10 listopada 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Zaczarowanie, nie religia. (Dalej o Tarabuku)
◀ Paradygmat w Tarabuku c.d. ◀ ► Baza Ludzi Pomocnych ►
Crowley, albo jego Duch-bóg Nauczający
Aiwass (imię przybrał pewnie od niemieckiego Eiweiss, 'białko
z jaja', duchy jak je znam kochają przybierać groteskowe miana...)
wołał „Bahlasti...!” i obiecywał spluwając z odrazy
odrzucić wszystkie religie, tymczasem zamiast tego jął zakładać
własną Thelemę opartą na Liber Legis. Tym samym zawrócił z dobrej, bo
przyszłościowej drogi, której mógłby być prekursorem, jak (starszy o
pokolenie) Nietzsche. Przyszłościowej, to jest takiej, której zarodki
w jego czasie istniały i miały się rozwinąć, a zadaniem geniusza było
je zobaczyć i wykształcić. Bo stan rzeczy w jego czasie –
objawienie Księgi Prawa, 1904 – jak i w czasie Nietzschego,
dwadzieścia lat wcześniej, 1883, Zaratustra – tak samo jak i w
naszym czasie, wiek później, jest taki, że religia się kończy. Jest
jak gasnąca linia ewolucji zwierząt, która jeszcze produkuje olbrzymy
brontosaury (takim jest islam albo
zjazdy pod Bramą Rybą), ale nie ma twórczego ducha. Bo co to jest
religia? – zapamiętałem opinię Pascala Boyera:
„Religia” jest to rodzaj pakietu, który zawiera poglądy na temat nadprzyrodzonego czynnika (bogów i im podobnych), pojęcia moralności, szczególne rytuały i czasem szczególne doświadczenia, a także członkostwo w szczególnej społeczności wyznawców i stanowienie specyficznych organizacji (kasty kapłanów, kościoły, itd.). O tym wszystkim myśli się jako o „pakiecie”, w ramach którego każdy element ma sens w relacji do innych, dając w wyniku spójną i wyraźną doktrynę.
I dalej Boyer wyjaśnia, że taka
religia-pakiet w żadnym razie nie jest ogólnoludzkim powszechnikiem.
Jest za to pewną historyczną zaszłością, podobnie jak (przykłady
dodaję od siebie) narzędzia z brązu lub silniki parowe. Kiedyś
powstała, bo tak siłom tworzącym ludzką historię było pod drodze,
kiedyś zaniknie, dlaczego? Bo składniki tego pakietu w żaden sposób
nie są koniecznie powiązane.
Dodam od siebie, czego Boyer w tamtej (cytowanej przeze mnie wypowiedzi) nie mówi, że Pakiet Religia nie we wszystkich (i to wysoko rozwiniętych) cywilizacjach zaistniał. Kiedy czytamy „Tao Te king” (Daodejing) lub „Dialogi Konfucjańskie” (Lunyu) to widzimy, że ostro różnią się od kanonicznych tekstów religii Zachodu i Indii: nie ma w nich śladu wychwalania bogów! Tamte „święte księgi” nie tym się zajmują. A więc cywilizacja Chin jakoś potrafiła się obyć bez „bogowej” religii (religii wielbiącej bogów). Jeśli umówimy się, że pojęcie religii sensownie uściślimy tak, żeby „religią” nazywać taki Boyerowski pakiet, w którym jest wielbienie bogów (lub jednego boga), to Chiny nie miały religii! Także buddyzm nie był religia w nazwanym sensie, gdyż Budda bogów nie wielbił, tylko im współczuł. Dopiero późniejszy ruch w buddyzmie, wadżrajana, która zaczęła się w Indiach, ale zachowała się w Tybecie, przywróciła wielbienie bogów, chociaż nazywa ich inaczej.
Tak więc Pakiet Religia jest czasowo i przestrzennie relatywny: powstaje w pewnym momencie historii i nie w każdej rozwiniętej społeczności.
Skoro religia NIE jest powszechnikiem, to czy jest jakiś powszechnik, który byłby jakoś do niej podobny? Być może, tak mi się wydaje, jest nim zaczarowanie. Czyli co? Jakąś najprostszą ontologię tu muszę wprowadzić, ontologię, czyli model świata. Wyobraź siebie świat, który ma dwie warstwy lub izby. Jedna jest zwyczajna, codzienna, wypełniona pracą, trudem, materią, troską itd. Druga jest nadzwyczajna, inna, „nie z tego świata”. Kiedy nastaje, w czasie, jest święto. Kiedy trafiasz tam po wędrówce, jesteś na uroczysku. Wyraźnej granicy miedzy tymi izbami świata nie ma. Do tej drugiej nadzwyczajnej izby można wejść, niekiedy, w sposób banalnie wrodzony, np. zakochując się w kimś, co jest chytrą wędką twoich genów muszących się powielać. Niekiedy przyczyna wejścia do tej drugiej izby jest redukcjonistyczno-chemiczna, np. przez zażycie kannabinoidów lub DMT. Poglądy egzystujące w izbie zwyczajnej mają skłonność w taki lub inny sposób pomniejszać znaczenie izby nadzwyczajnej; przykładem mówienie, że „to tylko umysł”, albo „to złudzenie”. (Czasem ktoś w tej drugiej izbie napotyka bogów, co dla całości zjawiska nie jest najważniejsze.) Zaczarowanie to inaczej przejście do tej drugiej izby.
Aldous
Huxley (ten od
„Drzwi percepcji”) nazywał to „transportem”, a
odpowiednie sposoby: „transportującymi”.
Mówienie o religii/religiach jest jałowe, jeśli przeocza się, że ich podłożem jest zaczarowanie. Są pasożytami rosnącymi na zaczarowaniu. (Na zamiłowaniu ludzi do zaczarowania.)
(Zaczarowanie – tak. Religia – bahlasti.)
◀ Paradygmat w Tarabuku c.d. ◀ ► Baza Ludzi Pomocnych ►
Komentarze
Nie pozwalajmy się odczarować. Dbajmy o nasze uroczysko.
Religie są jak chmury na niebie. Patrzymy na chmurę, nie widzimy nieba.
Ale chmury przychodzą i odchodzą.
A póki są, też możemy wybrać, na co patrzeć...
Czarujmy, czarujmy złudzenia :)
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
