21 listopada 2010
Agnieszka Cupak
Serial: Królicza Nora
Wędką po głowie
◀ Uśmiercanie przeszłości ◀ ► W objęciach Demona Lęku ►
Dostałam wędkę. A dokładniej wędką po głowie. Zanim się sama
opamiętałam, ktoś wysoko postawiony zafundował mi niezła „jazdę”. Z dnia
na dzień zostałam z przysłowiową ręką w nocniku, bez widoków na
przyszłość. Nic tylko usiąść i płakać, co też uczyniłam. Tyle, że łzy
nie są dobrą przynętą na ryby. Trzy pudełka chusteczek później
powiedziałam dość i chwyciłam tę wędkę, co nią dostałam po łbie i
poszłam na ryby. Moja przyjaciółka dostała wózek inwalidzki. To dopiero
wędka, nic tylko siedzieć i ryby łapać. Ja dostałam lżejszy model
speeningowy. No ale jak się wcześniej żyło tylko na darowanych rybach i
jeszcze narzekało, że nie tak przyprawione, albo gatunek nie taki, to
teraz trzeba samemu łowić.
Siedzę, więc i łowię. I to łowienie tak
mi się spodobało, że i innych do niego zachęcałam (i wciąż zachęcam).
Otworzyłam nawet wędkodajnię, a i ryb trochę dorzucałam. Tylko jakoś
wciąż nikogo na tym łowisku nie widać, a i inne pustkami świecą.
Pytam,
co się stało, czemu nie łowisz? Najczęściej słyszę, że odwagi brakuje,
albo, że łowisko nie takie, przynęta pewnie nie najlepsza a i pogoda na
łowienie też zła. No cóż, można i tak. Zamykam, więc wędkodajnię i
ruszam przed siebie. Mam w zadku, co inni zrobią ze swoimi wędkami. I
mam tam też to wszystko, co świat sobie myśli i ocenia. Zbyt długo żyłam
podług wizji innych, teraz przyszła pora na własną wizję. Zadzieram
głowę do góry i przyglądam się szybowcom na niebie, zawieszonym nad moim
światem. I już nie tęsknię za wolnością, jaką daje taki swobodny lot w
przestworzach. Bo wolna jestem, od kiedy zrozumiałam czemu dostałam
wędką po głowie i odważyłam się żyć. Nie ma, więc tęsknoty, jest tylko
odwaga i radość.
Wędkujemy z przyjaciółką we dwie, ona już z inną
wędką, bo wózek porzuciła na rzecz chodzenia. Tak się skubana z tą swoją
wędką zawzięła, że tylko przykład brać.
Zaczynamy przypominać
mistrzynie, bo łapiemy się na tym, że „życiowe pechy” i tak zwane
nieszczęścia, traktujemy jak najcenniejsze dary. Bo to nasz własny
surwival, który tylko wzmacnia.
Już się nie przejmuję ocenami innych,
bo to ich problem, nie mój. Nie czekam już na wędkarzy, nawet tych,
którzy dostali wędkę ode mnie, bo i po co? Zechcą pójść na łowisko, to
pójdą. Poproszą o przynętę, dostaną, ale odwagi to ja im nie
sprezentuję, bo nie mam takiej mocy. Zresztą, jak komuś wygodniej tylko
patrzeć tęsknie w niebo za szybowcem lub sokołem, to jego wola, zresztą w
pełni wolna.
Ja już wybrałam drogę i nie zamierzam z niej zbaczać,
tylko dlatego, że z głębi siebie czasem wyłowię szczerzącego się rekina.
Wyhodowałam takiego to i mam, co łapać. A jak złapię to wypatroszę i
dalej idę, śpiewając pod nosem o swej dzikości. I szczerze się uśmiecham
do tych skrzydlatych na górze, za tę wędkę, co mi nią po głowie dali.
A
jak ktoś spyta, to powiem, że nie ma, co czekać na inną wędkę, inny
czas i inną przynętę, od tych, co już się je ma, bo te są idealne na
naszą miarę. Ale nie oglądam się już by zobaczyć, czy ktoś z tych rad
skorzysta i pójdzie na łowisko. Jestem na to zbyt dzika.
◀ Uśmiercanie przeszłości ◀ ► W objęciach Demona Lęku ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
