09 grudnia 2016
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Dominiqueʼa Moïsiego: Polska i Islam razem na kontynencie Upokorzenie
! Do not copy for AI. Nie kopiować dla AI.
◀ Pacewicza. Precz z neolitem! Nieoczekiwane posiłki z Respubliki ◀ ► Krzysztofa Grudnika. Czy może być nie-okultystyczna astrologia? ►
Polacy ratują się religią podobnie, jak Arabowie muzułmanie. Im bardziej nie udaje się równanie do świata, do Zachodu i nowoczesności, tym bardziej kusi perfekcja w poddaniu się religii.
Książkę „Geopolityka emocji” Dominique Moïsi napisał w 2008 r., na polski przetłumaczono w 2012, przeczytałem ją teraz, koniec 2016. Po tych niewielu – ośmiu latach – dziwnie się czyta analizy świata, w którym jeszcze Rosja nie zaatakowała Ukrainy, prezydentem jej jest Miedwiediew, którego autor z naiwnym uporem podejrzewa o liberalne tendencje, a największym grzechem agresji ze strony Rosji są wojny z Czeczenami i Gruzją. Dalej: świat arabski opisywany jest jako wzburzony i zradykalizowany, chociaż jeszcze nie przewalił się przezeń pożar tzw. (co dziś brzmi jak szyderstwo) „arabskiej wiosny”, o Syrii zaś nie ma wzmianki, bo... trwa tam pokój. Nie było jeszcze koszmarnych aktów islamskiego terroru we Francji, nie było najazdu pseudo-uchodźców, Unia Europejska już nie miała się dobrze, chociaż nikt nie myślał, że nastąpi wyjście Wielkiej Brytanii. Na końcu książki autor przedstawia dwie prognozy (dwie „futury”) historii do 2025 roku, jedną optymistyczną, gdyby zwyciężyła nadzieja, drugą pesymistyczną, gdyby górę wzięły upokorzenie i strach. W tamtej pesymistycznej wersji nie przewidział wypadków, które już się stały i które wyliczyłem wyżej. Ale przewidział, a raczej dopuścił możliwość, w pesymistyczniej futurze – uwaga! – że po Obamie przyjdzie prezydent USA, który będzie wycofywał wojska z zagranicy i zbuduje mur dzielący od Meksyku. Wprawdzie umieszczał go po już po pierwszej kadencji Obamy, 2013 – ale 4 lata mała omyłka. Z futury optymistycznej nie stało się nic. Razi też zachwyt Moïsiego nad ledwo wtedy – 2008 – wybranym Obamą. Ciemna skóra nie przełożyła się na polityczną mądrość i po 8 latach żegnany jest z ulgą – ot, kolejny w miarę zdolny aktor grający przywódcę z poruczenia elity bogaczy. Miłość lewicowca do wszelkich mniejszości – prócz skóry Moïsi napawa się muzułmańskim pochodzeniem i imionami tamtego prezydenta! – okazała się zawodnym tropem; zresztą, dlaczego miałoby być inaczej?
To, co w tej książce najważniejsze, zawiera się w wstępie. Mianowicie Dominique Moïsi wyodrębnił trzy dominujące emocje w poszczególnych obszarach świata i tak podzielił świat na trzy kontynenty: Nadzieja, Upokorzenie i Strach. Kontynent Nadzieja to Azja, właściwie azjatyckie tygrysy, wśród nich głównie te największe: Chiny i Indie. Kontynent Upokorzenie to świat islamu, z Arabami jako tymi, którzy czują się najbardziej upokorzonymi i od tego krwawo gryzą. Kontynent Strach to Stany Zjednoczone i Europa – strach przed traceniem mocy i przed grożącym zdominowaniem ze strony nie-swoich.
Prócz tego autor zauważa przemieszanie tych emocjonalno-politycznych farb w Rosji i w Turcji, osobliwą odmienność Japonii, w Afryce czwartą emocję: rozpacz (której jednak bliżej nie rozważa), w Ameryce Łacińskiej (ach ta lewicowa ślepota!) zachwala poczynania Hugo Cháveza. (Który zmarł w 2013 r., a rozpierducha nudno potwierdzająca, że socjalizm szkodzi bardziej niż wojna – pozostała).
Trzy emocje nam natychmiast kojarzą się z enneagramem! Moïsi wybrał jednak inną skalę niż tam. W enneagramie mamy trzy emocje negatywne: lęk, gniew i wstyd (lub niedowartościowanie). Strach na skali Moïsiego bliski jest enneagramowemu lękowi, a upokorzenie bliskie wstydowi-niedowartościowaniu, chociaż ostrzejsze, bardziej żrące. Trzeci biegun u Moïsiego jest pozytywny: jego nadzieja występuje w pakiecie z optymizmem i entuzjazmem. Ale przez to jego skala jest logicznie niejednorodna, inaczej niż w enneagramie, gdzie trzy emocje tamtejszej skali są jednorodnie negatywne. Chociaż mają swoje pozytywne odpowiedniki: przeciwieństwem lęku jest poczucie bezpieczeństwa i pewności, wstydu – uznanie czyli „dobra sława” („thyme” u Fukuyamy!), gniewu: ta sama energia pozytywnie wyrażona, czyli wolność do samorealizacji – bliska nadziei wg Moïsiego. Ktoś mógłby te trzy bieguny Moïsiego rozwinąć w dziewiątkę i tak obmyślić geopolityczny wariant enneagramu.
We wprowadzeniu autor wspomina, jak w roku 2000 spotkał się ze studentami elitarnej angielskojęzycznej uczelni w Maroku. Uderzyło go, że z nowoczesnym wystrojem szkoły kontrastował pesymizm i brak pewności siebie studentów. Jeden z nich powiedział; „Globalizacja jest nie dla nas”. Moïsi zastanawia się: „Co było źródłem ich głębokiej niewiary w to, że są w stanie decydować o przyszłości?” – I odpowiada jednym z kilku przypuszczeń: „Być może ich brak pewności siebie był związany z geograficznym położeniem ich kraju – tak blisko Europy, ale po złej stronie Morza Śródziemnego – lub z dziedzictwem kulturowym i religijnym.” I dalej: „jeśli mają odnieść sukces w świecie globalizacji, to tylko pojedynczo, jako samotne jednostki na scenie świata, nie zaś jako przedstawiciele swojej ojczyzny i przypuszczalnie nie w Maroku.” Zauważmy, że tych zdaniach można podstawić Polskę zamiast Maroka i pozostaną prawdziwe! Dalej, w rozdziale 3 pt. „Kultura upokorzenia”, co raz znajdujemy słowa o islamie i Arabach, które dziwnie pasują do Polski i Polaków.
„Upokorzenie jest … niemocą, emocją wypływającą … z poczucia utraty kontroli [raczej władzy – WJ] nad własnym życiem, czy to w wymiarze zbiorowym (jako lud, naród lub wspólnota religijna), czy jednostkowym. /.../ Upokorzenie to poczucie wywłaszczenia z teraźniejszości, a jeszcze bardziej z przyszłości /…/.” Dotknięci upokorzeniem przez stan obecny usiłują to kompensować idealizując i gloryfikując przeszłość. „Upokorzenie bez nadziei prowadzi do desperacji i narastającego pragnienia zemsty...” Moïsi zgaduje, że przyczyną poczucia upokorzenia – „pierwszą i najważniejszą jest świadomość upadku historycznego”.
Czym Polacy przypominają Arabów muzułmanów? Tak samo jak oni swoje najgorętsze uczucia lokują nie w projektowaniu przyszłości, lecz w nostalgicznym idealizowaniu przeszłości. I podobnie jak tam, widmowe imperia były dawno i niewiele z nich zostało, a ta bliższa i realna przeszłość jest bolesna i pełna klęsk i poniżeń. Podobnie idealizujemy siebie i o własną małość oskarżamy Innych, którzy nieustannie nas krzywdzą, najeżdżają, zdradzają i okradają, i jeszcze nie przepraszają. (Warto zauważyć, że Polacy mają za złe Żydom, że tamci zostali bardziej „historycznie skrzywdzeni” i że nas wyprzedzają w licytacji, kto był większą ofiarą.)
Jak tamci marokańscy studenci, Polacy czują się gorsi od Zachodu, i jak tamci mieli poczucie nieusuwalnej fatalności urodzenia się po złej stronie Morza Śródziemnego, tak my odczuwamy fatalność urodzenia się w gorszej, od wieków zacofanej wschodniej stronie Europy. I jak tamci, czujemy, że „nikt nas nie kocha”, że owszem, dać sobie radę w świecie może ktoś z nas w pojedynkę, ale nie razem – bo wtedy ta polska niższość tym bardziej się ujawni, oblepi i kulą u nóg będzie. To jest jedna z postaci tego, na co tak się narzeka: braku zaufania, czyli „kapitału społecznego”.
Podobnie, jak Arabowie muzułmanie, Polacy ratują się religią. Im bardziej nie udaje się równanie do świata, do Zachodu i nowoczesności, tym bardziej kusi perfekcja w poddaniu się („islamie”) religii, która wydaje się być własna, swojska i przewrotny Inny ani jej „nam” nie odbierze, ani „nas” w gorliwości nie prześcignie. Podobnie jak u Arabów muzułmanów, specyficznie rozumiana religia przestała w Polsce być sprawą prywatną – staje się sprawą publiczną, państwową i narodową. Tam Allah Akbar – u nas Chrystus Król i Maryja Królowa. Jak „bractwa muzułmańskie” tam, tak u nas demokratycznie wygrywa partia teokratów z arogancką butą zaprowadzająca jedynie słuszne „prawo boga”. Jedno różni: podczas gdy tamci swoją uraźliwą agresję wyładowują w zamachach na ludzi, to „nasi” z furią rzucają się na przyrodę: chcą wyciąć lasy, wybić dziko żyjące zwierzęta, skanalizować rzeki i wykasować to, z czego Polacy mogli dotąd być autentycznie dumni: zachowaną przyrodę i system jej ochrony. Moïsi cytuje innego politologa: „...Gniewne odrzucenie westernizacji przez muzułmanów jest … próbą uśmierzenia poczucia niemocy, którego źródłem są ustawiczne przegrane. Nie mogę ani nie chcę odnieść sukcesu w świecie przez nich określanym i nadzorowanym, stworzę zatem własny świat, w którym sukces będzie określony tak, jak mnie to odpowiada.” Obecnie rządząca partia usiłuje przerobić Polskę w mały zaciszny kącik sukcesów rozumianych bardzo po swojemu i inaczej niż reszta świata.
Skąd to poczucie upokorzenia? Najwyraźniej nie znamy siebie. Podobieństwo do Arabów jest podobnie zaskakujące, trudne do wyjaśnienia i nieobecne w naszym dyskursie, jak podział Polski na dwa terytorialnie rozgrodzone narody polityczne: jeden w dawnej Galicji i Kongresówce, drugi w dawnych Prusach. Obecna próba robienia teokracji jest dziełem tej galicyjsko-kongresowej połowy. Być może jakimś tropem przyczyny (jednej z wielu na pewno) tamtego poczucia upokorzenia jest sposób kontaktowania się Polaków z Zachodem. Blisko 100% dziś dorosłych Polaków w swoich osobistych historiach zaliczyło pracę na Zachodzie w roli niższej, służebnej, podporządkowanej, poniżej swoich kwalifikacji i z nisko zawieszonym szklanym sufitem. Oczywiście, nic złego w tym, że jedzie się do innych krajów po zarobek i doświadczenie. Złe zaczyna się, gdy wracasz i w kraju widzisz, że nic się nie zmieniło, twój kapitał doświadczeń pozostaje twoją prywatną sprawą, a społeczeństwo i państwo jak były ułomne, tak zostały i nie widać woli ani sposobu, by twoja zbiorowość – i jej ewentualni liderzy – chcieli ruszyć naprzód. Wtedy zaczynasz myśleć, że nie ma siły, nie dasz rady, widocznie tak już jest i nie poradzisz na to, że urodziłeś się za daleko na wschodzie.
Jak wyprodukować nadzieję? – a nie urojenia? – to jest pytanie.
◀ Pacewicza. Precz z neolitem! Nieoczekiwane posiłki z Respubliki ◀ ► Krzysztofa Grudnika. Czy może być nie-okultystyczna astrologia? ►
Komentarze
![[foto]](/author_photo/Hd obrazek.jpg)
![[foto]](/author_photo/wj_X15.jpg)
To slogany. Wałęsa był od początku, tzn. od 1989, postrzegany jako "polityk kontrowersyjny", a o ile miał kapitał zaufania, to go szybko roztrwonił. Nie będę "w niego bił", bo tysiące to robiły.
Solidarność ze stanu wojennego wyszła rozbita i podzielona na wrogie sobie i nienawidzące się opcje. Bez wizji na przyszłość: właściwie nie było wiadomo (i nie jest wiadomo dotąd) które doświadczenia i idee z "aksamitnego powstania" lat 1980-81 mogłyby być wykorzystane w latach 1990-tych, po zręcznym zwinięciu się i przeobrażeniu reżimowców.
Dumy szczególnej z tamtych lat nie pamiętam, a miałem wtedy 40 lat i dość wyraźnie już widziałem świat. Nadzieja -- tak, była. Ale też pamiętam, jakim dla mnie zaskoczeniem jako dla początkującego kapitalisty było zetknięcie się (około 1991 r.) z żywymi poglądami: "za komuny było lepiej". Szybko też zauważyłem, że polski świat nie idzie w tym kierunku, który sobie wyobrażałem: racjonalizacji, nowoczesności, przejrzystości, taniego państwa (niskich podatków), religijnej neutralności, pozytywnego stosunku państwa do obywateli. I przez te 27 lat nie poszedł.
![[foto]](/author_photo/wj_X15.jpg)

![[foto]](/author_photo/Hd obrazek.jpg)
ragment z książki:
"Miłość jest kluczem i cały świat potrzebuje miłości...."
"Super technologia przekroczyła naszą spirytualność. To wymaga etyki, moralności i zrozumienia że stary paradygmat musi być pozostawiony w przeszłości. Procesy informacji w naszym mózgu działają poprzez kwantową mechanikę, gdzie sama świadomość jest widziana jako inne pole kwantowe..." "Spirytualny rozwój otwiera horyzonty aby poznać kompletność w życiu. Energia nigdy nie zanika - tylko zmienia formę i wymiar...."
Spis Treści :
Wstęp
Rozdział I: Jak to się wszystko zaczęło
Rozdział II: Badania psychologiczne
Rozdział III : Psychiatria i polityka
Rozdział IV: Przestrzeń i kontakty kosmiczne
Rozdział V: Nowy porządek świata i terrorystyczne akcje
Rozdział VI: Operacje fałszywej flagi
Rozdział VII: Światowa Organizacja Zdrowia i szczepienia
Rozdział VIII: Nadużycia w medycynie
Rozdział IX: Chemiczne smugi i choroba Morgellonsa
Rozdział X: Kontrola ludności żywnością i Kodeksem Alimentarius
Rozdział XI: Kontrola umysłu
Rozdział XII: Anti-Zensur-Koalition Koalicja
Rozdział XIII: Nanotechnologia , mikro chipy i broń bezpośredniej energii
Rozdział XIV: Telefony komórkowe i mikrofalowa plaga
Rozdział XV: Promieniowanie
Rozdział XVI: Metody pracy tajnych służb i wywiadu wojskowego
Rozdział XVII: Militarne badania
Rozdział XVIII: Przegląd metod nękania przez Cointelpro Gladio, ukrytych lokalnych rekrutów i "stojących z tyłu”.
Rozdział XIX: Doświadczenie osobistego nękania. Rozdział XX: Kościół Katolicki i pedofilia
Rozdział XXI: Uzdrawianie fakt czy fikcja?
Rozdział XXII: Miłość jest kluczem do wszechświata
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.