28 grudnia 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Gabisia: gdzie te grzyby, lulki, mandragory?
◀ Czy jeszcze możliwa jest science fiction? ◀ ► Kaczmarka. Obiektywność światów religii czyli „Realność bogów” ►
Czytam artykuł Tomasza Gabisia w witrynie Nowa Debata pt. Enteogeny, eneteogeny. Przedstawia koncepcję enteogenicznego pochodzenia religii. Artykuł ma gęstą treść, wiele cytatów i odesłań do źródeł. Nie chcę go streszczać, tym bardziej, że jest pierwszym z trzech na ten temat.
Przy okazji: ten tekst przyszedł jakby jako odpowiedź na moje przedbożonarodzeniowe narzekania (tu: Co mają czytać poganie?, i tu: Co robić z Bożym Narodzeniem?) wywołane natręctwem katolickiej propagandy zalewającej nas w grudniu. Tak – to jest lektura dla pogan!
Enteogeniczna koncepcja pochodzenia religii jest atrakcyjna; a jeśli miałeś/aś i przypominasz sobie teraz swoje doświadczenia po grzybach, lsd lub ayahuasce, to możliwe, że wydaje ci się ona wręcz oczywistością. Bo tak jest: stany umysłu po enteogenach są „naturalnym środowiskiem” bogów, bóstw, cudów, czarów, niezwykłych mocy, przemienienia świata, widzenia tego, co ukryte, oświecenia, piękna i miłości. Autor w „Enteogeny, eneteogeny” pisze o tym dużo. „Jedzcie ciało moje, pijcie krew moją” – przecież tak mogło powiedzieć – na granicy metafory i faktu! – właśnie bóstwo będące narkotyczną rośliną.
Jednak słabym punktem enteogenicznej religio-genezy jest to, że „wszystko to” jakoś-gdzieś dziwnie poznikało. W chrześcijaństwie św. Paweł czekał na koniec świata, kiedy on sam zostanie „wzięty w obłoki” i jego uczniowie, a to „wzięcie w obłoki” śmiało można czytać jako halucynacyjny odlot. Atrakcyjnie brzmi pomysł, że tym spoiwem, które łączyło i przyciągało Pawłowych wyznawców, tych „tesaloniczan” i „koryntian” nie były dziwaczne egzegezy Biblii, tylko wspólne zażywanie sakramentu z enteogenów. Zresztą sama koncepcja sakramentu jako jedzenia ciała boga w celu uzyskania duchowej przemiany ma sens tylko gdy założyć, że ów bóg jest narkotyczną rośliną lub grzybem. (Bo jak inaczej?!)
Ale jednak chrześcijaństwo NIE przechowało swojego pierwotnego sakramentu z, nie wiadomo, psylocybe, lulka czy mandragory. Ok, zgódźmy się, że tak się stało, ponieważ w tej religii górę wzięła kapłańska duchowa ciasnota i lęk przez nadmiernym fascynowaniem i energetyzowaniem „owieczek”. Ale islam również nie przechował swojego pierwotnego enteogenicznego „napędu”, o ile ten istniał. Konopie, w tym jako haszysz, były wprawdzie znane w cywilizacji islamu, ale przecież zajmowały peryferia tamtej kultury, nie znajdowały się wcale w jej religijno-kultowym centrum. W Indiach dosłownie zapomniano, czym była sławna soma sławiona w hymnach Rygwedy. W Chinach i Japonii chyba w ogóle nie ma śladu łączenia początków tamtejszych religii z enteogenami; jeśli się mylę (a moja wiedza na ten temat jest mała), to proszę mnie napomnieć i skorygować. Jedyne jawnie oparte na enteogenach religie są w tubylczej Ameryce: meksykański peyotl i grzyby, amazońska ayahuasca, andyjska tabaka z drzewa Anadenanthera. „Są”, a chyba bardziej „były”, ponieważ najazd Europy w wielkim stopniu je zniszczył lub zmusił do wewnętrznej emigracji.
Dlaczego enteogeniczne „silniki” religii tak regularnie zanikały?
–To jest pytanie, na które MUSI odpowiedzieć enteogenna koncepcja pochodzenia religii, ponieważ to jest jej najsłabszy punkt. Bo przecież, z drugiej strony, nie jest tak, że środki zmieniające świadomość są wszystkie i wszędzie tępione, zabraniane i wypędzane. Wódka bardzo skutecznie zmienia świadomość, a jest kochana wszędzie poza islamem. Podobnie nikotyna w papierosach.
Enteogeny nie tylko były „dziwnie” zapominane, ale także równie regularnie i „dziwnie” nierozpoznawane. Polscy i inni europejscy chłopi przez tysiące lat dosłownie brodzili w psylocybach porastających ich bydlęce pastwiska – i nic: nie poznali ich. Muchomory na Syberii miały sławę boskiego środka przenoszącego w szamańskie cudowne światy; ta sama nakrapiana czerwona Amanita muscaria rosła i rośnie pod sosnami i brzozami w Europie – i nic, nie poznano jej. Peganum harmala, podobno tak samo skuteczna jak ayahuasca, rośnie (podobno) na całym obszarze suchego buszu i półpustyni, wliczając Morze Śródziemne, Bliski Wschód, Iran, Kazachstan i północ Indii, więc w regionie powstania rolnictwa i najstarszych cywilizacji, i co? – i nic, bo jako enteogenny silnik religii nie istnieje, nie jest znana. Może (ktoś powie) wiedza o enteogenach była TAJEMNA? Odpowiem pytaniem: wszędzie i zawsze tajemna? To kto ją tak utajnił? Czyj spisek i przez tysiąclecia pilnował, żeby się nie odtajniała?
Pytania są retoryczne, spisków nie było. Ale widać, że koncepcja wywodzenia religii z zażywania enteogenów wywołuje nie mniej pytań, niż daje odpowiedzi.
Czytane: Tomasz Gabiś, Enteogeny, enteogeny. Następne teksty TG o tym: Enteogeny po raz drugi, Enteogeny po raz trzeci i ostatni.
◀ Czy jeszcze możliwa jest science fiction? ◀ ► Kaczmarka. Obiektywność światów religii czyli „Realność bogów” ►
Komentarze
Duch Ruty stepowej jest postacią męską, "nauczycielem", bardzo przyjaznym, humorystycznym gawędziarzem.
Przybiera postać Mongolskiego wojownika w złotej zbroi.
Jego sojusznicy:
- Magiczne grzybki
- Rośliny zawierające LSA
- Rośliny zawierające DMT
- Konopie
Jego wrogowie:
- Rośliny atropinowe (bieluń, lulek, pokrzyk...)"
Miraa czyli khat ; Czuwaliczka jadalna (Catha edulis (Vahl) Forssk. ex Endl.; arab. قات qāt) – gatunek zimozielonej rośliny z rodzinydławiszowatych (Celastraceae). Występuje w Afryce Wschodniej i Arabii. Jest również uprawiana.
Roślina znana już w świecie starożytnym. Była stosowana między innymi przez Egipcjan, którzy odkryli jej właściwości stymulujące. Współcześnie stosowana zwłaszcza w Jemenie, gdzie uprawy czuwaliczki jadalnej stanowią ponad 40% wszystkich upraw roślinnych, a jej uprawy są źródłem dochodu dla ok. 90% rodzin jemeńskich. Powoduje zaburzenia potencji .W starożytności i dzisiaj używana przez podróżujących .Pozwala bez snu i wypoczynku utrzymywać czujność przez kilka dni .
Tylko, że problem, który ja podnoszę, jest inny. Dotyczy ruty, nie dotyczy qata, bo nc nie wiem o tym, żeby qat służył jako enteogenny "napęd" którejś religii. Ruta jest jednym z podejrzanych o bycie "somą". I to jest problem, o którym piszę: dlaczego została zapomniana? Oczywiście, jeden przykład zapomnienia enteogenu, który z początku był napędem pewnej religii, można jakoś wytłumaczyć. Ale dlaczego zapomniano WSZYSTKIE?
Przeczytaj, Jarku, proszę mój tekst. Wesołego nowego roku!
~Wojtek
"aby się spełniło, co powiedział Pan przez proroka, mówiącego: Z Egiptu wezwałem syna mego." (Mat. 2,15)
"Z Egiptu wezwałem mojego syna" -- tak pisze Ozeasz 11, 1. Tym "synem" jest oczywiście Mojżesz, bo Księga Ozeasza streszcza historię Izraela i tamten fragment odnosi się do odległej przeszłości, a nie przyszłości, jak uznał "Mateusz".
Na przykładzie tego fragmentu u Mateusza widać, czym jest zarówno jego ewangelia (wzorowana na Markowej) jak i w ogóle wszystkie ewangelie: jest to MIDRASZ, czyli specyficzna dla żydowskiej literatury religijnej technika, polegająca na remake'u wątków i wręcz zdań branych z Pisma, ale układanych w nową całość.
Co do "historycznego Jezusa": skorzystam również z tej okazji i przypomnę, że go nie było. Pisałem o tym więcej w: (Czytanie...) « 1. Doherty'ego: „Jezus, ani bóg, ani człowiek” - kiedy wreszcie ktoś tę książkę wyda po polsku?
Kiedy piszę, że pewien enteogen jest "napędem" lub "silnikiem" pewnej religii, rozumiem przez to, że w tej religii branie tego enteogenu jest główną praktyką, lub przynajmniej jego wzięcie spowodowało, że założyciel lub reformator tej religii postanowił ją założyć lub zreformować. Na pewno qat NIE BYŁ czymś, co regularnie brano podczas agap pierwszych chrześcijan, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo :)
Jaki Jarku wniosek ostatecznie wyciągasz? Czy początkiem chrześcijaństwa były (jakieś) enteogeny -- czy, jak piszesz, "cierpienie"?
Tak samo jak pogląd geocentryczny.
Jest blędna, co nie zmniejsza jej zalet.
PS
Stosowałem rutę stepową jako lek antydepresyjny (była wówczas legalna). Smak istotnie trudny do zniesienia.
Żadnych efektów psychotropowym nie doznałem.
Podobno prasłowianie zażywali surowe, nie obrabiane termicznie nasiona buka (orzeszki bukowe).
Papież Jan Paweł II Drugi w PIEKLE, Pochwycenie [wizja]
Ciekawe, bo to jest współczesne wizyjne ("prosto z nieba"!) remake lub odnowienie chrześcijaństwa wg św. Pawła. (Czyli innego i zapewne wcześniejszego niż to zwycięskie chrześcijaństwo wg Ewangelii wg św. Marka.)
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
