29 kwietnia 2016
Wojciech Jóźwiak
Za dochodem podstawowym (albo rentą powszechną)
Dochód podstawowy jestem gotów zaakceptować, jeśli postawimy sprawę tak: OK, jesteśmy w jakimś sensie współwłaścicielami interesu pod tytułem Polska (a inni powiedzą np. ...Finlandia), naszym organem na tym obszarze jest nasze Państwo i to państwo ma prawo w naszym imieniu ściągać podatki. Które, owszem, idą na takie sprawy wspólne, jak sądy, policja i wojsko, ale prócz tego idą na naszą dywidendę. Czyli z utargu, który urzędy skarbowe ściągają od zarabiających na naszym terytorium, my sobie „odsypujemy” pewien swój udział. Jest on jednakowy dla każdego uczestnika naszego interesu pod tytułem „Polska”. Równy. Dostaje go każdy. (Zapewne z wyjątkami, o których dalej.[$]) – I tę dywidendę lub rentę nazwijmy „rentą powszechną”.
Renta powszechna musiałaby wynosić tyle, żeby co najmniej starczyć na jakieś minimalne przeżycie, a z drugiej strony żeby wysokością podatków, które wymusza, nie zarżnęła gospodarki.
Rentę powszechną dostawialiby wszyscy obywatele, także dzieci. Nie ma sensu dzieciom nie płacić, albo płacić mniej, albo zamiast RP wypłacać jakieś dodatki, jak teraz 500.
Propozycje gwarantowanego dochodu
podstawowego (czyli RP) są takie, żeby wraz z zaprowadzeniem RP
znieść wszystkie zapomogi, renty inwalidzkie, dodatki na dziecko,
zasiłki dla bezrobotnych – czyli wszelkie socjale. Stawiam pod
dyskusję, czy znieść także:
emerytury byłych pracowników? (wariant
A: od razu, wariant B: po wymarciu dotychczas uprawnionych do
nich);
finansowanie leczenia?
finansowanie szkół, także
wyższych? (wariant, że dzieci/młodzież w odpowiednim wieku dostawać
będą część RP w bonach oświatowych, nie w „ogólnym”
pieniądzu);
Wtedy plus byłby taki, że więcej pieniędzy byłoby na
RP, która byłaby odpowiednio wyższa, ale minus, że renty powszechnej
i tak nie starczałoby na leczenie, a przecież większość najbardziej
potrzebujących intensywnego leczenia miałoby tylko RP jako jedyny
dochód. Podobnie ze szkołami, wśród których (tych wyższych) są bardzo
kosztowne. Oczywiście, pociągałoby to urynkowienie medycyny i szkół.
Tak czy inaczej, RP wymagałaby dużo staranniejszej i skuteczniejszej kontroli Ludu nad Władzą. Zapewne wymagałaby zakazu, dla rządu, zaciągania długów.
Widać też, że nie przeszłaby bez walki. Opór stawialiby urzędnicy od rozdawania socjalu. Silniejszy opór stawiliby uprzywilejowani profesjonaliści, mający przywileje emerytalne, jak policja, zawodowi wojskowi, górnicy... i nie wiem jeszcze kto, ponieważ w emeryturach panuje nieprzejrzystość i skrajne „feudalne” nierówności.
RP wymusza zdefiniowanie na nowo, kto jest obywatelem w sensie „rentowym”, czyli kto ma prawo do RP. Czy obywatele Polski (lub np. Finlandii) w dotychczasowym sensie? A może płatnicy podatków w Polsce? – Czyli właściwie wszyscy pracujący tutaj, o ile nie pracują na czarno? Ale przecież RP pomyślana jest głównie pod adresem tych, którzy z jakichś powodów pracować zarobkowo nie mogą. Czyli wszyscy przebywający na terenie Polski? (Lub innego odpowiedniego kraju?) Żeby nie popaść w absurdy rozsądne wydaje się płacenie RP obywatelom w dotychczasowym sensie, chociaż to pociągałoby, że godzimy się z istnieniem podklasy ludzi mieszkających lub długo przebywających w Polsce, którzy tutaj pracują (czyli imigranci zarobkowi), ale w żaden sposób nie są chronieni socjalnie. Ludzie ci byliby łakomym kąskiem dla przedsiębiorców szukających jak najtańszych pracowników, ponieważ godziliby się na stawki (znacznie) niższe niż obywatele, ponieważ w oczy zaglądałby im bezwzględny głód i brak dachu, a nie tylko (jak obywatelom) spadek dochodu do „gołej” RP, jednak zapewniającej „godne” życie. Odpowiedzią mogłoby być bardziej liberalne przyznawanie obywatelstwa, ale też zapewne bez wpadania w drugą skrajność, że kto tylko stopę na naszej ziemi postawi, ten ma wszystkie prawa jak obywatele z dziada pradziada.
Problemy, które wyliczyłem w „Przeciw dochodowi podstawowemu” pozostają. Jeszcze raz je streszczę. (1) Powstanie podklasa imigrantów niemających prawa do RP, (2) którzy będą w znacznie gorszej pozycji gdy chodzi o „rozwój ekonomiczny” niż obywatele pobierający RP. (3) RP wprowadzana w poszczególnych krajach Unii dodatkowo zdyskryminuje ekonomicznie ich mieszkańców. (4, 5) Ryzykuje się, że będzie rosła liczba ludzi rozmyślnie niepracujących (6) i odwrotnie, będzie zwiększał się nacisk ze strony zatrudniających przedsiębiorców, żeby pracować u nich za darmo (za zdobywanie doświadczenia, punkty do CV itp.). (7) Jeśli RP będą pobierać imigranci, to jest ryzyko, że nigdy pracować nie będą i ich dzieci, wnuki, a wcześniej (8) nie będą mieć drogi do kariery i integracji przez pracę, przez co jeszcze bardziej wyalienują się itd. (9) Żyjący z samej RP mogą budzić niechęć u „uczciwie zarabiających”, co kolejnym antagonizmem w społeczeństwie. (10) Będzie tendencja do ciągłego podnoszenia RP, która stanie się kiełbasą wyborczą dla polityków. (11) Rząd będzie miał skłonność (nieodpartą!) do podnoszenia podatków i zaostrzania rygorów ich ściągania, co uderzy w pracujących, a zwłaszcza w drobnych przedsiębiorców i w ludzi zaczynających działalność. (12) RP konserwuje nierówności w zamożności pomiędzy krajami.[*]
[*Wyobraź sobie zjednoczenie Polski i Ukrainy w jakieś Międzymorze. Co wtedy z RP? A może odwrotnie, RP przyznawać w skali województw, Mazowszanom więcej, Warmiako-Mazurom proporcjonalnie mniej?]
[$ Czy RP płacić więźniom skazanym? Chyba nie. I tak są na utrzymaniu współobywateli.]
Jednak powyższe „handlowe”, „kupieckie” postawienie tej sprawy: „między nami współ-właścicielami” jest zdrowsze niż lewicowe „dać, bo takie mamy roszczenie”.
Komentarze
-- O pracy "zadaniowej" lub "na żądanie" (lub "uberyzacji"). Zjawisko to jest jakoś piękne, w tym sensie, ze pięknym jest, jak Żywioł, Życie i Chaos (astrologicznie Uran) wypierają Urzędowo Uświęcone Formy (astrologicznie Saturn). Jednak to piękne zjawisko ma swoje ciemne strony, nienajjaśniejszą jest licytacja w dół o wynagrodzenia. Więc Renta Powszechna wydaje się koniecznym uzupełnieniem tego.
Dopis: Na końcu tekstu autor jawnie pisze o Rencie Powszechnej, nazywając ją trochę inaczej:
"W zasadzie istnieje już takie rozwiązanie – uniwersalny dochód podstawowy. [... Ale] Amerykanom trudno jest przełknąć socjalistyczne rozwiązanie."
"finansowanie leczenia?
finansowanie szkół, także wyższych?"
– Nie, no bez przesady, to może i policję zlikwidować, niech każdy prywatnie zadba o swoje bezpieczeństwo? System opieki społecznej calkowicie znieść zastępując go RP to jest swego rodzaju totalitarna utopia.Np. opieka zdrowotna musi opierać się w dużym stopniu na "komunistycznej" zasadzie "od każdego według jego możliwości, każdemu według potrzeb". Inaczej to byłoby zupełne barbarzyństwo, na które żadne społeczeństwo nie może się zgodzić. Problemy istniejacych systemów opieki zdrowotnej wynikają właśnie z kolizji tej komunistycznej zasady z kapitalistycznym systemem produkcji i dystrybucji dóbr. Takich antagonizmów nie da się, moim zdaniem, nigdy całkowicie znieść. Nie da się zorganizować społeczeństwa według jednej, "kupieckiej" czy "lewackiej", całkowicie wolnej od sprzeczności logiki.
"Jednak powyższe „handlowe”, „kupieckie” postawienie tej sprawy: „między nami współ-właścicielami” jest zdrowsze niż lewicowe „dać, bo takie mamy roszczenie”."
– Kupiecka racjonalność w sprawach wspołżycia w spolecznościach to jest historycznie dosyć młody fenomen a wiec niekoniecznie taki naturalny i "zdrowy". Gorąco polecam "Długi, pierwsze 5000 lat" Davida Graebera - nie ze wszystkim można się zgodzić ale to jest ciekawa propozycja innej perspektywy.
W tej chwili jednak nie zgodziłbym się jedynie z tym, że nie ma powodu zakładać, że "między nami właścicielami" jest lepsze od rozwiązania lewicowego, wypływającego z roszczeń. Przede wszystkim dlatego, że pomysł RP nie musi mieć wcale u swych źródeł roszczeń, podobnie jak solidaryzm w ubezpieczeniach zdrowotnych i inne socjalne (a nie socjalistyczne) zjawiska. Po drugie, uzmysławiam sobie, że współczesne myślenie o lewicowości jest jednak skutkiem zapaści semantycznej PRL-u, na czym żeruje zresztą PiS i inne podobne partie o lewackich, rozdawniczych programach gospodarczych (nazwijmy je, by nie czynić niesprawiedliwej dla części z nich aluzji do narodowych socjalistów, etno-kato-lewicowymi).
Myślę, że powinno się spojrzeć na sprawę z innej perspektywy, uwzględniającej dwie kwestie: grę interesów (ze szczególnym uwzględnieniem wykluczenia słabszych przez silniejszych; to nie jest "lewizna", ale demokracja głęboka, czyli rządy sprawowane także w imieniu słabych i mniejszych) i interesu ogółu, dobra wspólnego. Co zyskają wykluczeni i co zyska całość.
Nie należy też o RP myśleć lękowo, przede wszystkim dlatego, że są małe szanse, by w ogóle na dużą skalę ją wprowadzono. (Poza tym - dziś w Polsce są poważniejsze problemy, jak przywileje emerytalne sądownictwa, mundurowych i pewnie nie tylko, przy jednoczesnym niepłaceniu przez znaczną część z nich składek. Tak się składa, że właściciel małej firmy i nauczycielka, pracujący co najmniej do 67 roku życia, składają się na emeryturę policjanta, który na tej emeryturze, przeszedłszy na nią w wieku 45 lat) prowadzi działalność i korzysta z ulg dla emerytów), tworząc przy tym konkurencję dla firm, które tych ulg nie mają.
Zagrożeniem nie jest socjalizm (z powodów historycznych zapomnieliśmy w ogóle, czym on jest), ale zgubne skutki pozornego socjalizmu, który odziedziczyliśmy po PRL-u, a które wzmacniane są haniebnym brakiem kręgosłupa moralno-politycznego większości naszych polityków.
A po odpowiedzi na TO pytanie można dalej dyskutować o zabawnym tworze zwanym "państwo"
Moim skromnym zdaniem - "dochód podstawowy" ładnie wygląda na papierze, i na pewno był by smakowitą kiełbasą wyborczą - ale był by to po prostu kolejny ogromny krok od "państwa minimalnego" w kierunku "państwa totalnego"
O wiele lepszym rozwiązaniem zamiast "dawać" było by to gdyby tzw. "rząd" zaczął kraść mniej - aczkolwiek, cytując klasyka "Żaden rząd jeszcze nigdy dobrowolnie nie zredukował liczby swoich urzędników"
Lud: Żądamy RP!
Rząd: Nie mamy dość Pieniędzy!
Lud: To przestańcie Kraść i utrzymywać rozdętą Biurokrację.
To może być hasło wręcz rewolucyjne, prowadzące do racjonalizacji rządu-państwa.
A swoją drogą ("b.t.w") to aż dziwne, że można wymyślić tak rewelacyjny mechanizm w polityce i nie to, że zostanie skrytykowany, tylko, że NIKT go nie zauważa. No ale sam sobie jestem winien, bo założyłem błazeńska czapkę astrologa (szpiczastą w gwiazdki) i co powiem, jest brane za bajdurzenie w najlepszym razie za dowcip. Prócz tego, piszę po polsku, czyli jakbym nadawał w swoim prywatnym pseudojęzyku, którego poza mną nikt nie pojmuje.
Mniej narzekając: RP jest jak ta nowa łata na starym ubraniu (Jezus, tak ten, Chrystus o niej mówił był) i nie da się jej nałatać na Syf’n’Burdel jakim jest aktualne państwo-społeczeństwo, SWWO: Solidarna Wspólnota Wzajemnego Okradania. Konieczna jest Rewolucja Racjonalna. A także konieczny jest...
A więc np. twórców video z kociakami?
Tak więc, nauczycielka nie płaci na emeryturę żołnierza lub policjanta. Płaci rolnik, rzemieślnik, górnik, drwal ...
Zawodowi blogerzy, artyści, celebryci, sportowcy w zasadzie są samymi biorcami dywidendy. Może ktoś powiedzieć, że nauczyciele, żołnierze, policjanci, lekarze itd w logistyce produkcji mają swój, chyba zrozumiały udział, więc w jakimś trudno wyliczalnym zakresie również wyprodukowują dobra. I trudno się z tym nie zgodzić. Jednakże ja bym ich wysiłki raczej zaliczył do zabiegów utrzymujących cały system.
Reasumując: zasiłki, emerytury, renty i różne inne wypłaty dla nieprodukcyjnych już od dawna zawierają dywidendę obywatelską.
Nieprawdą jest też, że: "nauczycielka nie płaci na emeryturę żołnierza lub policjanta. Płaci rolnik, rzemieślnik, górnik, drwal ...", bo płacą Ci, którzy płacą PODATKI. A nauczycielka akurat może płacić w naszym kraju wyższe niż niejeden rolnik czy górnik (do którego kopalni państwo (nauczycielka i urzędniczka) dopłaca. Co więcej, na emeryturę rolnika też w naszym kraju płaci nauczycielka. Nie tylko ona, oczywiście...
Wszelkie dyskusje na temat różnych RP czy DO należałoby rozpocząć od ODEBRANIA PRZYWILEJÓW. Policjant powinien dostawać dodatek za szkodliwe warunki pracy (na przykład policja kryminalna, i to tylko frontmeni, ale nie drogówka już) i jeśli te szkodliwe warunki pracy uniemożliwiają mu w pewnym momencie pracę z powodu jakichś chorób lub zaburzeń, to powinien iść na wcześniejszą emeryturą, ale dopiero po orzeczeniu jakiejś niezależnej komisji lekarskiej). Ile jest takich świętych krów w tym kraju?
Kluczowe jest tu zrozumienie, że dobra muszą zostać wyprodukowane. Reszta, to tylko zabiegi dotyczące ukierunkowania ich przepływu. Przywileje emerytalne, odprawy prezesów, diety poselskie itd zawierają w sobie dywidendę z wypracowanych dóbr. Wszystkie opłaty za niewypracowujące dóbr usługi również. Według przysłowia, że z pustego i Salomon nie naleje.
Dobra różnie są pojmowane ale materialności odebrać im nie można. Trzeba choćby pozbierać to, co spadło z nieba. Kiedyś siłą mięśni ludzkich lub zwierzęcych, teraz maszynami i energią odebraną Ziemi. Właśnie to ostatnie, że względu na efektywność, pozwala obecnie na obdzielenie "manną z nieba" większych ilości głodnych lub przekarmienie niektórych.
To, co proponujesz pod koniec postu, jest jedynie zmianą kierunku i ilości przepływu już wypracowanych dóbr. Cały system finansowy świata tylko tym się zajmuje.
Aha,jeszcze jedno. Elektryk obsługuje maszynę produkującą albo umilającą. To nie profesja tu decyduje ale cel działania a właściwie jego wynik. :-)
Do Wojciecha mam natomiast pytanie techniczne. Nie przychodzą mi na epocztę powiadomienia o komentarzach. Ogłoszenia przychodzą. Coś pop...em?
Zainspirowany Twoim wpisem myślę o czymś innym. Renta Powszechna została wymyślona jako odpowiedź i środek zaradczy na kilka zjawisk, które wynurzyły się (emerged) z Rynku, czyli Chaosu, czyli spontanicznych procesów ekonomiczno-społecznych. Są to, pewnie nie wszystkie wyliczę:
(1) outsourcing międzynarodowy czyli wywożenie produkcji za granicę, gł do Azji gdzie taniej,
(2) robotyzacja itp. (np. przez komputery zanikł zawód "maszynistek" pracujących w redakcjach na "halach maszyn",
(3) zmienność gospodarcza, przez którą maleją szanse na długotrwałe "stałe" zatrudnienie u 1 pracodawcy, przez co umowy tzw. "śmieciowe" i "praca na żądanie" ("uberyzacja") -- brakuje tu ustalonych polskich terminów na to.
Wszystkie te zjawiska wypierają z rynku "słabych" (źle wykształconych, nie mających odpowiednich nawyków, tradycjonalistów, młodzież wchodząca na rynki...), ale pompują pieniądze-dochody do "wierchuszki" bogatych -- do właścicieli, menedżerów, hiper-specjalistów, elit układowych, także do mieszkańców kilku "szczęśliwych" krajów ze Szwajcarią, Hongkongiem i Luksemburgiem na czele.
Renta Powszechna ma być środkiem zaradczym na to.
Po tym wstępie właściwy problem:
Tamte problemy wyprodukował Rynek czyli Chaos. Czy Rynek-Chaos, bez żadnego państwowo-socjalistyczno-odgórno-ustawowego wsparcia może być w stanie wygenerować również rozwiązania tamtych problemów?
Spróbujmy to wymyślić. Eksperymentem myślowym. Jak w SF.
Po drugie, jak sobie kiedyś wyliczyłem, państwo z moich należności zabiera nawet do 86 %. Czyli produkcyjnych okrada a nieprodukcyjnym obniża dywidendę. Czyli pierwszym zabiera a drugim nie daje albo daje troszeczkę. Janosik? :-)
Wniosek? Zawsze znajdą się chętni do dzielenia, gotowi to wymusić. To jest podstawowy problem. Nie ma na niego złotego środka.
Radku, ja to wszystko wiem. To są jedynie zabiegi finansowe zmierzające do podziału dóbr. Zrozum, nie ma jabłka - nie ma dzielenia. Nie daj się oszukać. To, o czym piszesz, to tak naprawdę ułuda. Nie będzie koncertu jeśli muzyk jest głodny i nie ma skrzypiec. Jeśli zagra i będzie mi miło, to jest to właśnie moja dywidenda. Uwierz, też w przeszłości myślałem jak Ty teraz.
Po drugie, nie można stosować zasad plemiennej ekonomii do współczesnej rzeczywistości rynkowej; z tego samego powodu, z którego zasad powożenia wozem drabiniastym nie można stosować do kierowania samolotem. Pewne, nieliczne podobieństwa oczywiście są, ale...
Zawsze tak było, że najbardziej opłacało się być przy korytku, zawsze ekonomia podporządkowana rządzącym, to jest centralny problem. Zawsze jest jakaś "ślachta", choćby proletariacka, jacyś specjaliści itd.
Gdy to zrozumiesz, to Ci "cenka opadnie".
Można się wygodnie najeść i po odpoczynku pozbierać opadłe kokosy. To jest inwestycja.
Można się wygodnie najeść i po odpoczynku zjeść kokosy zebrane przez innych. To jest konsumpcja.
Można się wygodnie najeść i po odpoczynku zjeść kokosy zebrane przez innych i po kolejnym odpoczynku kopulować. To jest albo konsumpcja albo inwestycja. Zależy od efektu kopulacji. :-)
Ci jedzący "kokosy zebrane przez innych" nie dadzą rady ich wszystkich zjeść (każdy ma tylko jeden żołądek). Wiec bedą je gromadzili, płacąc częscia z nich za budowę schronu. W ten sposób następuje allokacja czynników produkcyjnych i inwestycja w przechowanie zapasów kokosów z pożytkiem dla wszystkich.
1) produkować dobra (Twoi ulubieńcy :-)
2) nie płacić podatków (albo haniebnie niskie)
3) pobierać RP w postaci renty z KRUS-u, DOTACJI UNIJNEJ, a i pewnie jakichś innych dochodów (dodatków na przedszkole itp.).
A ta ontologia, którą prezentujesz na końcu poprzedniego postu - faktycznie go nie zauważyłem - jest mi bardzo bliska. Najpierw materia nieożywiona, potem ożywiona, potem to, co psychiczne, a na końcu duchowe. Zależność jest taka, że każdy wyższy poziom jest bardziej szlachetny i kruchy ale i wymaga dla swego zaistnienia poziomów niższych. (To jest ontologia antydualistyczna, pluralistyczna rzekłbym nawet. Dlatego jest mi bliska. Bo ja pluralista jestem i nie lubię redukcjonizmów żadnych. Dodam też, że ludźmi jesteśmy z powodu dwóch najwyższych poziomów. Nie chodzi o wywyższanie się, bogowie niech bronią, ale o świadomość odróżniania się od wilków.) (Oczywiście, na Tarace możemy tę ontologię skomplikować, mówiąc na przykład, że jabłko spada na głowę siedzącego pod drzewem wprawdzie, ale jeśli spojrzeć na nie z punktu widzenia mechaniki kwantowej, aborygeńsko-Mindellowskiej teorii śnienia i dwupunktu kwantowego, to już wcale nie jest takie oczywiste...). Wróćmy jednak do ekonomii...
Dobry menedżer sprawi, że 10 robotników wyprodukuje 6 razy więcej dóbr niż zarządzani przez złego menedżera, który na dodatek połowę zagrabi. (To jest główny problem ekonomii: ślachta. Bolesław Prus miał piękny termin: kapitalizm szlachecki. Poddaję go pod rozwagę.). Spieramy się nie o to, co KONIECZNE, czyli o to, czy trzeba zasadzić jabłoń itd. (bo ja tego nie neguję przecież i nie mówię, że nauczycielka nie je jabłka i że je "wytwarza" (w każdym razie bezpośrednio)), ale o to, co MOŻLIWE. Sadownik nie istnieje w próżni ekonomiczno-społecznej (o ile to on w ogóle produkuje tu cokolwiek (to zależy, czy jest tylko medżerem, czy jednocześnie pracownikiem-wytwórcą), a nie najemny robotnik, zatrudniony na śmieciówkę). No bo nie rozmawiamy chyba o tym, że trzeba jeść? Nieprawdaż? :-)
Ja się nie zgadzam jedynie na pewnego rodzaju redukcjonizm. A o faktach nie dyskutuję po prostu , choć wcale nie jestem gentlemanem. :-) (Faktach typu: trzeba jeść, albo: żeby dzielić, musi być co.) Sądzę, że świadomie tak reinterpretujesz płacenie podatków, że jest ono możliwe jedynie, gdy bezpośrednio produkuje się dobra, a zapłata za pracę "nieprodukcyjną" jest jakąś rentą, płaconą przez tych, którzy produkują, więc podatek od tej płacy nie jest de facto podatkiem, ale czymś w rodzaju zwrotu tej części. Ja to rozumiem, można tak myśleć, ale z mojego punktu widzenia to uproszczenie. Nadal nie wiadomo, kto bardziej się przykłada do zerwania jabłka. Ten, kto robi to bezpośrednio, czy nauczycielka lub policjant. Pewne jest tylko to, że on robi to bezpośrednio. (Żeby nie komplikować, mówię w tym momencie o zrywającym robotniku, a nie o właścicielu sadu czy innego rodzaju pracowniku, jak na przykład księgowa.)
(No bo kto produkuje dobra? Robotnik, czy właściciel i zatrudniony przez niego menedżer.?Tu wracamy do Pijaczyny z Trewiru. (Którego w Polsce w ogóle się nie rozumie, bo najpierw tłumaczyli go nam partyjni kacykowie, a teraz Sławoj Żiżek & co.) (Choć w komunie był taki żart, że marksiści mają tyle wspólnego z Marxem, co kanciarze z Kantem.)
– Odwrotnie też się zgadza:
– "nie ma dzielenia - nie ma jabłka - "
Z kolei skrajnym przykładem jest sowieckie "kto nie pracuje, ten nie je", oczywiście nie dotyczące wybranych. Ot, folwark.
Grzegorzu. Jabłko jak najbardziej bez dzielenia może być ale jak go nie ma, to go nie podzielisz. Sam wskazałeś, że pieniądze powstały w celu łatwego odbierania wyprodukowanych dóbr i tego się trzymajmy. :-)
Z tego taka wizja mi się wysnuła: oto w przyszłości, dość niedalekiej, ludzkość jest zaopatrywana w potrzebne produkty produkowane niejako na zewnątrz niej, przez prawie bezludne abstrakcyjne kompanie, i zasilana przez systemy redystrybucji (w rodzaju Renty Powszechnej lub t.p.) w pieniądze na zakup tamtych towarów, a sama (ta Ludzkość) spędza czas na swoich infantylnych archaicznych grach w wyznawanie bogów, składanie ofiar, w przepychanki o słuszność takich lub innych religii, symboli, o prawo do ziemi i kobiet... Techniczna cywilizacja zachodu degeneruje się w bezludne systemy auto-fabryczne, a sferę ludzką kolonizuje Trzeci Świat, jacyś prymitywni plemieńcy w rodzaju dzisiejszych muzułmanów, mający umysły wypełnione emocjami na tle władzy i seksu, prócz tego kompletnie głupi, olewający intelekt, wykształcenie, samorozwój i inne dobra, które my teraz tak cenimy.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
