06 grudnia 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Czy jeszcze możliwa jest science fiction?
◀ Stany szczytowe czyli jak to znieść, że się nie jest bogiem? ◀ ► Gabisia: gdzie te grzyby, lulki, mandragory? ►
Czy w naszych czasach jeszcze możliwa jest science fiction? Ja wychowałem się na Lemie. Ale w pewnym momencie pisanie Lema się zmieniło. Co się w nim zmieniło? Wcześniej bohaterowie Lema działali w luksusowej samotności. W „Solaris” jest trzech facetów zamkniętych na stacji kosmicznej bez komunikacji ani z Ziemią ani z kimkolwiek, plus nawiedzające ich zjawy. W „Niezwyciężonym” bohater – chociaż jeden z kilkudziesięciu załogi kosmostatku – idzie na samotną wyprawę stając do konfrontacji z metalowymi owadami, martwą fauną tamtej planety.
Pierwszym dziełem Lema, które przeczytałem mając 9 lat, był „Terminus”: tam kapitan Pirx samotnie steruje kosmostatkiem, za towarzysza mając tylko oszalałego robota Terminusa i jego kota. W opowiadaniu „Prawda” rzecz dzieje się wprawdzie na Ziemi i w jakimś ośrodku badawczym, zatem ludzi naokoło musi być multum, ale bohaterowie prowadzą eksperymenty nad plazmą (z której wyłaniają się niby-żywe istoty) we dwóch czy trzech, w tajemnicy przed światem – więc jednak są samotni.
Około 1970 roku w twórczości Lema coś się zmienia. W opowiadaniu „Kongres futurologiczny” – znakomitym i proroczym, tam m.i. pojawia się terrorysta, który jedzie do Rzymu ustrzelić papieża; pisane 10 lat przed zamachem na Jana Pawła II – na bohatera napiera tłum. Piętra hotelu w „Kostarikanie”, gdzie to się dzieje, są zatłoczone, zawalone przewalającymi się masami ludzi. Podczas obrad samego kongresu, prelegentów jest tak wielu, że brakuje czasu na to, żeby przemawiali normalnymi słowami i zdaniami. Ich referaty polegają na wykrzykiwaniu numerycznych skrótów, numerów problemów. A dalej jest gorzej, bo bohater zostaje rzucony w przyszłość, gdzie ludzie dosłownie łażą sobie jeden po drugim.
Powieść „Katar”, 1976: akcja dzieje się nie w futurze, ale współcześnie lub może z najwyżej dziesięcioletnim wyprzedzeniem w przyszłość. Bohater jeździ po Europie, przerzuca się z Rzymu do Paryża, pozostajac stale w świecie gęstym od ludzi, zarzucany w rozmowach nowymi projektami, zakrzykiwany przez hałaśliwych ekspertów. (W końcu stanie do samotnej konfrontacji z zabójcą, którego nie ma, ale o tym będzie jedna strona na końcu książki.) Następna była powieść „Wizja lokalna”, tradycyjnie o podróży w daleki kosmos, ale mimo to tłumy, tłumy oraz obrabianie bohatera przez bandę napastników. Zmienia się – w porównaniu z lemowym okresem klasycznym – to, że bohater stale jest przytłoczony przez tłum i zależny od innych ludzi, bądź, jak w „Wizji lokalnej”, przez humanoidalnych obcych, właściwie też ludzi.
W tymże 1976 napisane jest opowiadanie „Sto trzydzieści siedem sekund”, które zdumiewająco naocznie przewiduje nasze czasy: bohaterem jest redaktor gazety, a właściwe operator komputera – komputera, który tę gazetę wydaje i który – jak się okazuje – potrafi to robić bez zasilania informacjami ze światowej sieci informatycznej (tak, Lem przewidział internet i jego zastosowania na 20 lub 30 lat wstecz), gdyż pobiera informację „skądinąd”, również z przyszłości, z jakichś pól informacji. (Ciekawe czy i w tym punkcie Lem okaże się przyszłościowidzem?) Ale nie na to chcę zwrócić uwagę, tylko na szczególną okoliczność: bohater na swoim nocnym dyżurze jest sam. Do kogoś wprawdzie telefonuje, ale nie jest, jak my teraz, oplątany wciskającą się tele-info-gadaniną. Lem przewidział światową sieć informatyczną i uczynił ją tematem i „agentem” swojego utworu, ale nie zauważył, że ta światowa sieć będzie nie tylko redagować gazety, ale przede wszystkim będzie wciskać się nam do oczu, uszu i umysłów.
Sumując: wydaje się, że nie jest już możliwy samotny bohater. Ktoś taki przestał istnieć. W twórczości Lema widać jego zanik; co więcej, zanik samotnego bohatera i samotności bohatera wpłynął na twórczość samego Lema, który po mistrzowsku prowadził swoich bohaterów, kiedy byli samotni, ale nie dawał sobie rady z bohaterami... jak to powiedzieć... UTŁUMIONYMI. Tłum – z realu i przewidywanego przez Lema futuru – wdarł się do jego utworów i ROZŁOŻYŁ JE. Zdekonstruował. Tym tłumaczę niepojęte załamanie się „linii twórczej” Lema, od lat 1970-tych coraz bardziej widoczne.
Pytanie, czy w ogóle science fiction jest możliwa, odkąd samotny bohater stał się fikcją?
◀ Stany szczytowe czyli jak to znieść, że się nie jest bogiem? ◀ ► Gabisia: gdzie te grzyby, lulki, mandragory? ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
