23 maja 2011
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki
Taraka, AstroAkademia, Zawijawa
◀ Zawijawa, Pistis, o poganach w Polityce, las nocą rośnie... ◀ ► Czary z Oswaldo Bola ►
Uruchomiłem trzecią witrynę, Zawijawę, www.zawijawa.pl, o snach. Trochę jeszcze Zawijawie brakuje, ale będę ją dopieszczał. Witryna to jak ogród, trzeba koło niej wciąż chodzić, doglądać i dorabiać.
Trzy sztuki to już materiał do porównań.
Wszystkie trzy mają żeńską formę gramatyczną, po polsku. (Bo po jakiemu?) Wprawdzie „taraka” to źródłowo „ten Taraka” – zarówno jako okrutny demon, jak i jako ratownik-przewoźnik, i w znaczeniu „gwiazda” też; niby „ten gwiazd”. Strasznie jesteśmy przywiązani po polsku do tego, że gwiazda to istota żeńska. Ale u Niemców sąsiadów jest der Stern, i jakoś z tym żyją. (Za to dąb mają die Eiche, i właśnie to dla mnie jest niepojęte!)
Wszystkie trzy są od gwiazd. Taraka to gwiazda w sanskrycie. W AstroAkademii, astron to gwiazda po grecku (i rodzaj nijaki, jak nasze „świecidło”). Zawijawa to nazwa pewnej gwiazdy w gwiazdozbiorze i znaku Panny, w kierunku mojego urodzeniowego descendentu, z arabskiego.
Jako przesięwzięcia internetowe... Wyraźnie widzę różnice ich ducha. (Ich duchów?)
Taraka powstała w zamierzchłych jak na Internet czasach, wiosną 1997, miesiąc temu 14 lat minęło. AstroAkademia latem 2004, ale w obecnej postaci na początku września 2006, a obecną nazwę nadałem jeszcze później. I Zawijawa teraz, w maju 2011.
Taraka to witryna-kameleon. Zmieniała się i zmienia zależnie od moich zainteresowań, zamiarów i internetowych umiejętności. Od początku przetrwała tylko nazwa (ale nie domena, która zmieniała się) i kilka założycielskich tekstów (zobacz tu – są na dole kolejki). Technicznie, na początku była zbiorem ręcznie pisanych plików HTML pospinanych też ręcznymi spisami treści. Po paru latach dostała malutki silniczek PHP. Długo nosiłem się z przerobieniem jej na któryś ogólnie znany CMS (system zarządzania treścią), czyli na Joomlę lub Drupal, chociaż przyglądałem się i innym systemom, jakiś czas eksperymentowałem z Drupalem, wychodziły wtedy dwie równoległe Taraki, zwykła i pod Drupalem, w końcu to zarzuciłem i nauczyłem się języka bezpośredniego czyli PHP. Okazało się to nie takie trudne.
AstroAkademię dostałem gotową, zrobioną przez fachowca na moje zamówienie. później kilkoro następnych fachowców utrzymywało ją i poprawiało.
Zawijawę – tzn. jej e-wnętrzności, zrobiłem sam.
Tarakę można porównać do wielkiego domu, który budowały kolejne pokolenia. Masa dodatków, ślady dawnych przebudów, w międzyczasie zmienił się styl, wygląd, dachy, ściany poprzesuwano, dawnych fundamentów nie widać. Ale i brak konsekwencji, coś powinno działać, a nie działa, jakaś funkcjonalność na rozum powinna być, a nie ma; trzeba sobie radzić inaczej niż ogólnie przyjęte. Całkiem jak w moim domu, gdzie np. niektóre klamki są pionowo – bo przeciw psom, żeby nie otwierały drzwi. A jedna klamka otwiera się do góry. Sporo jest rzeczy zaczętych i niedokończonych.
AstroAkademia jest sztywna jak karoseria czarnej Wołgi. Postrzegam tę zasłużoną witrynę jak solidny, ciężki ale wciąż obcy mebel, z którym trudno się oswoić. Jako funkcjonalność jest sprawna tam, gdzie ją zaprojektowano, ale w ogóle nieruchawa i właściwie niemożliwa do zmienienia i poprawienia. Dawno doszedłem do wniosku, że łatwiej będzie ją zrobić od podstaw na nowo niż ulepszać i przerabiać. Dojrzewam do tego, żeby tak zrobić. Również dlatego, że tymczasem zmieniały się moje poglądy i zamiary co do przekazywania astrologii i pracy z horoskopem.
Zawijawę buduję wykorzystując doświadczenia zebrane z dwiema poprzednimi. Od startu ma pewne rzeczy, których nigdy nie zrobiłem w Tarace, np. sprawne forum.
To wszystko technologia. Ważniejszy jest duch tych trzech witryn.
Taraka od 14 lat dźwiga obciążenie tym, czym była na początku: e-zinem, internetową gazetką. Taką gazetką, w której jej wydawca, redaktor i dystrybutor (w jednej osobie) robi wszystko. Kiedy Tarakę zaczynałem, nie było jeszcze Web.2 – nie było interaktywności (poza mailami do redakcji) i e-społeczności. Nie było „społecznościówek”. Internet składał się z pojedynczych (lub zespołowych) wydawców, którzy swoje strony produkowali i wystawiali. Można było przysłać mi tekst, a ja go wystawiałem. I tak zostało, chociaż od lat ta formuła jest przestarzała. Ciekawe, że ja wiele razy i na wiele sposobów usiłowałem przełamać i zmienić tę formułę i przerobić Tarakę na „umiarkowaną społecznościówkę”, czyli owszem, e-zin, ale taki za którym stoi i przy którym działa raczej kilkadziesiąt osób niż jedna. Ale widać Taraką tak ciężko zawrócić jak zbiornikowcem na oceanie, bo wciąż ma wbudowaną zasadę „ein Führer”.
AstroAkademia ma inne urodzeniowe obciążenie: powstała zaprojektowana jako narzędzie szkolne, edukacyjne. Przez to wprawdzie jest interaktywna (nie jak Taraka, która nie jest), ale jednak działa na zasadzie: „jeden mówi – reszta słucha”. To jest elektroniczna klasa szkolna. Lub raczej kilka takich klas, każda z grupą uczniów zamkniętych w jej ścianach, poddawanych odrębnej lekcji. I nie widzę sposobu, jak by można to zmienić małymi krokami, ewolucyjnie. Trzeba zacząć od nowa.
Zawijawę mam zamiar od początku pociągnąć jako system społecznościowy. Każdy kto tu wejdzie (tzn. założy sobie konto i profil – to są różne rzeczy!) staje się członkiem wirtualnej rozproszonej redakcji. Nie jest to nowy pomysł, ostatecznie na podobnej idei oparto paręnaście lat temu Wikipedię. Oczywiście pamiętam o skali: Zawijawa ma dużo dużo skromniejszą.
Mam też nadzieję, że z doświadczeniami z Zawijawy (wierzę, że będą pozytywne!) wrócę i do AstroAkademii, i przede wszystkim do Taraki. Wciąż mi się marzy, żeby Taraka była głosem pewnej grupy - „społeczności” autorów.
(Na tym przerwę na razie.)
◀ Zawijawa, Pistis, o poganach w Polityce, las nocą rośnie... ◀ ► Czary z Oswaldo Bola ►
Komentarze
Nawet gdyby coś wydawało sie dobre, to zawsze może być lepsze!
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
