29 marca 2012
Piotr Jaczewski
Serial: Okiem Hipnotyzera
Urealnianie Rzeczywistości. Urealnianie Ja.
◀ Bogowie jako spersonifikowane wartości. ◀ ► Nierealność rzeczywistości. ►
Brakuje idei urealniających Ja i Rzeczywistość czy też pozwalających na
urealnienie Ja w relacji z Rzeczywistością. Celowego wzmacniania JA i
RZECZYWISTOŚCI.
Może sama Rzeczywistość nie potrzebuje urealnienia, ale nasze procesy postrzegania, jej poznawania zarówno jednostkowego, jak i społecznego prowadzą do jej odrealniania. Nasze poczucie Ja i Rzeczywistości jest ulotne i zmienne z momentu na moment. I do takiego zrozumenia można dojść zarówno od wewnątrz tj. rozwijając uważność, dzięki samoobserwacji jak i od zewnątrz, analizując wnioski z badań nad neurologią czy kognitywistyką.
Tu od razu dodam: nie chodzi mi o wykazanie "rzeczywistość jest ulotnym snem, istnieje absolutna Rzeczywistość do której należy się przebudzić". Wprost przeciwnie, że takie idee bazują czy żerują na nierealności naszego Ja i odrealnieniu rzeczywistości.
Dla przykładu. Uwielbiam The Work Byron Katie - prostą metodologię pracy z myślami. Metoda ta może moim zdaniem umieścić myśli na ich właściwym miejscu: Myśli są tylko myślami. Idee są tylko ideami.
Jednocześnie niestety bazuje na paradoksie i totalnym narcyźmie "oto ja zadając ci pytania, uznaję twoją nierzeczywistość, ulotność twojego JA i twierdzę, że twoje zdanie jest tylko myślą, tylko dlatego, ze w danym momencie uważasz swój stan za problematyczny". To podejście zastosowane do siebie czy kogoś uznaję za odrealnianie. Nie dość, że Ja w sytuacji problemowej jest "kruche" i z zatartymi granicami pomiędzy sobą a rzeczywistością (np. utożsamia się z jakimś zewnętrznym wydarzeniem, rozszerza na nie) to jeszcze tą kruchość się wykorzystuje..
Dlatego też tak ożywiłem się w temacie Bogów tj. idei "przemawiaj do otoczenia czy do wewnętrznych postaci jako do niezależnych żywych i potężnych, kochających i gotowych do współpracy, i posiadających własny rodzaj mocy, świadomości i styl oraz preferowane kierunki działań". Samo zdaje mi się konstytuowaniem własnego Ja za pośrednictwem uznania Rzeczywistości.
Skłania do myślenia, obserwacji, interakcji, działania, korzystania zarówno z postawy aktywnej, jak i pasywnej.
Idee odrealniające rzeczywistość, dla odmiany skłaniają do preferowania jednego stylu działania kosztem innych, oraz warunkowo umacniają owe Ja "Masz prawo do istnienia, bycia realnym, poruszania się w tej rzeczywistości, tylko gdy..jesteś posłuszny, robisz to co chcemy, podejmujesz wyborów zgodnie z tym, co ci przedstawiamy".
Może sama Rzeczywistość nie potrzebuje urealnienia, ale nasze procesy postrzegania, jej poznawania zarówno jednostkowego, jak i społecznego prowadzą do jej odrealniania. Nasze poczucie Ja i Rzeczywistości jest ulotne i zmienne z momentu na moment. I do takiego zrozumenia można dojść zarówno od wewnątrz tj. rozwijając uważność, dzięki samoobserwacji jak i od zewnątrz, analizując wnioski z badań nad neurologią czy kognitywistyką.
Tu od razu dodam: nie chodzi mi o wykazanie "rzeczywistość jest ulotnym snem, istnieje absolutna Rzeczywistość do której należy się przebudzić". Wprost przeciwnie, że takie idee bazują czy żerują na nierealności naszego Ja i odrealnieniu rzeczywistości.
Dla przykładu. Uwielbiam The Work Byron Katie - prostą metodologię pracy z myślami. Metoda ta może moim zdaniem umieścić myśli na ich właściwym miejscu: Myśli są tylko myślami. Idee są tylko ideami.
Jednocześnie niestety bazuje na paradoksie i totalnym narcyźmie "oto ja zadając ci pytania, uznaję twoją nierzeczywistość, ulotność twojego JA i twierdzę, że twoje zdanie jest tylko myślą, tylko dlatego, ze w danym momencie uważasz swój stan za problematyczny". To podejście zastosowane do siebie czy kogoś uznaję za odrealnianie. Nie dość, że Ja w sytuacji problemowej jest "kruche" i z zatartymi granicami pomiędzy sobą a rzeczywistością (np. utożsamia się z jakimś zewnętrznym wydarzeniem, rozszerza na nie) to jeszcze tą kruchość się wykorzystuje..
Dlatego też tak ożywiłem się w temacie Bogów tj. idei "przemawiaj do otoczenia czy do wewnętrznych postaci jako do niezależnych żywych i potężnych, kochających i gotowych do współpracy, i posiadających własny rodzaj mocy, świadomości i styl oraz preferowane kierunki działań". Samo zdaje mi się konstytuowaniem własnego Ja za pośrednictwem uznania Rzeczywistości.
Skłania do myślenia, obserwacji, interakcji, działania, korzystania zarówno z postawy aktywnej, jak i pasywnej.
Idee odrealniające rzeczywistość, dla odmiany skłaniają do preferowania jednego stylu działania kosztem innych, oraz warunkowo umacniają owe Ja "Masz prawo do istnienia, bycia realnym, poruszania się w tej rzeczywistości, tylko gdy..jesteś posłuszny, robisz to co chcemy, podejmujesz wyborów zgodnie z tym, co ci przedstawiamy".
◀ Bogowie jako spersonifikowane wartości. ◀ ► Nierealność rzeczywistości. ►
Komentarze
1. Uwaga enneagramowa • Wojciech Jóźwiak • 2012-03-29
Dorzucę, Piotrze, że wśród 9 typów enneagramu specjalistą od realności świata i JA, od trzymania się ich ("twardej") realności i od ich urealniania - jest 1-Perfekcjonista.
Przeciwnie, specjalistą od nierealności świata i JA, i od podawania ich realności w wątpliwość (i w ogóle mistrzem wszelkiej względności) - jest 7-Epikurejczyk.
Czyli problem, który poruszyłeś, wydaje się być dobrym tematem sporu między Jedynką a Siódemką.
Przeciwnie, specjalistą od nierealności świata i JA, i od podawania ich realności w wątpliwość (i w ogóle mistrzem wszelkiej względności) - jest 7-Epikurejczyk.
Czyli problem, który poruszyłeś, wydaje się być dobrym tematem sporu między Jedynką a Siódemką.
2. Faktycznie, Enneagramowo • Piotr Jaczewski • 2012-03-30
jeśli chodzi o urealnianie coś się dzieje na tych liniach 1-7 (Rzeczywistość) oraz 8-2(Ja).
3. po co urealniać coś co jest realne? • Katarzyna • 2012-04-02
Znowu wtrącę swoje 3 grosze, bo najpierw się zachwyciłam, a potem oburzyłam... Nie wiem, czy zawsze tak się dzieje, ale coś jest na rzeczy, że ludzie którzy dużo mówią o jakiś wartościach, często nie kierują się nimi w życiu, albo kierują się w jakiś wybiórczy sposób: esteta, który zachwyca się dziełami uznanych artystów, a obrazy "ulicznych malarzy" uważa za kicz albo dewotka, która ciągle mówi o miłości bliźniego, a nie rozmawia z ateistami, bo uważa, że nie będzie w stanie się z nimi porozumieć. Może w ogóle "wartości" są groźne, bo powinniśmy w każdej sytuacji zastanowić się, co powinniśmy zrobić i czy cokolwiek trzeba robić. Sama przekonałam się parę razy, że działając z dobrą intencją można spowodować katastrofę. Świat jest bardzo złożony i niekoniecznie trafne jest przykładanie do niego prostych szablonów. Co najważniejsze, wydaje mi się, że wartości nie mogą być ponad ludźmi i życiem, one mają im służyć: nie podoba mi się sytuacja, kiedy dla kogoś wartością jest "rodzina", w związku z czym nie rozwiedzie się ze współmałżonkiem alkoholikiem, narażając dzieci na lata kłótni i przemocy w domu, albo rozwiedzie się i będzie przez resztę życia cierpieć, zamiast pozwolić komuś innemu pokochać się i stworzyć z tą nowo poznaną osobą szczęśliwą rodzinę.
Tutaj przeskoczę do drugiej części: piszesz Piotrze, że nie powinno się traktować Bogów jako postaci nierealne, jako część naszej osobowości, bo może to prowadzić do traktowania ludzi jako kogoś nierealnego. Ja tu nie widzę związku. Ludzi mamy fizycznie widocznych, słyszalnych i dotykalnych, natomiast kontakt z Bogami jest bardziej metafizyczny. Mamy bezpośredni dostęp do punktu widzenia innych ludzi, bo oni nam go przedstawiają. Natomiast co do Bogów/bogów/boga/Boga to mam wrażenie, że właśnie przez to, że piszesz, że urealnia te postaci ze świata wewnętrznego myślenie o nich jako o odrębnych bytach, świadczy o tym, że uważasz ich za jakieś nierealne idee, które potrzebują zaistnieć. Ja tu widzę rozmywanie czegoś co w myśleniu o religii (religioznawstwo i teologia raczej były w tym zgodne) było jasno określone: wiary i niewiary. Albo uznajemy, że Bóg/bogowie itd. istnieją (tu najwyżej precyzujemy sobie w jaki sposób) albo mówimy, że są wytworami umysłu człowieka, czyli wymysłem (tu precyzujemy czy świadomym czy nie). Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, żeby ludzka świadomość wytworzyła boga. To jest bluźnierstwo i to w każdej religii. Bóg istniał, zanim pojawili się ludzie jako ludzie. Nie można "urealaniać" innych ludzi, bo oni SĄ realni; co najwyżej można odkrywać jacy naprawdę są.
Tutaj przeskoczę do drugiej części: piszesz Piotrze, że nie powinno się traktować Bogów jako postaci nierealne, jako część naszej osobowości, bo może to prowadzić do traktowania ludzi jako kogoś nierealnego. Ja tu nie widzę związku. Ludzi mamy fizycznie widocznych, słyszalnych i dotykalnych, natomiast kontakt z Bogami jest bardziej metafizyczny. Mamy bezpośredni dostęp do punktu widzenia innych ludzi, bo oni nam go przedstawiają. Natomiast co do Bogów/bogów/boga/Boga to mam wrażenie, że właśnie przez to, że piszesz, że urealnia te postaci ze świata wewnętrznego myślenie o nich jako o odrębnych bytach, świadczy o tym, że uważasz ich za jakieś nierealne idee, które potrzebują zaistnieć. Ja tu widzę rozmywanie czegoś co w myśleniu o religii (religioznawstwo i teologia raczej były w tym zgodne) było jasno określone: wiary i niewiary. Albo uznajemy, że Bóg/bogowie itd. istnieją (tu najwyżej precyzujemy sobie w jaki sposób) albo mówimy, że są wytworami umysłu człowieka, czyli wymysłem (tu precyzujemy czy świadomym czy nie). Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, żeby ludzka świadomość wytworzyła boga. To jest bluźnierstwo i to w każdej religii. Bóg istniał, zanim pojawili się ludzie jako ludzie. Nie można "urealaniać" innych ludzi, bo oni SĄ realni; co najwyżej można odkrywać jacy naprawdę są.
4. Inni ludzie są dla nas nierzeczywiści. • Piotr Jaczewski • 2012-04-03
Lub też my tracimy "realność ja" w relacjach.(*)
Wiem, że to mocne tezy, ale wynikają dla mnie ze struktury naszego mózgu. Tu (upraszczając) myślenie do narracji jest albo-albo "prowadzę narrację swoją" "ktoś prowadzi moją narrację". Ten sam rejon mózgu przetwarza jedno i drugie, i albo jest zajęty przez jeden proces, albo przez drugi.
Przejścia pomiędzy jednym a drugim odrealniają i jedno i drugie.
I to, że ludzi mamy fizycznie widocznych, słyszalnych, odczuwalnych akurat niczego nie zmienia.Tak czy inaczej: posługujemy się własnym punktem odniesienia do zrozumienia innych. Albo modelem bardziej nieświadomym(nie-Ja) albo własnym(Ja).
Z tej perspektywy wynika, że aby podtrzymać i wzmacniać realność potrzeba zróżnicowania tego modelu "Ja odnoszące się do możliwie różnorodnych Nie-Ja" oraz "przeciwdziałać" przeskokom odrealniającym i jedno i drugie. Częścią tego przeciwdziałania jest nadanie dodatkowego znaczenia owym nieświadomym procesom: z postaci ludzkich wychodzi obraz bogów :)
I dlatego też mocno protestuję przeciwko łączeniu w jedno idei Bogów i Boga. Idea Boga narzuca wybór o którym mówisz: wierzysz lub nie wierzysz. I jak dla mnie jest częścią strategii odrealniania ludzi, ja i świata. W koncepcji bogów i jednocześnie oni istnieją i są wytworem wyobraźni, my ich tworzymy i jednocześnie oni tworzą nas.
* Uprościłem do Relacji, bo tu najłatwiej zrozumieć co mam na myśli mówiąc urealnianie. Nastawianie się na przezwyciężanie tego elementu pt. "nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć innego człowieka, bo nie jesteśmy nim". Nasze odruchowe strategie postrzegania i komunikacji za to działają wprost odwrotnie, dają złudzenie poznawania i porozumienia. No może nie złudzenie, ale jesteśmy zdolni do czegoś głębszego i bardziej rzeczywistego.
Piszesz o ludziach "co najwyżej można odkrywać jacy naprawdę są", to oznacza, że istnieją jakieś absolutne i apriori ustalone prawdy o ludziach opisujące ich działanie i determinujące interakcje z nimi oraz ich postępowanie. To jest właśnie dla mnie efekt "Boga" i oddziaływanie tej idei "Jako bóg określam ludzką naturę, miejsce i przeznaczenie".
Wiem, że to mocne tezy, ale wynikają dla mnie ze struktury naszego mózgu. Tu (upraszczając) myślenie do narracji jest albo-albo "prowadzę narrację swoją" "ktoś prowadzi moją narrację". Ten sam rejon mózgu przetwarza jedno i drugie, i albo jest zajęty przez jeden proces, albo przez drugi.
Przejścia pomiędzy jednym a drugim odrealniają i jedno i drugie.
I to, że ludzi mamy fizycznie widocznych, słyszalnych, odczuwalnych akurat niczego nie zmienia.Tak czy inaczej: posługujemy się własnym punktem odniesienia do zrozumienia innych. Albo modelem bardziej nieświadomym(nie-Ja) albo własnym(Ja).
Z tej perspektywy wynika, że aby podtrzymać i wzmacniać realność potrzeba zróżnicowania tego modelu "Ja odnoszące się do możliwie różnorodnych Nie-Ja" oraz "przeciwdziałać" przeskokom odrealniającym i jedno i drugie. Częścią tego przeciwdziałania jest nadanie dodatkowego znaczenia owym nieświadomym procesom: z postaci ludzkich wychodzi obraz bogów :)
I dlatego też mocno protestuję przeciwko łączeniu w jedno idei Bogów i Boga. Idea Boga narzuca wybór o którym mówisz: wierzysz lub nie wierzysz. I jak dla mnie jest częścią strategii odrealniania ludzi, ja i świata. W koncepcji bogów i jednocześnie oni istnieją i są wytworem wyobraźni, my ich tworzymy i jednocześnie oni tworzą nas.
* Uprościłem do Relacji, bo tu najłatwiej zrozumieć co mam na myśli mówiąc urealnianie. Nastawianie się na przezwyciężanie tego elementu pt. "nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć innego człowieka, bo nie jesteśmy nim". Nasze odruchowe strategie postrzegania i komunikacji za to działają wprost odwrotnie, dają złudzenie poznawania i porozumienia. No może nie złudzenie, ale jesteśmy zdolni do czegoś głębszego i bardziej rzeczywistego.
Piszesz o ludziach "co najwyżej można odkrywać jacy naprawdę są", to oznacza, że istnieją jakieś absolutne i apriori ustalone prawdy o ludziach opisujące ich działanie i determinujące interakcje z nimi oraz ich postępowanie. To jest właśnie dla mnie efekt "Boga" i oddziaływanie tej idei "Jako bóg określam ludzką naturę, miejsce i przeznaczenie".
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
