06 grudnia 2016
Ewa Suchocka
Terrorysta
Na świecie, niezależnie od tego czy chcemy i czy zdajemy sobie z tego sprawę, panuje dyktatura głównego nurtu, na każdym poziomie istnienia: stosunków
Na świecie, niezależnie od tego czy chcemy i czy zdajemy sobie z tego sprawę, panuje dyktatura głównego nurtu na każdym poziomie istnienia: stosunków międzynarodowych, zależności międzykulturowych, etnicznych, społecznych, seksualnych, religijnych, pod postacią dominacji dorosłych nad dziećmi, zdrowych nad chorymi, naszych wewnętrznych chcianych i akceptowanych jakości nad niechcianymi i nieakceptowanymi. Główny nurt wyraża przekonania grup stanowiących większość oraz mających przewagę siły, a więc i władzę. Ci posiadający większość siły i wpływów decydują więc o kształcie rzeczywistości, narzucając go także innym. A tak jak koncepcje wykraczające poza ich obraz świata praktycznie dla nich nie istnieją, podobnie ludzie mający odmienne poglądy, wizje, potrzeby, nie są uwzględnieni w ich rzeczywistości. Taki stan rzeczy doświadczany jest przez nich jako zupełnie naturalny porządek. Wszelkie czynniki zakłócające traktowane są jak choroba lub inne „zło”, które należy zlikwidować.
Inaczej rzecz wygląda z punktu widzenia mniejszości, dla której obowiązująca sytuacja jest sytuacją represji, a panujący porządek jest strukturą, w której właściwie nie przewiduje się dla niej miejsca.
Jak powstaje terrorysta?
Z kogoś, kto jest represjonowany, kto nie ma miejsca, aby istnieć, aby się wypowiedzieć, kto nie jest uwzględniany przez większość. Większość, która się dobrze ma. Stłumiona energia doprowadzona do skrajnego punktu eksploduje, niszcząc krępującą ją strukturę. Terrorysta, wraz z tym co go przytłacza, unicestwia także to, co i z jego punktu widzenia jest żywe; giną niewinni ludzie, a także on sam, ponieważ punkt krytyczny został przekroczony i nie ma już nic do stracenia.
Podstawowa różnica pomiędzy atakiem terrorystycznym i tzw. akcją militarną polega na tym, że to pierwsze jest dziełem stłumionej mniejszości, pozbawionej praw, a drugie - panującej i pewnej swoich praw większości. Poza tym - w przypadku obu stron - jest to walka o zaspokojenie własnych ważnych potrzeb.
Walka pojawia się tam, gdzie ścierają się sprzeczne interesy. Walka i wojna to także integralna część naszego świata. Jest jedną z obecnych w nim jakości. I to nie tylko szlachetna walka, ale także mord, gwałt, dzikie, nieokiełznane okrucieństwo.
Panująca większość ma tendencje do idealizowania samej siebie i rzutowania tzw. negatywnych aspektów na innych, a więc wrogów, z którymi należy walczyć (bądź chorych, których należy leczyć). Jednak jakości pozytywne i negatywne istnieją w obrębie każdej z grup. Nie ma czegoś takiego, jak „lepszość” pewnych narodów, tradycji, cywilizacji oraz „gorszość” innych. Negatywne, potępiane jakości są własnością, choć nie uświadomioną, także tych grup, które przypisują sobie wyższość moralną. Kraje cieszące się siłą i wpływami mają tendencje, aby wszelki negatywizm dostrzegać raczej gdzieś na zewnątrz. Korzystają, w sposób oczywisty, z praw, których odmawiają innym. Ich obywatele żyją w przekonaniu, że należy im się bezpieczne życie. Uważają też, prawdopodobnie, że znany im sposób życia jest najlepszym możliwym i że nie sposób chcieć innego.
Jednak ludzie innych tradycji mogą nie cenić i nie pragnąć takiego stylu życia, bo w ich odczuciu może on nie być czymś naturalnym. Chcą czegoś innego, mają swoją kulturę, swoje przyzwyczajenia, swoje pragnienia i sposoby ich realizacji, wyobrażenia, nastroje, wartości i dążą do swoich ideałów.
Takie zadowolone z siebie kraje tworzą terroryzm. Nie tylko podejmując określone posunięcia polityczne, gospodarcze i militarne kształtujące porządek świata. Stwarzają obszary terroryzmu poprzez własną hegemonię i kulturowy egocentryzm.
Stwierdziłam na początku, że wewnętrzny terroryzm istnieje w każdym z nas. Uważam że najskuteczniejszą i najuczciwszą formą walki z terroryzmem jest dialog z własnym wewnętrznym terrorystą – jeśli już w nas zaistniał - lub dostrzeżenie wykluczonej, stłumionej części siebie-w sobie zamiast w innych, jeszcze zanim przekroczony zostanie punkt krytyczny. Uznanie jej i wysłuchanie. Odkrycie sensu i znaczenia reprezentowanej przez nią jakości. Dostrzeżenie jej wartości i sensu, i danie jej miejsca, i prawa do istnienia. Jest to jednak trudniejsze niż oskarżanie i zwalczanie innych. I jest zdecydowanie trudniejsze, gdy się jest kimś wykluczonym, niż gdy się należy do większości.
Również walka i wojna, jako część naszego świata, sama w sobie jest jakością, której trzeba by może poświęcić więcej uwagi. Nie jest łatwe odnalezienie sensu i wartości w wojnie. Tym bardziej związane z nią okrucieństwo, zbrodnia, szalejąca wściekłość w swojej pierwotnej formie są wyłącznie zagrażającym złem. Lecz czym jest siła przejawiająca się w taki sposób? Po co i dlaczego istnieje? Może to pewien aspekt męskości, obecny w mitologiach ludzkości pod postacią takich bóstw, jak germański Wotan i grecki Ares? Mitologie opowiadają o przemianie, jaką przechodzą te bóstwa, wchodząc z własnej woli w ograniczające ich struktury. Przykładem jest tu także alchemiczna przemiana Merkurego, który jest również pierwotną substancją przeobrażającą się w złoto, czyli nieśmiertelność...
Czy do wyrażenia tego aspektu męskości niezbędna jest wojna i odwaga walki oraz oddania życia, czy jest szansa na wyrażenie się tej energii w inny sposób?
I czy zgodnie z obowiązującym przekonaniem panuje obecnie patriarchat, czy też żyjemy może w nie do końca uświadomionym matriarchacie (wszyscy są uzależnieni od jakichś matek-karmicielek: instytucji, żon, kochanek, firm, ojczyzn...) i energia męska próbuje dopiero wejść do naszego świata i zająć w nim swoje miejsce?
Komentarze
— Panująca większość ma tendencje do idealizowania samej siebie i rzutowania tzw. negatywnych aspektów na innych, a więc wrogów, z którymi należy walczyć (bądź chorych, których należy leczyć).
Nie tylko panująca większość, tłamszone lub izolowane mniejszości chyba jeszcze bardziej idealizują swoją odrębność.
Należałoby zastanowić się na ile „dyktatura głównego nurtu” zawiera wartości pozytywne dla społeczeństw i jakim niebezpieczeństwom jej istnienie zapobiega. Dopiero wówczas można próbować z dostępną człowiekowi dawką obiektywizmu oceniać pozytywne strony odwetu represjonowanych — także w skali pojedynczego człowieka. Nie zawsze bowiem to, co w człowieku skrywane, powinno ujrzeć światło dzienne i dostąpić możliwości realizacji. Wszyscy wiemy bowiem jak groźne mogą być realizacje mglistych początkowo projekcji, chociażby na przykładzie przestępstw seksualnych, np. pedofilii. Lepiej, żeby pozostawały one w cieniu osobowości, rekompensowane w inny sposób — czego przykłady znamy z literatury (np, Nabokov).
>>> Każda przemoc jest wołaniem (nieudolnym) o miłość i akceptację.---Napisał(eś) Arkadiusz(u).
Tylko jak to zrobić, żeby pokochać i zaakceptować kogoś, kto ci wyrywa torbę z ręki? Bije twoje dziecko? Zajeżdża ci drogę, żeby od ciebie wymusić odszkodowanie za zrobioną stłuczkę? Stawia cię przed wyborem, czy twoje dziecko będzie klasowym wyrodkiem czy będzie słuchać nie twoich bajek w ramach lekcji religii? Podwyższa ci podatek? Wrzeszczy i klnie w przedziale, którym jedziesz?
Ostrożnie z tą wspaniałomyślnością Eugeniuszu! (Careful With That Axe, Eugene) I z pochopnymi uogólnieniami. Uleganie Lucyferowi* miło się zaczyna.
*O Lucyferze i Arymanie tu: http://www.taraka.pl/geometria_pojec_1, miejsce: "Oto Jerzy Prokopiuk o Lucyferze i Arymanie".
Agresja jako przejaw złości, gniewu (poziom 150 na mapie świadomości Hawkinsa) wydobywa nas z niższych poziomów (pożądanie, strach, smutek, apatia, wina, wstyd - to poziomy braku kontaktu z miłością i akceptacją).
Jeżeli funkcjonujemy na wyższych poziomach to przemoc obniży nam świadomość. Chyba potrafimy zaobserwować jak świat wpada czasami w spiralę przemocy, coraz niżej i niżej, aż nie ma komu z kim rozmawiać.
A przed agresorem trzeba się bronić, ale tak aby zachować własną spójność tożsamości. Chyba mniej więcej wiemy, kiedy i na ile chcemy pójść z obroną siebie i swojego otoczenia. Czasami wystarczy obejść problem, czasami nie mamy wyjścia. Może trzeba by wyjaśnić, czy obrona jest przemocą? Czasami tak, czasami nie - tak myślę.
Ps. Powinienem był Wojtku dodać wcześniej, że przemoc jest wołaniem nie tylko nieudolnym ale również nieskutecznym. Z całą pewnością trzeba się bronić a nie kochać agresora. Po fakcie mogę współczuć agresorowi, że tylko tak potrafi się okazywać światu, czasami współczuć też sobie, bo i ja nie jestem wolny od przemocy.
Odwet represjonowanych i represjonowanej energii w nas. jest nieunikniony – o ile nie weźmie się tej energii wreszcie pod uwagę. To co w człowieku skrywane może nie zawsze jest gotowe, by ujrzeć światło dzienne w takiej formie w jakiej manifestuje się aktualnie. Jednak zawsze jest po to aby tą właściwą formę temu nadać i pozwolić zrealizować potencjał sensu który w tym tkwi. Wieczne upychanie tego niechcianego na marginesie życia może doprowadzić właśnie do ataku terrorystycznego. Jednocześnie czasowe ograniczenie może być dla takich surowych niszczycielskich energii potrzebne – jest właśnie jak naczynie alchemiczne dla Merkurego.
Najtrudniej pokochać lub choćby zaakceptować „kogoś” kto wyrywa, bije, zajeżdża drogę – w sobie samym.. I co z nim zrobić – jeśli ma się go w sobie? Zaprzeczyć i ujrzeć w kimś innym?
Najbardziej terrorogenną cywilizację -- muzułmańsko-arabską - przedstawia on jako opartą na czymś "bardziej" niż wykluczenie lub zrepresjonowanie: na emocji upokorzenia. Dopiero ta emocja jest tym jadem, który uruchamia śmierciodajny skorpioni kolec.
Bycie poddanym represji to mało, do represji jesteśmy, rzec można, ewolucyjnie przystosowani -- my, Homo sapiens.
- taka "ewolucja" na zamówienie - dosłownie. Cywilizacje same się "pożerają’ gdy ewolucja idzie w złym kierunku - złowieszcza mowa "faszystów’ jest przykładem. .Stąd trzeba dbać ,co ,jak i do kogo się mówi i pisze. I tu jedna z zagadek "celibatu ’ -- kto by się "rodził’ pod wpływem np. starego testamentu" czytanego do poduszki "żonie’.
Pytanie: po co rodzimy się na tym świecie? Żeby jako możliwie doskonałe istoty jak najlepiej przeżyć życie? Czy żeby przejść przez proces życia – jako takie a nie inne osoby i w takich a nie innych rodzinach i okolicznościach i w ten sposób stworzyć sobie warunki do przeobrażenia jakiego potrzebujemy?
Terrorysta to nie sadysta ani dyktator. Czemu służy wrzucanie do jednego worka wszelkich rodzajów przemocy?
Intencją tego tekstu nie jest zachęta do „polubienia” terroryzmu. Przeciwnie: Zauważmy swój osobisty wpływ na to i nie twórzmy terroryzmu..
A jeśli już wyhodujemy terrorystę (przez nie uwzględnianie jakiejś części istnienia, której nie rozumiemy, która wydaje nam się niepotrzebna albo jest zbyt trudna; w sobie lub poza sobą) – zacznijmy podążać do źródeł własnego błędu, aby go – terrorystę – rozbroić...Jakby mnie wsadzili w ciało jakiegoś rycerza i kazali iść na wojnę - to modliłbym się tylko żeby morale mi nie zepsuło poczucie bezsensowności i tragiczności takiej wojny; z resztą gdybym samemu może odkrył, że mimo że walczyć nie chcę - to tak to się wszystko rysuje, że nie mogę inaczej, pewnie jeszcze bardziej bym się nie bał śmierci, niż ci którzy walczyć chcą, bo w coś wierzą, ale w miarę jak okoliczności się zmienią to mogą tą swoją wiarę utracić.
A co do pytania po co rodzimy się na świecie - najpierw należy spojrzeć w oczy tym, którzy się rodzą i pierwsze co pamiętają po porodzie, to zjadanie tego z czego się wykluli, oraz ci, których poród z naszej winy zakończył się fiaskiem: czyli odpowiednio te żyjątka, które składają swoje jaja w truchłach innego gatunku i te z nich, które wykluwają się w naszych żołądkach, jelitach, zlewach i koszach na śmieci. Potem można pokontemplować poród zwierząt nieco większych: fauny morskiej którą wytruwamy naszymi niekoniecznie przemyślanymi zakupami i ptactwem które wokół nas żyje, ale niekoniecznie wygodnie. Ostatnio widziałem zdjęcie kury która umarła próbując wysiąść jajo -
Pozdrawiam
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
