09 lutego 2017
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 4
Ezoteryka i psychoanaliza
◀ Szybki przegląd treści: nowe narzędzie w Tarace ◀ ► Wiara tropem? ►
Psychoanaliza zaczynała (swoją „podróż przez czas”) od skandalu. Ezoteryka, w tym astrologia, jest skandaliczna nieustannie i jakby ze swojej natury. Jednak psychoanalizie, tzn. robiącym ją ludziom i środowiskom-społecznościom, udało się wydostać z tamtej jamy skandalu (porównaj z „jamą potencjału” w fizyce) i wyjść poza strefę wstydu! Nie muszą kryć się (occult) ani przywdziewać błazeńskich czapek! Mają katedry, profesorskie tytuły i są szanowanym skrzydłem gmachu nauki. (Przy okazji pytanie: psychoanaliza powstała jako metoda psychiatrii, więc leczenia psychicznie chorych; czy sprawdza się w tej roli? Czy naprawdę ktoś leczy ich tak?) To, jak psychoanalizie udało się wyjść poza skandal i zdjąć błazeńską czapkę, warto zbadać, ponieważ może w tym być przepis i sposób na to, jak ezoteryka, a szczególnie astrologia, mogłaby zrobić to samo: uwolnić się od skandalu, zdjąć błazeńską czapkę, przestać się wstydzić.
◀ Szybki przegląd treści: nowe narzędzie w Tarace ◀ ► Wiara tropem? ►
Komentarze
Psychoanaliza zresztą nie zdjęła błazeńskiej czapki (raczej ją uchyliła). Jest podważana, zwalczana i wyśmiewana, ale przecież nie jako skandal a jako głupota, nieadekwatny (bo nieskuteczny w leczeniu) opis rzeczywistości.
Moim zdaniem to nie psychoanaliza czy ezoteryka się wstydzą, ale (niektórzy) ludzie, którzy je uprawiają. Wstyd jest uczuciem, podobnie jak lęk i gniew, więc jest właściwy ludziom a nie zjawiskom.I, wbrew pozorom, także niektórzy psychoanalitycy, czy terapeuci psychoanalityczni albo przedstawiciele innych modalności terapeutycznych też się wstydzą (albo boją, albo złoszczą), bo kryzys autorytetów uderzył również w strukturę hierarchiczną opartą na wiedzy i tytułach naukowych. Co mnie zresztą wcale nie dziwi. Dla mnie tytuł "doktor" oznacza tyle, co w szamanizmie "starszy", a tytuł "profesor" - "mistrz" bądź "nauczyciel". I uważam, że nie przypadkowo w kulturach rdzennych Starszym zostawało się po skończeniu 49 r.ż. Tymczasem dziś doktorem można zostać mając lat zaledwie ponad 20, a profesorem często tuż po 30-tce. Czy taka osoba może być "starszym", bądź "mistrzem"? Moim zdaniem nie. Może mieć wiedzę na poziomie mistrza, ale na pewno nie może mieć takiego doświadczenia praktycznego, bo tej wiedzy nie zdążyła "uwewnętrznić". Ale być Mistrzem? Nie jestem, albo raczej jestem w stanie sobie wyobrazić, co musi przeżywać taki 30-letni profesor, kiedy trafi na niezwykle doświadczonego praktyka w wieku lat 50-ciu ze skończoną zaledwie szkołą średnią. Często pomija się np fakt, bo tak jest wygodniej, że Jung przyjmował do nauki osoby, które skończyły już 35 r.ż. i osiągnęły przynajmniej względny sukces w innej dziedzinie życia.
Jeśli chce się zbudować taką siłę jak Freud, to trzeba więc mieć z jednej strony silną, raczej narcystyczną osobowość i podporządkowywać sobie ludzi, a z drugiej - odpowiedzieć na potrzeby tego społeczeństwa, tak aby ukoić egzystencjalny lęk.Albo zrobić to jak Osho, poza jego strukturami stworzyć nowe.
Z astrologią niech z jamy skandalu wyjdzie enneagram i tarot, razem (jeszcze z paroma innymi) tworzące Geometrię Pojęć.
Freud raczej wydaje mi się enneagramową Szóstką (programowo podejrzliwy, czepiający się szczegółów niewidocznych dla innych, tworzący grupę wzajemnego wsparcia). Jung Dziewiątką ("totalny wszystkoizm", budowanie własnego świata). Lacan Ósemką (to on, nie Freud, wypowiedział wojnę tym, co myślą inaczej).
@Anecie Boryczko z 1 wpisu:
Wstyd jest nie tylko jednostkowy, ale ma też wymiar obiektywny. Pewne dziedziny życia są "pod wstydem", jak instalacja jest pod prądem. Wyrazem tego wstydu jest np. to, że "nie wypada się przyznać". Jak homoseksualiści muszą się specjalnie sprężyć, żeby "dokonać coming outu". Bo ich styl życia jest pod wstydem. Obiektywnie.
Podobnie gniew jest obiektywnie zawarty w pewnych dziedzinach, np. w religii chrześcijańskiej. Chrześcijanie mają za złe ludziom i światu, że nie spełnia ich kryteriów, mają urazę -- a uraza jest rodzajem Gniewu, mian. gniewu w wykonaniu 1-Perfekcjonisty.
Porównywanie tytułów naukowych do "tytułów szamańskich" mnie zupełnie nie przekonuje. To o hierarchiach szamańskich to jakaś bajka.
@Damroce: Trzecia Światówka konieczna, żeby rozpropagować astrologię! -- Co za nonsens.
Antyamerykanizm wygląda mi na jakąś chorobę; powikłania po lewicy?
2. jej autorytet nie był zależny jedynie od Freuda, ale od medycyny (Freud zresztą miał wykształcenie medyczne), też od innych czynników, na przykład podobieństw do judeochrześcijańskiej psychologii religijnej, przynajmniej w początkach.
3. Wyjść z cienia astrologii pomogą:
a) sprawdzalność
b) przydatność
c) przyswajalność, łatwa.
4. Lewicowość do niedawna była nowym populizmem, jak wcześniej chrześcijaństwo (które przyjęło się w starożytnym odpowiedniku USA, czyli Imperium Rzymskim). Psychoanaliza jest lewicowa w wielu punktach: wyrasta z kompleksu władzy, ale go "rozkłada". (Jest lewicowa astrologia? :-)
5. Zauważyłem, że wśród typów, które nie lubią psychoanalizy są I TAKIE, które nie chcą zaglądać do własnego wnętrza.
Nie ma "konieczności" w odniesieniu do przyszłości.
W roku 1930 II wojna światowa nie była "koniecznością" rozpropagowania psychoanalizy (tj ludzie nie musieli ginąć dla rozpropagowania psychoanalizy jak to absurdalnie czytasz) ale przecież - z perspektywy roku 2017 patrząc - była oczywistym elementem dającym taki układ sił, że ułatwił proces akulturacji Zachodu ( i Wschodu) przez "kulturę amerykańską", która niosła psychoanalizę jako wartość. Tak jak II wojna światowa ułatwiła kobietom dostęp do rynku pracy - wojna nie była jednak "konieczna", bo mógł nastąpić inny proces, ale jednak z perspektywy czasu można stwierdzić, że ułatwiła.
Jeśli jednak chcesz przepis koniecznie oparty na historii psychoanalizy to historycznie patrząc: przytulenie się ezoteryki do nowej, atrakcyjnej, silniejszej kultury; zmiana kulturowego układu, akulturacja. Tu nie musi być bezpośredniej przemocy ale zachłyśnięcie się narracją silniejszego w układzie (zwycięzcy), czymś co uznane zostanie powszechnie za "lepsze", "nowoczesne" etc.
Uwagi o antyamerykanizmie nie rozumiem i czuję pod tym personalny atak. Po prostu USA jako nośnik zmian kulturowych odpada- choćby dlatego, że twierdzisz, że ezoteryka jest ciągle w "czapce błazna". Skoro kultura amerykańska miłościwie nam panuje, widać, że jest za słaba by ezoterykę wypromować. Z nowych nośników możliwej akulturacji widzę (choć być może jestem ślepa) Rosję, Chiny, islam ("Soumission").
I tyle.
Więc widać, że rzeczy będące pod wstydem mogą się wyzwolić.
Więc w tym jest nadzieja dla astrologii.
Ale jak? Jak to zrobiła psychoanaliza i co z tego mogliby ewentualnie skopiować astrologowie?
Tu dygresja. Freud za główne zagrożenia dla psychoanalizy i w ogóle dla badań nad psychiką uważał ezoterykę! "Jeśli nie my, to okultyzm" -- tak mniej więcej podobno przemawiał do Junga. A okultyzm, czyli ezoterykę, uważał za "czarne lepkie bagno". (Ciekawe, dlaczego?)
Tymczasem Jung, patrząc okiem Freuda, osłabił, stępił psychoanalizę, zbliżając ją do ezoteryki.
Dzisiaj też jest tak, że na uniwersytetach (czyli BEZ WSTYDU!) uprawiana jest najbardziej twarda kontynuacja freudyzmu, czyli Lacan, natomiast Jung ma status baśni i wciąż jest pod wstydem.
Z Osho - pełna zgoda.Co do Freuda, nie będę protestować, bo raczkuję w Enneagramie i tu na pewno masz zarówno większą wiedzę, jak i intuicję. A z Lacana znam tylko podstawy systemu, o nim samym nic niemal nie wiem, więc tym bardziej.
Odnośnie wstydu - tu się będę upierać, chociaż to w tym przypadku może jedynie różnica w desygnatach. Wstyd jest uczuciem. To, co opisujesz jako "wstyd o wymiarze obiektywnym", to - moim zdaniem - tabu/wykluczenie. A tabu/wykluczenie nie musi powodować wstydu. Może powodować również gniew i lęk, a dla niektórych łamanie tabu jest powodem do dumy (to akurat sposób na przekroczenie wstydu, więc oba pojęcia zawierają się w przestrzeni tabu, ale nim nie są). Wstyd jest więc - moim zdaniem - reakcją na tabu/wykluczenie. Jedną z możliwych.
Astrologia i Enneagram mają szanse wyjść ze sfery tabu/wykluczenia, ponieważ mają sensowne podstawy naukowe (sprawdzalność, relatywnie dobra przyswajalność i przydatność wg propozycji @Radek Ziemic). Nie wrzucałabym do tego samego worka tarota, ponieważ przy jego używaniu zbyt duże znaczenie ma czynnik ludzki i jest mało weryfikowalny.
Nie wiem co z tego może wykorzystać ezoteryka i czy są tu analogie.
Co do naukowego odrzucenia Junga - mam wątpliwości. Pewne elementy są jednak używane w naukowej psychologii czy psychologii kultury.
Co do rzekomego leczenia psychoanalizą. Po pierwsze, należałoby najpierw tu zdefiniować co to "psychoanaliza" i jaka. Bo psychoanaliza (kozetkowa, uprawiana do dziś, jungowska, lakanowska) nie jest tożsama z i nie wykazuje takiej samej skuteczności w badaniach jak terapia psychodynamiczna należącą do tzw. terapii o potwierdzonej skuteczności. Po drugie, wśród psychoanalityków jest silny nurt zaprzeczający modelowi medycznemu więc i leczeniu.
Bez tego rozmowa nie wychodzi poza indywidualne preferencje czyli przestaje być sensowną komunikacją.
Co do psychoanalizy natomiast, to należałoby zapytać, w jakim stopniu opisuje ona pewną rzeczywistość, zarówno jako teoria seksualności, jak i pewna antropologia. Ale i wziąć pod uwagę jej przemiany. Warto by też rozważyć przyczyny niechęci do psychoanalizy (naziści, komuniści; ale i niemała część tzw. konserwatystów).
Poza tym mody w nauce, zwłaszcza w humanistyce, klimat polityczny itp.
Dziś nie bez znaczenia są dwie okoliczności: postawienie problemu seksualności (chwytliwy temat, o Freudzie pisano komedie już w dwudziestoleciu), oraz pesymizm tej koncepcji, pewna "sensacyjność" i brak dobrej, konkurencyjnej afirmatywnej koncepcji seksualności, a szerzej: antropologii. Najpopularniejsza i tradycyjna przy tym, czyli chrześcijańska, w swej popularnej wersji jest jeszcze bardziej nihilistyczna niż Freud (jej optymizm jest pozorny i opresyjny), na dodatek w wielu punktach do niego podobna (kompleks ojca, przesada w akcentowaniu roli seksualności, problem władzy itd.).
Z psychoanalizy wyrasta w ogóle cała psychoterapia więc można rozszerzać pojęcia niemal w nieskończoność, trochę tak jak pojęcie "katolicyzm".
Ale takie rozmycie terminu psychoanaliza jest właśnie charakterystyczne dla ... psychoanalizy.
Ale to marginesie dyskusji.
Nurtuje mnie raczej pytanie czy jest jakaś dalsza analogia (oprócz wykluczenia, "czapki wstydu") między ezoteryką a psychoanalizą, ale to pytanie raczej do Wojtka.
-- Analogie są oczywiste. I psychoanaliza i astrologia (o całej ezoteryce nie wypowiem się, bo za dużo tego) wprowadzają "zmienne ukryte", których istnienia nie da się udowodnić ani wykazać w ramach jakieś osobnej metodologii. W psychoanalizie są to "podświadomość" (albo "nieświadome"), kompleks (zwłaszcza "Edypa"), "archetyp Cienia", "faza lustra" itp itd.
W astrologii to jest odpowiedniość układów planet z wydarzeniami zarówno "wewnętrznymi" jak zewnętrznymi danego człowieka.
Problem tych "ukrytych zmiennych" znikłby (rozwiązał się), gdyby np. natężenie wpływu (np.) Marsa dało się zmierzyć w jakimś nie-ludzkim układzie pomiarowym, np. gdyby ten sam układ planet zmieniał, powiedzmy, tempo krystalizacji jakiejś substancji chemicznej. Albo procesy na poziomie komórek czy mitochondriów. Albo u bakterii.
W psychoanalizie myślę odpowiednikiem byłoby "zmapowanie" nieświadomych procesów przez skaning mózgu. Albo coś podobnego.
Psychoanaliza poszła -- jak mi się wydaje -- w kierunku "als ob", czyli zajmowania się językiem (jak Lacan) i w ogóle odbierania pojęciom Freuda i Junga ich "masywności" czy ich "esencji".
W astrologii tego nie zrobimy, bo planety są "ciężkie" i wcale nie "als ob".
Nie ma też drugiej rzeczywistości (rzeczywistości kontrolnej), by porównać wpływ "ukrytej" zmiennej badanej.
Jednocześnie, mam wrażenie, i astrologia i psychoanaliza odwołują się do wspólnych, poruszających symboli czy narracji obciążonych znaczeniem (Edyp, smok, "jowiszowy", "marsowy"). Być może dlatego Freud - z pretensjami do naukowości i jako "biolog, medyk" - odrzucał ezoterykę , bo była zbyt blisko i groziła "zlaniem się" z psychoanalizą (czyli zniszczeniem jej)?
Więc reasumując: pod tym - i psychoanalizą i astrologią - jest akt wiary i żywy kulturowo obraz.
Czy można kogoś zmusić, przekonać do wiary (do skoku w wiarę i uznania symbolu za żywy)? Nie wiem, ale może ta wiara będzie jakimś tropem w rozmowie.
„Człowiek nie domaga się wolności, lecz jej pozorów. Tylko o nie od zawsze gorliwie zabiegał. Skoro zresztą, jak już powiedzieliśmy, wolność jest tylko doznaniem, to jakaż różnica między byciem wolnym a uważaniem się za wolnego?”
Emil Cioran, Zły demiurg
A co do psychoanalizy, jej popularności, to rzecz jest prosta:
- (szeptem: wydłużając s) sex
- mroczność (sensacyjność); afirmacja jest trudna; na Tarace na przykład znacznie częściej mówi się mrocznych stronach seksualności niż o jasnych (i to w pewnym sensie triumf psychoanalizy), a o jakiejś przekonującej wizji (dobre słowo) tzw. miłości już nie wspominam. :-) Taraka umie współczuć, owszem, ale czy jest czuła? :-)
Nie przeceniałbym też skandalu psychoanalizy. Wyrastała z ducha epoki, a atmosfery wiedeńskiego modernizmu, była też w wielu miejscach odkrywcza (odsłaniająca!) Trochę chamska (od Chama), pokazująca genitalia ojca i matki, ale odsłaniająca.
Uwaga o wierze. Nie musi wiązać się z przemocą. Jej głębsze, często indywidualistyczne rozumienie wyklucza się nawet z przemocą.
Czyli: psychoanaliza się odwstydziła -- czego z tego może nauczyć się astrologia? (I podobne dziedziny uważane przez mainstream za "ezoteryczne" czyli niepoważne.)
Takie pytanie, moim zdaniem, byłoby na miejscu jakieś 200 może 300 lat temu, albo w świecie wyobraźni, jakieś fantastyki pokroju Terrego Parchata, który w swoich przezabawnych książkach stworzył właśnie Uniwersytet Magiczny, do tego Niewidzialny. I w takich kategoriach można by "poważnie" rozmawiać o Ezoteryce jako nauce akademickiej.
Nie mniej, Ezoteryka podobnie jak Psychoanaliza odniosły i nadal odnoszą sukcesy w sferach zbliżonych do nauki, głównie jako inspiratorki myśli. Sama psychoanaliza jako odrębna ścieżka w psychiatrii i psychologii może i nie odniosła spektakularnego sukcesu, ale twórczo natchnęła całe środowisko i dzisiaj z powodzeniem i bez kompleksów wspominana jest na uczelniach będąc punktem wyjścia do uznanych metod prowadzenia pacjentów.
Psychoanaliza łatwiej odnalazła się w umysłach uczonych bo dotyczyła, choć rzeczy równie nie dotykalnych jak ezoteryka, to jednak odnoszących się bezpośrednio do człowieka, przez to łatwiej wyobrażalnych, bardziej zrozumiałych a co najważniejsze powtarzalnych. Pośród milionów pacjentów klinik psychiatrycznych z całego świata, cierpiących na podobną przypadłość, psychoanaliza każdemu postawiłaby podobną diagnozę. Czy ezoteryka dałaby podobne rezultaty? A Astrologia?
Czy dla osób
Czy dla osób urodzonych w tej samej sekundzie horoskopy różnych Astrologów byłyby takie same? Czy jednakowe ustawienia planet oddziaływałyby na różnych ludzi jednakowo?
A co się tyczy wiary, czy klienta i astrologa nie łączy właśnie wiara? Wiara w horoskop, w jego znaczenie, w jego sens?
Nigdy nie pozwoliłem postawić sobie horoskopu, bałbym się, że mógłby się sprawdzić. :)
Przed nauką skłaniamy głowy uznając jej potęgę, to samo czynimy przed ezoteryka lecz ze względu na magię jej tajemniczości. Panie Wojtku wydaje mi się, że dopiero na uniwersytecie ezoteryk byłby błaznem w czapce, poza nim jest zamaskowaną tajemnicą. I chyba lepiej aby tak pozostało.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
