30 września 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Alaksieja Dziermanta: Naród jako rytuał
◀ Radziejewskiego i Ehrenreich: neoplemiona kontra narody ◀ ► Tarnasa: Cosmos and Psyche ►
Nie pamiętam od jak dawna podczytuję
witryny Alaksieja Dziermanta; także nie pamiętam, czy do niego
pisałem – jeśli tak, to dawno temu. W każdym razie to już lata,
odkąd wiem, że ktoś taki istnieje, działa i pisze, i jest płodnym
e-autorem i w jakimś stopniu bratnią e-duszą. Jednak nie jestem
pewien, czy on wie o istnieniu moim i Taraki. Pierwszą witryną lub
blogiem Dziermanta, który zauważyłem, był (i jest, nadal wychodzi)
„Kryviec” czyli kryviec.livejournal.com.
Co znaczy to dziwne słowo? Krywicze byli średniowiecznym plemieniem
żyjącym na obszarach dzisiejszej Białorusi; jest hipoteza, że nie
byli Słowianami, tzn. nie mówili językiem słowiańskim. Lecz jednym z
bałtyckich, dziś zanikłym, który jednak pozostawił liczne ślady w
toponimii, czyli nazwach terenowych, głównie rzek i jezior. Krywicka
Białoruś byłaby więc syntezą dwóch etnicznych żywiołów: tubylczego
bałtyjskiego i penetrującego w górę rzek dnieprowego dorzecza –
słowiańskiego. Bałtyjskość Białorusi byłaby też tym czynnikiem, który
ułatwił Litwinom Giedyminowiczom (u nas znanym po nowszym nazwiskiem
Jagiellonów) włączenie Białorusi i stworzenie Wielkiego Księstwa
Litewskiego, państwa dwóch etnosów, pomiędzy którymi nie dość, że
nigdy nie było konfliktów, to nie zauważano różnic, może poza jedną,
religijną. Teksty w „Krywcu” afirmowały syntetyczność
Białorusi, jej bałtyjskość i przynależność do nadbałtyckiego regionu,
unikalność jej historii, niezależność własnej drogi i odmienność od
Rosji, jej autochtonię, jej pogańskość i siłę jej tradycji. Zdarzało
mi się czytać nie tylko te pisane po rosyjsku, ale i po białorusku.
Najlepiej to robić na głos, ponieważ na fonii język białoruski
jest znacznie podobniejszy do polskiego niż rosyjski. (Btw. polecam
rozprawę po słowacku nt. polskiej geopolityki:
Istok_Robert_Moderne_polske_geopoliticke_myslenie.pdf.)
W pewnym momencie „Krywiec” rozpączkował, pojawiły się jego klony lub forki, i to aż trzy: (1) blog autora pod intrygującym indo-europejskim tytułem „*DHER- & *MÉNTIS”, jak łatwo zgadnąć, rozkładającym nazwisko autora na IEskie rdzenie; (2) e-magazyn „Сівер” – siver.by, czyli „Альманах вялікай поўначы” (Almanach Wielkiej Północy; siver-cibep to „północ” po białorusku). Oraz (3) cytadel.org czyli „Projekt Cytadela” o wyraźniejszym od tamtych politycznym charakterze.
Rok temu Dziermant udzielił dłuższego wywiadu po polsku w kwartalniku „Polityka Narodowa”, pt. „Nawiązujemy do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego” (dostępny w PDF). Kilka dni temu, 24 września 2014, napisał krótki szkic do Xportal.pl, pod tytułem „Naród jako rytuał”. Artykuł jest krótki (chętnie bym go zacytował tu w całości, nie robię tego przez szacunek do kopyrajtu) – lecz naładowany znaczeniami i bardzo go polecam. Jego treść jest dla mnie jakimś „brakującym ogniwem”, missing link, w myśleniu o narodzie, etniczności, tradycji i... o pogaństwie i szamanizmie. Kilka fragmentów:
...Co więcej, wraz z upływem czasu może się zmienić samo rozumienie narodu. Zmiany nieuchronnie następują, ale coś zawsze pozostaje. Może zmienić się język i treść kultury, może zmienić się forma polityczna i społeczeństwo, ale co jest trwałe?
Jedną z takich rzeczy jest rytuał. Rytuał, obrzęd, ceremonia od dawna były tradycyjnym sposobem umocnienia trwałości świata, uporządkowania go lub zabezpieczenia równowagi. Nie bez powodu pamięć zbiorowa potrzebuje też działań symbolicznych: świąt narodowych i religijnych, szacunku dla bohaterów, parad wojskowych, uroczystych zgromadzeń. A zatem – rytuałów.
Rytuał ma większą moc, jeśli nie jest wzięty znikąd, nie wymyślono go zupełnie nagle. Najbardziej żywotne narody – takie, które mają długą pamięć i rytuały, które przetrwały próbę czasu. Wielkanoc, Dzień św. Jerzego, Noc Kupały, Bahacz, Dziady, Boże Narodzenie, urodziny, wesele, pogrzeb to przedwieczne punkty naszego narodowego kalendarza, jakie wyznaczają czasowe ramy naszej zbiorowej tożsamości, powracają do tego, co wieczne i określają miejsce człowieka w kołowrocie życia. Święta władzy, mocy i zwycięstw również są potrzebne, ale działają tylko wtedy, kiedy nie są nostalgicznym przywołaniem minionego, ale żywym przypomnieniem na przyszłość.
W większym zakresie, naród to kolektywny rytuał.
Dodam fragment wywiadu, który najbardziej zwrócił moją uwagę:

Stad blisko do myślenia, które przedstawił dzisiaj w Tarace Karol Żelazny w „Świętej Wojnie z Terroryzmem”.
◀ Radziejewskiego i Ehrenreich: neoplemiona kontra narody ◀ ► Tarnasa: Cosmos and Psyche ►
Komentarze
Alaksiej Dziermant leje miód na moje serce...
Jeżeli różni ludzie, którzy nie wiedzą nawet o swoim istnieniu (gdyby nie Wojtek nigdy nie dowiedziałbym się o Aleksieju) mają podobny (bądź prawie taki sam) pogląd na niektóre sprawy to co to jest ...?
A może niczym matryca wciąż na niektórych z nas działa to "coś" (idea..!) co potocznie nazywamy "Rzeczpospolitą Polski i Litwy", "coś" co jednak przeżyło polityczną katastrofę u progu ery przemysłowej ...? Została po niej grupa (być może wcale nie taka mała) rozbitków-zapaleńców (?) Często wydaje mi się, że jestem takim rozbitkiem, a raczej niedobitkiem. Widzę i przekonuję się jednak, że jest takich ... więcej (...)...
p.s.
nie potrafię wyrazić swoich myśli w jasny i prosty sposób, dlatego zdaje sobie sprawę, że mogę zostać źle zrozumiany...
p.s.
Co do Aleksieja ...(i prezentowanych przez niego idei), czy w związku z tym co napisałem ma jakieś znaczenie, że w sieci (tam gdzie poruszane są tematy bardziej "polityczne") posługuję się Nickiem Aleksy, lub Alexy ...czy wszystko jest tylko zwykłym przypadkiem...? Czy jednak coś czego dzisiaj jeszcze nie widzimy (nie wiemy nawet jak to nazwać) łączy (wzajemnie oddziałuje na ) ludzi ?
"Łukaszenko nieoczekiwanym obrońcą języka białoruskiego" -- pod wrażeniem rosyjskiej rekonkwisty rosyjskojęzycznego Donbasu Łukaszenka postanowił "odrosyjszczyć" Białorusinów. Koniecznie przeczytać też drugi odcinek tamtej wiadomości.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
