27 sierpnia 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Besançona: kłamstwo o świętej Rusi i inne kłamstwa
◀ Doherty'ego: ateńskie źródła chrześcijaństwa ◀ ► Hoppego i słuchanie Eichelbergera. Co jest złego w pieniądzach? ►
Kupiłem, przysłano mi i przeczytałem książkę Alaina Besançona „Święta Ruś”. Z wielką satysfakcją, bo lubię teksty gęste od treści i jednocześnie łatwo wchodzące w umysł; przy tym ta książeczka ma ledwie 120 stron (pominąwszy indeksy itd.) i w dzisiejszych czasach dłuższych być nie powinno. Pierwszy rozdział nosi tytuł „Kłamstwo”. I właściwie to słowo powinno być w tytule całej książki, bo opowiada ona o „kłamstwie świętej Rusi”, więc o tym, że rosyjskie państwo ufundowane jest na kłamstwie, że jest ono zarówno za carów jak i za komunistów nieustannym teatrem kłamstwa, jak i to kłamstwo eksportuje, promuje i wypromieniowuje na zewnątrz. Rosja jest formacją, która twierdzi, że jest czymś innym niż jest – jak ta planeta z „Cyberiady” Lema, zaludniona przez roboty, wewnątrz których skorup siedzieli ludzie, udający roboty, i w dodatku ci ludzie co do jednego byli agentami obcych wywiadów, których ów system przechwycił i tak oto zniewolił. W pewnym miejscu (s. 100) sam autor przedstawia podobną wizję; oto:
Przychodzi mi na myśl pewna metafora: jeżeli kręgowiec zostałby pozbawiony szkieletu, potrzebowałby jakiejś zewnętrznej skorupy (takiej jaka posiadają owady), aby móc trzymać się prosto; wytworzyłaby się wtedy nowa istota, ale która mogłaby wytrzymywać przez pewien czas w tej formie i na pierwszy rzut oka przypominałaby swoja poprzedniczkę. Pseudospołeczeństwo sowieckie jest jak stawonóg, wewnątrz którego tkwi pozbawiony kości ssak.
Rosja, zarówno carska, jak i komunistyczna, jak i (zapewne, bo Autor o niej niewiele mówi, a szkoda) współczesna, nieustannie i totalnie blefuje. Już w 1857 roku pisał nie kto inny, jak Karol Marks, iż: „[sceptycyzm Zachodu kpił z] rosyjskiej potęgi jak z maniery kabotyna, przyjętej, aby olśniewać i wprowadzać w błąd. [Rosja] stanowi przykład jedynego w swoim rodzaju ogromnego mocarstwa, które nawet po podjęciu działań na skalę światową, nadal jest uważane za przedmiot kontrowersyjnych opinii, nie zaś traktowane jako fakt.” – Tak więc Rosja nie jest faktem, ale czymś podejrzanym: o to, że naprawdę jest czymś innym.
Skąd to się wzięło? Autor źródła doszukuje się w rosyjskim prawosławiu, w którym granica-poprzeczka między „tym” (ziemskim) a „tamtym” (bosko-niebiańskim) światem była umieszczona nisko. Udział w liturgii każdemu umożliwiał udział w przebóstwieniu. Bycie „realnym grzesznikiem” nie przeszkadzało w staniu się, choćby tylko na czas mszy, świętym. Niebo łatwo „przeciekało” na ziemię. Grzechy, nawet zbrodnie, nie tylko wybaczano, ale i uświęcano, jako że upadek wydawał się konieczny na drodze do świętości. Rosyjsko-prawosławny umysł pozostawał w stanie migotania pomiędzy tym-co-ma-być, czyli maksymalistycznymi projektami (jak wspomniana świętość bez osobistej pracy i bez etyki, lub jak „Trzeci Rzym” którym miała być słaba i prymitywna Moskwa), a tym-co-jest, którym zawsze była długa lista negatywności. Temu migotaniu odpowiada niebywała w innych językach podwójność odpowiednika słowa „prawda” w rosyjskim, gdzie są właśnie w to miejsce dwa słowa: istina, czyli to co faktycznie jest, i prawda, czyli to, co być powinno (str. 36), i prawda jest z tych dwojga czymś wyższym. Ale owa prawda łatwo staje się po prostu kłamstwem, blefem, ideologią, propagandą, nowomową, teatrem pozorów – i o tym jest ta książka.
Na str. 98-98: „... cały system [rosyjski i komunistyczny] spoczywa na ideologii oraz ... naturą tej ideologii (jeżeli ma ona jakąś naturę) jest absolutne kłamstwo. [Komunizm jest] czystym złem, niebytem, duchem zła, bytem morderczym i zakłamanym, demonem.” Co sprawiało, pisze Autor, że ustrój komunistyczny nie mógł się reformować i, o ile nie miałby trwać wiecznie, musiał „rozpaść się i zniknąć”. Dotyczy to każdego komunizmu (kontynuuje Besançon), nie tylko tego rosyjskiego. Ale, dodam od siebie, czy porzuciwszy w jakimś stopniu komunizm, Rosja porzuciła swój nałóg blefowania? Przecież widać, że nie.
Konstatacja, że komunizm (lub system sowiecki) jest „niebytem”, bardzo przypomina egregory wg Jana Witolda Suligi!
Autor kontynuuje: „Skoro komunizm jest niebytem, nie da się go wpisać w rzeczywistość. Nigdy nie było społeczeństwa komunistycznego [… ani nawet] społeczeństwa socjalistycznego. Nie istniała także ekonomia socjalistyczna, gdyż […] nie było w realnym socjalizmie ani oikos ['gospodarstwo'], ani nomos ['prawo'].” I dalej: „Komunizm nie wpisywał się w rzeczywistość, lecz był zdolny do jej opanowania i zniszczenia.” – Znów całkiem jak egregory!
Pojawia się słówko „rzeczywistość, rzeczywisty” i wraz z nim nie całkiem dla mnie zrozumiała francuska kategoria „bytów nierzeczywistych”; francuska, bo znana mi wcześniej od Jana Sowy, który jest Francuzem z ducha piszącym po polsku, z jego „Fantomowego ciała króla”, w którym to dziele skandaliczną nierzeczywistość zarzucał (nie Rosji, tylko) I Rzeczypospolitej.
Ale czy tylko Rosja i komunizm cierpią na nierzeczywistość? (Plus Państwo Polsko-Litewskie...) Czy systemów opartych na blefie nie było więcej? Czy chrześcijaństwo nie jest oparte na blefach o zbawicielu-cudotwórcy, a Jezus postacią wymyśloną? Czy konsekwentnie wszystkie religie nie są bleficzne? A może jednak są wśród prawdziwe? Czym jest prawda? – zgodnością słów ze stanem faktycznym, z tym, co faktycznie jest. W tym sensie nauka, taka jaką uprawia nowożytna Europa, byłaby walką o prawdę toczoną z bleficzną religią, tu akurat: głównie chrześcijańską. Ale czy religia zeusowo-marsowo-demetriańska była mniej bleficzna od chrystusowej? Aby ustrzec się od blefu, wynaleziono, dość późno ale i dość skutecznie, fikcję literacką, i odtąd szczęśliwie nikt nie musi wierzyć w faktyczne istnienie Pana Zagłoby ani Gandalfa.
Tu skromnie (lub nie-) jak ta żaba pod kute konie swoją łapę podstawię. Twardą Ścieżkę nazwałem właśnie tak, „twardą” z takim zamysłem, żeby to, co tam robimy, było wolne od blefu /kłamstwa, inaczej niż religie i ideologie. Wolne od blefu tak jak wolna jest nauka i literatura. Czy rozwój duchowy może być wolny od kłamstwa?
Książka omawiana: Alain Besançon, Święta Ruś, tłumaczenie Łukasz Maślanka, wyd. Teologia Polityczna, Warszawa 2012.
◀ Doherty'ego: ateńskie źródła chrześcijaństwa ◀ ► Hoppego i słuchanie Eichelbergera. Co jest złego w pieniądzach? ►
Komentarze
A na marginesie, ile w nauce jest ideologii, wiary, naciągania faktów do teorii i blefowania to tylko naukowcy sami wiedzą... Nauka tylko bywa naukowa, i warto o tym pamiętać zanim się zaufa "naukowcom" kolejny raz.
Jedno zdanie o Rosjanach - oni wcale nie chcą się obudzić ze swojego snu i widzą Rosję jako oblężoną przez wrogów twierdzę. Miedzy innymi takie obawy uniemożliwiają Rosjanom pracę nad "odczarowaniem" siebie i swojego kraju.
Besançon: Rosja. Kolporter kłamstwa
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
