01 grudnia 2015
Piotr Jaczewski
Serial: Tkanie słów
Yin-Yang śnienia
Klątwa demona
◀ Brakujące Imaginarium ◀ ► Pierwszy impuls ►
Rick Roderick
Imaginarium - celowe samodzielne wkraczanie do obszaru wyobraźni, odkrywanie, rozbudowywanie, wywoływanie, reżyserowanie, przekształcanie i interpretacja i reinterpretacja sensoryczności wewnętrznych metafor - jest nam niezbędne przez nadmiar życiowego yin. Życie przydarza się nam niczym sen. Wewnętrznie, jako samo-rozwijające się doświadczenie, i zewnętrznie, w liniach, spiralach, labiryntach i łamigłówkach nieoczekiwanych zdarzeń - wszystko nam się przydarza.
I to przydarzanie czyni ludzi szalonymi. Przepraszam, już się poprawiam. Przydarzanie się życia, czyni głupimi. Dobre szaleństwo trzeba w sobie wypracowywać latami, a głupotę nadmiaru yin mamy u podstaw myślenia. Bezwysiłkowo lekko i przyjemnie, czasem brutalnie i okrutnie, ale przeważnie jesteśmy naturalnie, niewinnie i dziecięco głupimi.
Nie, nie przesadzam. Zwyczajnie uznaję, że nasze zachowania, emocje, myślenie też się nam przydarzają. Trafiają się przypadkiem, jako wynik losowej dostępności czasoprzestrzennej informacji. Ot. Przeczytałem coś, ktoś mi powiedział, gdzieś poszedłem i przydarza się teraz myśl X. I to się przydarza niezależnie od całej naburmuszonej, pseudocelowej eh tfu i trzy funty lnu, odpukać “wolicjonalnej” narracji ja piszącego wpis. Ot, zawężone i ograniczone intelektualnie echo informacji kulturowej mamroczącej fonemy przez wieki i wzmacniane rezonansem kilku codziennych rytuałów, relacji i powtarzalnych idei:
Marionetka poruszana sznurkami relacji...
Golem ożywiany codziennym zaklinaniem.
Zbędna narośl na chromosomach.
Filozoficzne zombie wegetujące na okruchach mózgów martwych filozofów.
Ucieczka przed tym spektrum yin, niebytu przydarzania się życia, czyni nas głupimi. Łykamy narrację yang z otoczenia i ją powielamy, pomnażamy, zniekształcamy, nie zauważając jej ubogości, nieadekwatności, nonsensowności i płycizny. Łykamy z nią całe kulturowe szaleństwo, psychobiologiczne okrucieństwo walki genów o przetrwanie. Ocean głupoty, w którym przyczyna i skutki nie liczą się wcale, w odróżnieniu od biologicznych imperatywów.
Właśnie dlatego potrzebujemy imaginarium. Yang płynącego ze zdyscyplinowanej ciekawości świata spontanicznie projektowanego. Kręcenia korbką codziennie, bez głębszego powodu i bez przypisywania temu nadmiernego znaczenia, aż coś yang zacznie wyskakiwać... bo gdzieś u podstaw jesteśmy prospołeczni, posiadamy zdolność utrzymywania narracji przyczynowo-skutkowej i ta kreatywna część jest równie konstruktywna, jak głupota zaraźliwa. A dostęp do niej mamy wyłącznie z dobrodziejstwem inwentarza, tj. bycia? przerośniętą szalką Petriego.
◀ Brakujące Imaginarium ◀ ► Pierwszy impuls ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
