19 stycznia 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Czy astrologom i szamanom wypada interesować się polityką?
◀ Święty naród i cepelia ◀ ► James Hardt, czyli: nie ma innej drogi – trzeba zwiększyć fale alfa ►
Przyznaję się, tak! – interesuję się polityką. Mam w niej swoje sympatie: chętniej patrzę, co mają do powiedzenia libertarianie, wolnorynkowcy i republikanie, niż lewica, real-etatyści i polit-katolicy. Mam swoje uprzedzenia: poglądów tych drugich trudniej mi czytać-słuchać z otwartym umysłem niż tych pierwszych. Poranne czytanie nowości z Internetu (używam RSS'ów – czy Ty też?) zaczynam częściej od politycznych wiadomości ze świata niż tych naukowych czy ezoterycznych. Ale jednocześnie te moje zainteresowania polityką przypominają pornografię (z której nie korzystam, – to porównanie tylko dla uwydatnienia tezy) – robię to, tzn. interesuję się polityką, jakoś chyłkiem, mając częściowe poczucie, że robię coś, czego raczej nie powinienem robić, i że tracę na to czas, który mógłbym wykorzystać z większym pożytkiem.[1] Interesuję się polityką z poczuciem, że jest to zajęcie nieoptymalne.[2] Czy interesowanie się polityką jest czynnością ucieczkową? Czy należy do tej samej rodziny, co interesowanie się sportem? Wtedy byłoby przejawem idiotyzmu... – Tu idę za ciągiem skojarzeń i wynikań, bo etymologicznie z greckiego, idiota to „człowiek prywatny”, zajmujący się bez reszty własną osobą, swoim małym ego i uciekający od polityki czyli spraw wspólnych we własnym polis, czyli mieście-państwie, wspólnocie. Idiota to ten, który odstał od zaangażowanej wspólnoty, zdradził wspólną sprawę, res-publikę, rzecz-pospolitą. Do czego to doszło, że interesowanie się polityką spadło do tego samego mentalnego ścieku, co wyścigi rydwanów (sorry, dzisiaj raczej mecze piłki kopanej).
Z drugiej strony, istnieje i to dość rozpowszechniony pogląd, że zainteresowania „moje”, wśród nich astrologia, szamanizm, buddyzm, były i są tak samo ucieczkowe, w co najmniej podwójnym sensie. Po pierwsze, jako ucieczka przed faktycznym i prawdziwym rozumieniem świata czyli przed poznaniem naukowym, które jest trudne, wymaga specjalnych i niełatwych studiów, często narusza nasze zakorzenione nawyki i nadzieje i niekoniecznie daje odpowiedzi, bo często odpowiedzią jest: „nie wiadomo”. Za to ezoteryki, zwłaszcza w najbardziej rozpowszechnionej wersji pop, dostarczają odpowiedzi gotowych, łatwych i potwierdzających nasze uprzedzenia. Po drugie, zainteresowania astrologią itp. ezoteryką są ucieczkowe historycznie, dlatego, że w Polsce rozwinęły się i spopularyzowały w latach stanu wojennego i po, czyli w upadkowej epoce schyłku PRL-u, jako ucieczka od nieznośnej i nienaprawialnej rzeczywistości, którą można było przezwyciężyć zamykając na nią oczy i otwierając je w świecie fikcji. – Tak by powiedział krytyk.[3]
Po co ezoterykowi polityka? Czy interesowanie się nią jest tylko objawem słabości (ducha), jako wynik niewytrwania w strumieniu medytacji, badania układów planet lub innych wyższych stanów umysłu? Zanim spróbuję odpowiedzieć na to, wesprę się przykładem mojego wielkiego kolegi, Roberta Palusińskiego, który poszedł drogą od szamanizmu do psychologii procesu (POP wg Arnolda Mindella) i dalej do głębokiej demokracji, która przecież expressis verbis i par excellence wkłuwa się w politykę. Czyli: istnieją polityczne przedłużenia ezoterycznych koncepcji, badań, praktyk. Można tak robić. I drugie pomocnicze pytanie: czym się wyróżnia Taraka, co takiego szczególnego mamy tu w Tarace? – Mamy szczególne narzędzia. Szczególne, czyli takie, których niekoniecznie używają inni i które nie są używane powszechnie. Dobrym przykładem jest enneagram, który wprawdzie wywodzi się z ezoteryki – wynalazł go Oscar Ichazo, który bajał, że został mu on przekazany w jakimś tajemniczym ezotereum w Himalajach, ale szybko uzyskał interpretację i zastosowanie w psychologii (chociaż nieuznawane przez psychologię akademicką), a przez autorów Taraki (Krzysztofa Wirpszę, mnie, Marcina Hładkiego) zastosowany w ogóle do przestrzeni pojęć, do Gliederung „czegokolwiek”. Drugimi dobrymi przykładami są szałas potu lub medytacja bębnowa, a łączy je ogólniejsza koncepcja – ta, że intelektualista pracuje nie tylko siedząc przy biurku lub klawiaturze, i nie tylko przechadzając się po takim lub innym Szwarcwaldzie (co wystarczało Heideggerowi), ale używa celowych narzędzi inspiracji umysłu poprzez ciało, bo tym w końcu jest praktyczny nowoczesny szamanizm.
Tarakowe narzędzia po coś są. (Te wymienione wyżej i inne.) Samo ich ostrzenie jest fascynującym zajęciem i czuję jego ciągły niedosyt, ciągle brakuje mi warsztatów. Ale prócz ostrzenia jest zastosowanie. Zastosowaniem może być pożytek indywidualny (żeby ktoś lepiej dawał sobie radę) lub zbiorowy. Jeśli zbiorowy, to zaczyna się polityka.[4]
[1] Np. badając horoskopy, co jest moim zawodem, lub budując programy, co jest też moim zawodem, wspomagającym tamten pierwszy. Albo ćwicząc jogę lub medytując.
[2] Od jakiegoś czasu w ogóle kiedy piszę coś do Taraki, mam wrażenie, że jest to czynność nieoptymalna, czyli że mógłbym robić coś sensowniejszego zamiast tego.
[3] Są opinie jeszcze krytyczniejsze, że ezoteryka w latach 1980-tych została celowo zorganizowana przez ówczesne władze, aby odwrócić uwagę (jakiejś części) społeczeństwa od politycznej realności. Zob. Mariusz Agnosiewicz, Szarlatani III RP.
[4] Napisałem po przeczytaniu artykułu Ryszarda Legutki (tak!, tego profesora pisowca) „Demokracja i republika” w jawnie prawicowej witrynie Nowa Konfederacja PL. O sprawach, które tam są poruszone być może napiszę osobno w blogu „Czytanie”.
◀ Święty naród i cepelia ◀ ► James Hardt, czyli: nie ma innej drogi – trzeba zwiększyć fale alfa ►
Komentarze
Nawet bym twierdził, że wiedza tajemna i władza podążają za sobą. Są częścią tego poczucia kontroli czy sprastwa swiązanego z zajmowaniem się sprawami większymi niż jednostka. Tam gdzie coś jest ważne, szczególne i wyjątkowe - pojawia się trans z całym dobrodziejstwem inwentarza - irracjonalnościami (zjawiskami transowymi np. np halucynacje :)).
I wreszcie kwestia folkloru ezoterycznego, który głównie buduje się tam, gdzie ludzie nie mają owej kontroli, a budują jej poczucie czy odbudowują. Właśnie owe ucieczkowe sprawy, tu temat polityki musi być traktowany w szczególny, wyjątkowy i ważny sposób - jako tabu, lub jako przedmiot "Ja ważny astrolog i szaman, wieszczę wam szczególną magiczną mocą swoją. Ja wiem co w gwiazdach jest tu zapisane i uzdrawiam cały kosmos"
we wpisie wiele wątków, ale chwytam tylko kilka i w punktach postaram się odpowiedzieć na nie po mojemu:
1. demokracja nie jest wynalazkiem chrześcijańskim, tylko pogańskim, plemiennym, zatem uczestnictwo we wspólnocie jest w gruncie rzeczy jakąś formą celebrowania pogaństwa. Chrześcijaństwo zdobyło świat nie poprzez prostych ludzi, ale poprzez cesarzy, królów i książąt. Chociaż z chrześcijaństwa można wywieść demokrację, jednak nie jest ona wynalazkiem chrześcijańskim.
2. hołdowanie wątkom libertariańskim jest wygodne, bo zdejmuje z nas obowiązek traktowania polityki na serio. Inaczej mówiąc libertarianizm to rodzaj tele-wróżbiarstwa (z całym szacunkiem dla szamanizmu, którego wpływ na politykę studiuję na sposób naukowy - tak!). Sugerowałbym z większym szacunkiem podejść do narodowych katolików, choć przy zachowaniu własnej tożsamości, bo to jest cenne.
3. demokracja jako przedstawienie cyrkowe - tak, to jest rzymski cyrk colosseum, a politycy występują w roli gladiatorów, lwów i chrześcijan. Trochę to żenujące, trochę smutne, a trochę straszne. Pisałem o tym tutaj: http://podstrzechy.alchymista.pl/demokracja-totalitarna/
4. warto zajmować się polityką, jeśli ma się wyrobiony pogląd na to co trzeba w niej robić, aby miało to jakikolwiek sens. Inaczej jest to czynność bezsensowna.
Pozdrawiam
ps. przy okazji pozwalam sobie polecić mojego nowego bloga, choć bardzo niedorozwiniętego, o alchemii i astrologii: http://aaa.alchymista.pl/
Nie zgadzam się z Twoją wypowiedzią. Nie jestem (neo)szamanem, interesuję się ezoteryką, przede wszystkim astrologią. A z polityką nie mam nic wspólnego. Czy to oznacza, że nie jestem "na poziomie" i że mogę się narazić na zarzut odrealnienia? Nie mam z tym żadnego problemu, jeśli ktoś chce mnie tak nazywać, proszę bardzo. Jak to kiedyś powiedział Krishnamurti "nie jest miarą zdrowia być przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa" i parafrazując Jego słowa uważam, że polska polityka nie jest zdrowa, a przynajmniej dla mnie śledzenie jej jest stratą czasu i nie wnosi niczego pożytecznego do mojego życia. Jeśli ktoś uprawia astrologię mundalną to zakładam, że powinien interesować się polityką i nie tylko jednego kraju. Z kolei astrologowi pracującemu z klientem wiedza polityczna jest raczej nie przydatna bo niby do czego? I chyba podobnie jest z szamanami - jeśli trafisz do szamana na Syberii to chyba ważniejsze żeby Ciebie uzdrowił, sprowadził z powrotem duszę, itp niż żeby był w stanie powiedzieć kto jest aktualnie ministrem transportu. Te światy mogą się łączyć (przecież np w Azji wielu polityków korzysta z usług astrologów i to jest wręcz dobrze odbierane przez społeczeństwo!) ale wcale NIE MUSZĄ.
No dobrze, zbliża się 19.00, czas na Fakty na TVNie. Żartuję, nie mam w domu telewizora i nie dowiem się ilu zabitych, ilu pijanych, itp. Trudno, nie będę na bieżąco, nie na poziomie i w moim odrealnieniu od "rzeczywistości" ;-)
Moja wypowiedź nie zawiera(ła) "tylu emocji" i była pisana na spokojnie ;-). To, że wiem o której godzinie w telewizji zaczynają się Fakty lub Wiadomości może wskazywać na to, że np interesuję się mediami, stacjami telewizyjnymi, oglądalnością itp. I trochę tak jest. Ale to nie oznacza, że oglądam Fakty i tego typu programy bowiem tego po prostu nie robię i tyle. A w internecie nie klikam na newsy związane z polityką.
Tak jak wspomniałem w poprzednim poście, polityka jest dla mnie nieatrakcyjna z prostej przyczyny - zupełnie mnie nie interesuje i nie wnosi niczego do mojego życia. I już ;-). Podczas imprezy czy przyjęcia, z nikim nie porozmawiam na tematy polityczne, a jeśli z tego powodu ktoś mnie "skreśli", uzna za dziwaka lub osobę nie na poziomie, ma do tego prawo. I ja teoretycznie mógłbym uznać osoby interesujące się polityką za dziwaków tracących czas i energię na tę dziedzinę. Ale wychodzę z założenia, że każdy ma swoje kręgi, swoje zainteresowania i ma prawo interesować się tym czym chce. I polityka jest jedną z wielu opcji. To, że jest popularna, że dużo się o niej mówi chociażby na podanym przeze mnie przykładzie imprezy, nie musi oznaczać, że każdy powinien być na bieżąco w tej materii. A przynajmniej ja nie chcę być na bieżąco i chętnie porozmawiam na każdy inny temat.
Hmm, to mi trochę przypomina inną sytuację. Bardzo rzadko piję alkohol, średnio 2-3 razy w roku lampkę wina i w sytuacjach typu wesele czy impreza, wielokrotnie słyszę teksty typu: "dlaczego?", "ale jak to?", "po co?", "bez sensu", "kto nie pije ten donosi", "ze mną się nie napijesz?", "masz problem?" i czasami z tego powodu dochodzi do nieprzyjemnych momentów ale one są bardziej nieprzyjemne dla osoby pijącej bowiem mnie specjalnie nie ruszają. I czy powinienem pić bowiem prawie wszyscy w Polsce piją i jest to w pewnym sensie norma? I na tej samej zasadzie: czy powinienem uczestniczyć w życiu politycznym bowiem tyle się o tym mówi i pisze w mediach i tyle o tym rozmawia? Mnie to w żaden sposób nie przekonuje. To kwestia podążania za tym co mnie interesuje a odpuszczenia tego, co mnie nie ciekawi. To, że Wojtek przyznał, że interesuje się polityką (to prawie jak coming out ;-)), a ja napisałem, że mnie nie interesuje (polityka, bowiem Wojtek mnie interesuje, chociaż nie jest to coming out z mojej strony ;-)), to chyba nie będzie oznaczało tego, że teraz przestaniemy się lubić czy kontaktować. Chociaż kto to wie, jutro rano się obudzę a tu konto na Tarace zawieszone i koniec dyskusji bo niby o czym tu ze mną rozmawiać ;-)
"Intelektualista... używa celowych narzędzi inspiracji umysłu poprzez ciało, bo tym w końcu jest praktyczny nowoczesny szamanizm" bardzo mi się to podoba!
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
