w Getyndze:
2.

Napis na tablicy wykłada się: „Zdrowie ekosystemu. Przyszłościowe miejsce dla roślin, zwierząt i ludzi dzięki permakulturze”. Ze zwierząt szczególnie polecano jeża:
3.

Jeże niestety nie pokazały się, za to były kosy, sikory, zięby i pokrzewki, wyżej latały pustułki i kanie, a cały ten teren był ostoją chomika (tego dzikiego europejskiego) i dla chomików obsiewano pasy ziemi słonecznikiem, którego suche łodygi było widać. W ogóle to było pół kilometra od miasta Götingen.
Ale miejsce nie było wcale przesadnie, choć to środek Niemiec, uporządkowane:
4.

Za improwizowanym płotkiem chodziły piękne kury:
5.

Kolejnym niezbędnym elementem szałasu potu są kamienie. Miejscowe kamienie okazały się wapieniem; cała okolica stoi na wapieniu. Wapień do szałasu się nie nadaje. Dlatego jakiś kilometr stamtąd znaleźliśmy kamienie „obce”, używane do utwardzania drogi. Był to kwarcyt. Okazało się później, że znakomicie wiąże i oddaje ciepło; w ogniu w ogóle nie pękał. Mały magiczny minus tych kamieni był taki, że są kanciaste – jednak bardziej zaleca się kamienie okrągłe, otoczaki. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
6.

Miejsca na szałas już wybrane. Środkowa jama, gdzie będą włożone gorące kamienie, już wykopana. Widły, które tu leżą, służą jako miara średnicy szałasu. Wbijamy kije, z których będzie szkielet szałasu. Kije są gatunku extra-super: są to proste pręty wycięte z miejscowych krzewów leszczyny. (Leszczyna rosnie tu bujniej niż w Poslce!) To ma jeszcze te zaletę, że przy okazji pozyskiwania kijów nie zniszczyliśmy ani jednego drzewa, gdyż te pręty to gałęzie. Także ziemia była bardzo dobra do takich prac: w miejscowej glinie kije stały prosto, nie trzeba było ich trzymać, ani dodatkowo mocować. (Na mazowieckim piasku nie bywa tak dobrze.)
7.

Kije już tworzą prawie pełny krąg, jest ich 12, razem będzie ich 16, wtedy zaczniemy je zginać i wiązać w szkielet:
8.

Wiążemy kije. Widać już kształt szałasu:
9.

Przybywają pomocnicy:
10.

Szkielet gotowy:
11.

Jeden z miejscowych uczestników ceremonii przyniósł bardzo stylowego idola:
12

Idol został zatrudniony jako strażnik ceremonii. Idol, ognisko, wejście do szałasu i środkowa jama na kamienie tworzyły jedną linię.
Na szkielecie szałasu układamy koce:
13.

Na sam wierzch przyjdzie jeszcze plandeka. Dla uszczelnienia stosuję także płótno żaglowe, ale było on za ciężkie i za duże, by je wozić przez pół Europy, więc jednak użyliśmy lżejszych plandek, choć to niestety plastik. Robienie szałasów potu wymaga kompromisów między ideałem a rzeczywistością...
14.

Stos, w którym wygrzewane będą kamienie. Znów kompromis: mieliśmy dostęp tylko do takiego drewna, które tu widać: odpadowe deski, głównie z palet. Do tego (brrr...) z gwoździami. Prawdę mówiąc, nie radzę tego... Drewno cięte i wbijane gwoździami wnosi „niekorzystną energię”. Ale, zapewne dzięki ochronie miejscowego silnego „magicznego pola”, wspieranego przez jeże, chomiki i naszego idola, ceremonia udała się nad podziw dobrze!
Uczestnicy, razem 18 osób, Polacy i Niemcy, byli uważni, zdyscyplinowani i skupieni na działaniu. Ela, mieszkanka Berlina, znakomicie tłumaczyła. Wielki okrągły Księżyc wzeszedł znad gór Harzu. W dolinie światłami świeciła Getynga. Na dworze było ciepło jak w środku lata. W szałasie było gorąco, kamienie świeciły długo, myśli wędrowały ku sprawom najważniejszym. Wśród intencji uczestników powtarzało się hasło: żeby ludzie żyli w zgodzie z Ziemią!
Zdjęć z samej ceremonii oczywiście i jak zwykle nie mam – to nie jest coś, co się fotografuje. Następne zdjęcia są już „po”, następnego dnia, przy okazji rozbierania instalacji:
15.

Tu na „rodzinnym” zdjęciu, od lewej: Rafał, Ela, Darek, Giovana, ja i Ela.
Nie ma Ani... Więc tu ona:
16.

...nad jeziorem Oderstausee w górach Harz, gdzie się wybraliśmy. Dalej, w miasteczku Braunlage, była istna feeria czarownic: udekorowane nimi były skwery, domy, a nawet druty w poprzek ulicy. Oto mała próbka:
17.

Dlaczego? Bo za parę dni miał być Dzień św. Walpurgii i na Brockenie, sławnej górze czarownic, miały się odbyć „czarownicowe” imprezy. Brocken okazał się jednak dla nas niedostępny, choć sama góra nie taka wysoka, 1141 metrów nad poziomem morza. Stamtąd w prostej linii 10 km, idąc szlakiem dwa razy tyle, do tego pogoda po pełni zmieniła się z lata w przedwiośnie, deszcz zaczął lać... Wróciliśmy do zacisznej gościnnej Getyngi, a następnego dnia do domu.
Darku, Giovano! Dziękuję i nieustannie zapraszam Was do Polski – razem z waszymi niemieckimi przyjaciółmi!
◀ Oparcie w punktach mocy ◀ ► Czy Twarda Ścieżka jest katolicka? ►
Komentarze
Hmmm...
(A) Mam szacunek dla takiej postawy, jak i do każdej postawy wiernego i nieugiętego trzymania się tradycji i zazdroszczę (trochę, a trochę nie) tym, którzy w ogóle jakąkolwiek tradycję mają.
(B) Niedopuszczanie do jakichkolwiek zmian wydaje mi się niedawną reakcją Indian (i wraz z nimi Indianistów) na napór cywilizacji Białych w Ameryce. Indianie nie mogą nic zmieniać w szłasach tak samo jak Żydzi nie mogli niczego zmieniać w szabatach. (Żyjąc w rozproszeniu pomiędzy obcą im i napierającą cywilizacją.)
(C) Kultury Indian Prerii są młode. Ich początkiem było przejęcie umiejętności konnej jazdy i hodowli koni, od Białych. XVII wiek, lata 1600-te. Obyczaje musiały szybko ewoluować. Szałas potu zapewne też. Kiedy się czyta opowieści Black Elka, wcale szałas potu nie wygląda tam na "serce" ich kultury-religii.
Wszystko to piszę nie po to, żeby umniejszać Indiańszczyznę, tylko żeby nie padać przed nią na kolana. Ani nie przenosić na nią protestanckiego rygoryzmu.
Z szacunkiem~~
Jedni mówią: trzymajmy się Mistrzów i ich Drogi najściślej jak potrafimy, a jeśli nie całkiem potrafimy, to lepiej nie róbmy nic!
Drudzy mówią i mają na to różne argumenty, których tu nie będę wyliczać: Choćbym pękł, to za Chiny nie stanę się Chińczykiem, Hindusem, Tybetańczykiem czy innym. Ale u licha w naukach i praktykach tych Mistrzów coś jest, coś cennego, co czuję, choćby po swojemu i co jest mi potrzebne. Więc ja to będę robić po swojemu, nawet jeśli Mistrz mnie z gompy/zendo itd. wyrzuci. I robią.
Dodam, że ja stanowczo zaliczam się do tej drugiej grupy.
tak, tylko, że temat sobie wystygł w intencji, którą miałem, a intencją było nie oburzenie na nieprzestrzeganie tradycji (zresztą niektóre tradycje są w chwili obecnej zwracane przez białych dla Native) to zupełnie chodziło o co innego...Chodziło mniej więcej o to:
Dlatego jakiś kilometr stamtąd znaleźliśmy kamienie ?obce?, używane do utwardzania drogi. Był to kwarcyt. Okazało się później, że znakomicie wiąże i oddaje ciepło; w ogniu w ogóle nie pękał. Mały magiczny minus tych kamieni był taki, że są kanciaste ? jednak bardziej zaleca się kamienie okrągłe, otoczaki.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
