01 grudnia 2011
Marcin Hładki
Serial: Chile
Chuquicamata i Calama
◀ San Pedro de Atacama ◀ ► Miasta i pingwiny ►
Obejrzeliśmy część turystycznych atrakcji w okolicach San
Pedro.
Mają tam góry i dolinę zrobioną z soli, kaniony pełne
piachu i inne, jak rajskie ogrody w szczelinach pustyni. Niedaleko są
słone laguny - wielkie kałuże, w których brodzą flamingi i przez
cały dzień siorbią słoną i brudną wodę, dzięki czemu udaje
się im zebrać ze 20 deko robaczków, które w niej pływają.
Wygląda to podobnie do bocianów na łące, tylko kolory są
inne.
Wyżej w górach, na pustyni rosną kępki czegoś i wtedy
szarość dostaje zielonego nalotu. Wystarcza tego zielonego, żeby
wyżywiły się wikunie, takie kudłate kozy, podobno pokrewne
wielbłądom. Inne dziwne zwierzę, które mieszka w innych,
wysokogórskich lagunach, to rodzaj czarnej kaczki, która znosi do
stu jajek rocznie, udaje jej się z tego mieć dwa-trzy młode, bo
resztę zjadają lisy.
Opisuję te dziwy trochę bez przekonania, bo filmy na Discovery
pokazują je lepiej i ciekawiej. Właściwie nie trzeba nawet
Discovery, na westernach są też podobne krajobrazy.
Mój opis na
pewno nie będzie tak barwny i pełny, jak filmy, a własnych wrażeń
jeszcze nie mam.
To, czego żadne filmy nie pokażą, to rozległość tej
przestrzeni. Żeby zobaczyć to, o czym wyżej, przejechaliśmy ponad
dwieście kilometrów, cały czas pozostając w tym samym, malutkim
fragmencie pustyni.
Inna cecha tego krajobrazu, której nie
doceniałem oglądając go na filmach, to kolory. Są przytłumione,
czasem ledwo widoczne, ale jednak bardzo różnorodne, stanowią
niezwykle elegancki zestaw, w każdej kombinacji. Do tego zmieniają
się o zachodzie i przy księżycu.
Osobna historia to największa na świecie dziura w ziemi i towarzyszące jej miasto: odkrywkowa kopalnia miedzi Chuquicamata i Calama. Kopalnia ma trzy na pięć kilometrów i z bliska wygląda prawie tak samo jak na zdjęciach satelitarnych. Dowieźli nas do punktu widokowego, na końcu drogi, którą ciężarówki, oczywiście największe na świecie, wożą kamienie z dna, kilometr niżej, na hałdy. To wyjaśniło, czym były hałdy żwiru, które widziałem poprzednio - to właśnie rudy miedzi. Wszystko to pokazuje, że możliwe jest przemysłowe zdewastowanie nawet pustyni. Ale jednak i skala i sprawność organizacyjna tej dewastacji jest imponująca.
Widzieliśmy też wreszcie nocne niebo. Okazało się mniej
imponujące niż oczekiwałem, gwiazd nie jest więcej ani nie wydają
się bliższe niż w Brodkach przy dobrej pogodzie. Gwiazdozbiory w
większości znajome, chociaż oczywiście brak obu wozów, za to są
obłoki Magellana.
Oglądaliśmy to na wycieczce, oprócz nieba
były też teleskopy. Część widoków teleskopowych znana, ale już
zobaczenie na własne oczy gromady kulistej zrobiło na mnie
wrażenie. Trochę je zepsuł tzw astronom, który przez ponad pół
godziny opowiadał banały i kiepskie dowcipy. W sumie gwiazdy ładne,
ale nie warto było dla tego zarywać nocy.
Teraz wracamy nad morze, w nieco inne krajobrazy, może też wreszcie uda nam się wyspać.
◀ San Pedro de Atacama ◀ ► Miasta i pingwiny ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
