11 grudnia 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 2
Kostaryka zabroniła polowań – kiedy Polska, kiedy Europa?
◀ Sen o węglu ◀ ► Widzenie wszystkiego naraz ►
Kostaryka zabroniła polowań – w portalu Rzeczypospolitej przeczytałem: „Kostaryka stała się pierwszym krajem Ameryki Łacińskiej, w którym wprowadzono zakaz polowań. Ten zamieszkany przez 4,5 mln ludzi kraj znany jest z polityki ekologicznej; 25 proc. obszaru Kostaryki stanowią parki narodowe i rezerwaty przyrody.”
Kiedy zabroni się polowań w Polsce? I w całej Europie?
Jeśli dla naszych patrzących na świat przez lufę wącholi i licznych wśród nich polityków byłoby to za dużym szokiem, to można spróbować zakaz wprowadzać etapami. Najpierw bezwzględnie zabronić strzelania do ptaków – wszystkich, w tym gęsi i kaczek. Ogłaszać poszczególne lasy, gminy i nadleśnictwa strefami wolnymi od zabijania – i doprowadzić do tego, żeby taka praktyka stała się przedmiotem lokalnej dumy, zaś brak takiej strefy – obciachem.
Jak widać, warto naśladować nie tylko Jankesów i Niemców. Przykładem od którego można się uczyć, bywa, jak widać, także „taka” Kostaryka, kraj wielkości 1/6 Polski i o połowę (na głowę) uboższy. Widać, że świat rozwija się, także moralnie, podczas gdy „my” tkwimy w zastoju, przesądach, głupocie, stadnych odruchach, iluzjach „lepszości” i w małpim stosunku do świata, którego jednym z haniebnych przejawów jest strzelanie do zwierząt, drugim zaraz po nim dyskryminowanie kobiet, trzecim zrzucanie śmieci do lasu lub na pole sąsiada, czwartym sikanie na ulicy.
Na początek proponuję akcję: „Zero głosów na polityków-morderców zwierząt!” A może w ogóle na żadnych obecnych polityków?

◀ Sen o węglu ◀ ► Widzenie wszystkiego naraz ►
Komentarze
W Europie zachodniej myślistwo jest bardziej popularne niż w Polsce, nawet w takiej "postępowej" Szwecji zakaz polowań jest nie do pomyślenia. Tym bardziej we Francji, że o Hiszpanii czy Włoszech nie wspomnę.
Przypuszczam, że jak zwykle zakaz zacznie się, i skończy na Polsce, liderce wszelkich zakazów.
Witaj Wojciechu,
dziękuję za słowo o Kostaryce i za słowo w obronie tych, którym bronić się trudniej niż nam - ludziom.
Nie chcę rozwodzić się tutaj nad własnym stosunkiem do tych spraw, bo to nie miejsce. Napiszę tylko, że mam nieprzemożne przeczucie, iż więcej możemy zyskać dzięki zwierzętom żywym niż martwym. O wdzięczności tych istot niejedna baśń mówi i niejedna legenda. Ja baśniom wierzę.
Czasem mam wrażenie, że to my jesteśmy braćmi mniejszymi tamtych. W wielu sprawach (także moralnych) to one przewyższają nas, a w wielu tak bardzo są na równi z nami. Można by rzec - w ludzkich sprawach...
Pozdrawiam niezmiennie serdecznie -
- Agnieszka W.
Czy zakazy pojedynkowania się, bicia żon i dzieci, samosądów, nadawania muzyki przez wzmacniacz nad jeziorem, zrzucania śmieci do lasu lub rowu - ograniczają NASZĄ wolność?
Zakaz strzelania do zwierząt do takich zakazów chyba należy, czyż nie?
Wyśmiać, jako frajerskie, niesportowe, głupie. Ten etos myśliwego-łowcy i tak będzie trwał: gdzieś trzeba mieć męską rozrywkę. Pomijając nawet takie praktyczne sprawy jak odstrzał zwierząt dotkniętych wścieklizną.
Więcej dobrego zrobi się naciskając by poznawali, to do czego mają strzelać eg. cykali i dokumentowali zdjęciami przez rok -dwa, lub całe życie istoty; finansowali chodowle 10 sztuk za jedną etc. Zakazy skutkują hipokryzją!
Śmiejmy się z tego jak wielki i wszechpotężny PAN myśliwy, z WIELKĄ STRZELBĄ w dłoni, stawia czoła groźnej, podstępnej, wrogiej zwierzynie. Jaki to jest męski opowiadając o wielkich wyczynach i popijając z kolegami pręży dumnie prężną pierś PRAWDZIWEGO MĘŻCZYZNY, co pokonał PRAWDZIWĄ trudność dzięki...
I z tego, że podobno im większa strzelba tym mniejsza pałeczka, zapałeczka...
I będzie ql. Zakazy zostawmy w spokoju..
Śmiech jest za słabą bronią. Za tym musi iść prawo i polityczna wola.
Zakaz polowań miałby (o czym nie pisałem) dwa cele: (A) ochronę zwierząt i (B) ochronę LUDZI przez mentalną trucizną, którą są polowania i obyczaje myśliwych. Z czym tę truciznę można porównać? Z rasizmem? Z antysemityzmem?
Co więcej. Jak czytam wpisy na FB (http://www.facebook.com/NienawidzeMysliwych), pojawia się argument, że polowanie jest "atawizmem" i dlatego niektórzy "muszą" strzelać do zwierząt, bo tak im nakazuje jakoby ich "odwieczna odziedziczona natura". Bzdura: broń palna ręczna istnieje od niecałych 500 lat, stanowczo za mało, żebyśmy dostali jakichś "genów od strzelania". Atawizmem jest chęć do obcowania ze zwierzętami, to tak! A że niektórzy realizują tę potrzebę w tak idiotyczny sposób... Łącząc ją z sadyzmem...
Jeśli pod myślistwem kryje się jakiś atawizm, czyli stary instynkt, to jest to atawizm zdobywania dominacji poprzez stosowanie przemocy. Zwierzęta występują w tym "sporcie" jako zastępnicy ludzi do poniżenia. Polowania służą zaspokajaniu potrzeby dominacji i władzy poprzez poniżanie słabszych i bezbronnych. Nie widzę żadnego sensu w tym, żeby taki obyczaj miał trwać dalej.
Ktoś może zapytać, a co będzie, gdy zwierzęta nadmiernie się rozmnożą? - (A) Przyroda da sobie rade, bo wtedy rozmnożą się też drapieżniki. (B) Usunąć należy polowania w wykonaniu amatorów. Na wypadek, gdyby liczbę zwierząt należało jednak regulować, nadleśnictwa mogłyby zatrudniać fachowców "odławiaczy". Ale nie amatorów! Niech to będą zawodowcy, wykonujący swoje rzeźnickie rzemiosło sprawnie i w zgodzie z normami. w całej Poslce wystarczyłoby ich może stu, zamiast tych tysięcy obecnych sadystów-amatorów.
W tym momencie mówienie o zakazach z dołu czy środka to frustracja płynąca z własnej słabości. Przywilejem góry, elit jest ignorowanie zakazów, które tyczą się "pospolitego tłumu". Te krzyki to woda na ten młyn. A na dole naśladownictwo tego jest tajemnym przywilejem: Ha ha, mogą zabraniać, ale my też robimy to co oni tam na górze.
Agresja tj z przemocą traktowanie tego jako przemoc, nie jest rozwiązaniem. Bo to jest traktowane jako sygnał niższości - mały pies głośno szczeka. By pojawiło się prawo i polityczna wola ten sygnał musi stać się sygnałem wyższości tj. jednoznacznie komunikowaniem beznadziejności, groteski takich zachowań...jak obnażanie się na ulicy. Wtedy pojawia się prawo i polityczna wola.
Tak samo jak głosy eko- zielonych -obrońców zwierząt brzmią tym samym brzmieniem co głosy faszystów, szowinistów, bullyingujących dla postronnych i niezainteresowanych. I tego nawet nie da się uniknąć. Piszesz o zakazach, woli politycznej, prawie - a czym to jest, jak nie dominacją i zinstytucjonalizowaną przemocą na którą się zgadzamy?
Odciąć korzeń głupoty - szczyt niewiedzy, wyśmiać, pokazać, że król jest nagi, że to nie elitarne a prostackie, nie rozwojowe, a atawistyczne, nie męskie, a dziecinadą, zedrzeć belki z ramion. To warto na początek zrobić na skalę masową.
I przewrotnie spytam: Co z wędkarstwem ?
Ten zysk musi być całkowicie jednoznaczny, dlatego z zakazami trzeba postępować ostrożnie. Choćby dlatego, że jeden pociąga za sobą drugi, trzeci. Zaczynają mnożyć się jak króliki.
Czy jeśli chcę spacerować po lesie lub błotach, to muszę tolerować osobników z bronią, strzelających mi nad głową?
Tu przykład z życia: Kilka lat temu na polach miedzy Żukowem a Milanówkiem (teraz jest tam autostrada A2) napotkałem falangę myśliwych i naganiaczy, kilkudziesięciu mężczyzn. Strzelali najwidoczniej do zajęcy, których tam było wtedy może dwa na kilometrze kwadratowym. Dosłownie parędziesiąt metrów od okien ludzi, którzy tam mają domy. Interweniowałem u straży miejskiej, strażnicy podjechali, nie byłem świadkiem rozmów, skończyło się tak, że myślistwo zwinęło się i odjechało.
Zwierzęta dziko żyjące są własnością wspólną czyli w jakimś stopniu i moją. Myśliwy moze wykupić od skarbu państwa prawo do odstrzelenia np. 1 sarny. Czy ja mam możliwość wykupienia prawa do tego, żeby ta sarna nie była odstrzelona? (Pytanie retoryczne, bo nie mam.)
Czy np. zakaz posiadania niewolników ogranicza wolność?
Tak, i na takie ograniczenie się zgadzamy. Ale ten sam zakaz powoduje hipokryzję: Są grupy ludzi traktowane JAK niewolnicy a nawet gorzej niż niewolnicy, są też ludzie traktujący siebie JAK niewolnicy i nawet gorzej traktujący siebie niż niewolnicy - ale to nie niewolnictwo, bo niewolnictwa przecież nie ma.
koszt(min zagrożenia) zakazu niewolnictwa dla ludzi jest mniejszy niż koszt przyzwolenia na niewolnictwo. Ta hipokryzja ogranicza straty.
I to dla mnie nie kwestia sofizmatów. Sofizmatem jest stwierdzenie "w lesie przeszkodzili mi myśliwi" bo ze strony myśliwych "qurka wodna jakiś cywil mi się kręci i przeszkadza w polowaniu". Jedna słuszność, oni by ciebie mogli uszkodzić strzelając strzelbami bardziej niż ty ich strzelając językiem...ale z pewnością dostałbyś odszkodowanie:P
To tylko dwa równorzędne poglądy, obydwa obdarzone jakąś kwestią słuszności moralnej. No dobra, ciebie lubimy, a myśliwych średnio traktuję tumiwisizmem.
Ja bym chciał, żeby ludzie nauczyli się traktować zwierzęta po ludzku i jak ludzi, sami by siebie traktowali lepiej, ale w tym celu nie można jakiejś kategorii ludzi traktować jak zwierzęta. Granicę pomiędzy jednym i drugim w większości przypadków mamy w miarę jasną, o przypadki graniczne możemy się kłócić ;)
Myśliwi nie krzywdzą ludzi, nie torturują zwierząt. - przynajmniej ideowo. Kłusownicy i owszem mają to gdzieś. A jeśli chodzi o kulturę myśliwską i etos to dalej twierdzę, że śmiechem ździała się więcej niż zakazem. Podobnie jak chciałbym, żeby obok myśliwych byli ekolodzy patrzący im na ręce, ale to inna sprawa ;)
Podobnie bardziej podobają mi się idee w stylu "dodajmy przywilejów wszystkim" zamiast "odejmijmy przywileje nielicznym". To akurat chyba kwestia gustu.
Aczkolwiek postulat delegalizacji polowań uważam za nierealny to popieram zdecydowanie eliminację ołowiu z amunicji myśliwskiej - śrut tylko stalowy.
Poniżej wklejam link do artykułu Damiana Wiehle i Zbigniewa Bonczara pt. "Śmiertelność ptaków w warunkach stawów rybnych" (format PDF)
W podlinkowanym wyżej tekście można przeczytać między innymi:
W kompleksach stawów gdzie polowania na ptaki są praktykowane od dziesięcioleci, liczba zalegających śrucin może być bardzo duża. Badania w delcie rzeki Ebro w Hiszpanii wykazały, że liczba śrucin w osadach wynosiła nawet 266 szt./m2 (Mateo et al. 1997). Pain (1992) stwierdził, że niemal 9% kaczek pływających i 20% grążyc zabitych w czasie polowań posiadało w żołądku śrut ołowiany.
Zamiast zakazywać lepiej domagać się zdecydowanej likwidacji takich patologii jak: strzelanie po kielichu, strzelanie do wiejskich psów (zdarzały się przypadki, że nawet do uwiązanych przy budzie!) czy "celów nierozpoznanych", dalej popieram likwidację ambon (tego czegoś przypominającego kształtem wieżyczkę strażniczą w obozie koncentracyjnym) oraz nęcisk. Przydałby się też zakaz używania amunicji typu magnum - silnej i o olbrzymim zasięgu co w razie pudła stwarza zagrożenie dla osób postronnych nawet kilka kilometrów dalej. A w ogóle jestem zwolennikiem dopuszczenia do polowań łuków, dzid i atlatli. Jeśli niektórzy muszą już realizować swą paleolityczną pasję to niech robią to tak jak to drzewiej bywało. Niech przykładowo spróbują zabiegać sarnę - sposób polowania do dziś spotykany u Buszmenów. Natomiast postulat całkowitego zakazu polowań wydaje mi się jakiś taki neolityczny
Aczkolwiek postulat delegalizacji polowań uważam za nierealny to popieram zdecydowanie eliminację ołowiu z amunicji myśliwskiej - śrut tylko stalowy.
Poniżej wklejam link do artykułu Damiana Wiehle i Zbigniewa Bonczara pt. "Śmiertelność ptaków w warunkach stawów rybnych" (format PDF)
W podlinkowanym wyżej tekście można przeczytać między innymi:
W kompleksach stawów gdzie polowania na ptaki są praktykowane od dziesięcioleci, liczba zalegających śrucin może być bardzo duża. Badania w delcie rzeki Ebro w Hiszpanii wykazały, że liczba śrucin w osadach wynosiła nawet 266 szt./m2 (Mateo et al. 1997). Pain (1992) stwierdził, że niemal 9% kaczek pływających i 20% grążyc zabitych w czasie polowań posiadało w żołądku śrut ołowiany.
Zamiast zakazywać lepiej domagać się zdecydowanej likwidacji takich patologii jak: strzelanie po kielichu, strzelanie do wiejskich psów (zdarzały się przypadki, że nawet do uwiązanych przy budzie!) czy "celów nierozpoznanych", dalej popieram likwidację ambon (tego czegoś przypominającego kształtem wieżyczkę strażniczą w obozie koncentracyjnym) oraz nęcisk. Przydałby się też zakaz używania amunicji typu magnum - silnej i o olbrzymim zasięgu co w razie pudła stwarza zagrożenie dla osób postronnych nawet kilka kilometrów dalej. A w ogóle jestem zwolennikiem dopuszczenia do polowań łuków, dzid i atlatli. Jeśli niektórzy muszą już realizować swą paleolityczną pasję to niech robią to tak jak to drzewiej bywało. Niech przykładowo spróbują zabiegać sarnę - sposób polowania do dziś spotykany u Buszmenów. Natomiast postulat całkowitego zakazu polowań wydaje mi się jakiś taki neolityczny
U nas zawsze zajmowały się tym procederem kasty panujące, czujące się właścicielami kraju.
Bez mocnych pleców i znacznej ilości pieniędzy nikt nie dostanie się do koła łowieckiego, tam wpuszczają tylko "swoich".
Na samej górze zaś stoi pierwszy myśliwiec RP, czyli nasz ukochany wąsaty przywódca,
Zupełnie inna sytuacja jest na Zachodzie.
Np w Szwecji prawie każdy chłop ze wsi ma strzelbę i sobie poluje na łosie. Legalnie lub nie, bo tak robił ojciec i pradziad.
Nie z potrzeby postrzelania do żywego celu, a dla niskiego zarobku lub z chęci zjedzenia świeżego mięska.
Na słynnej facebookowej stronie pt. "Nienawidzę myśliwych" jeden z komentujących - Marek Szczepanik (zapewne myśliwy) wkleił link na temat sytuacji w Kenii
Na słynnej facebookowej stronie pt. "Nienawidzę myśliwych" jeden z komentujących - Marek Szczepanik (zapewne myśliwy) wkleił link na temat sytuacji w Kenii
Jeśli mam potraktować to poważnie, to wydaje mi się, że myśliwi nawiązywali ze zwierzętami pewną relację. Ubóstwiali zwierzęta, prosili o zgodę na upolowanie, a następnie przepraszali za pozbawienie życia. Wierzyli też w przejęcie od zwierza jego mocy.
Czy współcześni myśliwi nawiązują relację ze zwierzętami? Do pewnego stopnia na pewno tak. Różnica jest pewnie taka sama jak między rycerzem, pojedynkującym się z przeciwnikiem, a współczesnym żołnierzem strzelającym z karabinu maszynowego. Jeśli jednak używamy takich analogii, to jak opisać nie-myśliwski stosunek do zwierząt, czyli chlewnię?
Nie widzę żadnej zalety moralnej wyrzeczenia się myślistwa, choć osobiście nie poluję.
Drugi poboczny wątek, czyli pozycja kobiety, jest w Polsce wyjątkowo wysoka w stosunku do innych krajów. Mamy mnóstwo kierowników, biznesmenów, a kobiety kierują swobodnie swoim życiem. Nie rozumiem więc łączenia dyskryminacji kobiet z polskością.
Myślistwo przed-neolitu było czymś innym niż obecne. - Wtedy gonienie, łuki lub bumerangi, teraz strzelby z noktowizorem, nęcenie i strzelanie z wież. Wtedy życiowa konieczność, teraz hobby nudzących się facetów, którym to służy tylko do powiększenia ego.
Przy tym przed-neolit nie był bez win. Przed-neolityczni łowcy wytępili (prawie) całą megafaunę obu Ameryk. U nas wytępili mamuty i włochate nosorożce. Z drugiej strony stworzyli niesamowite jaskiniowe galerie dzieł sztuki z obserwacji zwierząt ("Sen o megafaunie") - chociaż przekonany jestem, że w jednym i drugim przypadku były to inne i niepodobne do siebie kultury.
Człowiek niezależnie od tego, z czego produkuje narzędzia, ma skłonność do niszczenia. Także w dobrych zamiarach - np. zalać tysiąc km2 ziemi i zniszczyć rzekę, żeby uzyskać energię elektryczną. Sztuka polega na tym, żeby umiał tę niszczycielską skłonność powściągnąć.
Myślistwo w obecnej formie nadaje się tylko do usunięcia, ponieważ straciło każdy sens, prócz tego o którym wspomniałem: że w ten sposób niektórzy (i nieliczni) mężczyźni rozdymają sobie ego.
To jest CHORE - i zatruwa nasz wspólny "moralny ekosystem" czy jak kto woli, wspólną infosferę.
Oczywiście, lepiej byłoby gdyby myśliwi zaprzestali polowań, ponieważ by DOROŚLI (wreszcie). Również, gdyby zaprzestanie polowań nastąpiło w wyniku oddolnych ruchów społecznych, np. ogłaszania przez gminy lub nadleśnictwa swoich terenów jako stref wolnych od zabijania. Można tez pomyśleć nad tym, jak proces odchodzenia od polowań rozłożyć na etapy. To wszystko są środki. Ludzie "na poziomie" powinni jednak mieć i widzieć cel dla tych środków, a tym celem jest zaprzestanie polowań w ogóle i usunięcie myślistwa z cywilizowanego świata.
Istnieją inne ciekawe aspekty ich życia, które się nam nie podobają. Ludzie pierwotni mają tendencję do mordowania wszelkich obcych. Mit o przyjaznych, "pierwotnie dobrych" dzikich jest tylko mitem. Poziom przemocy, przede wszystkim na tle seksualnym, jest bardzo wysoki - rywalizacja o kobiety itp.
W większości społeczeństw pierwotnych tworzy się "układ na rzecz równości".
Ciekawy artykuł ukazał się w tej sprawie w przedostatniej Polityce. Grupa odrzuca lepszych, żeby zapobiec nierówności. Przy okazji też uniemożliwia wszelki postęp i tu kryje się sekret, dlaczego ludy pierwotne są nadal pierwotne.
Jeśli chodzi o Kostarykę, to w tym regionie żyją jeszcze ludzie, którzy polują, by jeść. Zastanawiam się o kontekst tej decyzji w obszarze "Biali - Indianie".
Wojtek, nie bardzo rozumiem argument, że myślistwo zmieniło charakter. Po pierwsze nie wszędzie. Po drugie, jeśli być konsekwentnym, to skoro myślistwo epoki mezolitu jest już nieaktualne, to co szamanizmem i innymi wytworami tej kultury?
Rozumiem Cię, że jesteś przeciwko, czegoś nie lubisz. Czy akurat myślistwo jest gorsze niż np. hodowla zwierząt? Nie czuję tego.
"Rybka do kumpel, a nie żarcie" tekst rekina na odwyku z filmu "Gdzie jest Nemo?"
szczególnie podpisuję się pod dwoma ostatnimi akapitami komentarza nr 16.
Zgadzam się też z tym co w końcówce swego komentarza (nr 12) napisał Jerzy Pomianowski: w Szwecji (podanej jako przykład, ale podobnie w Finlandii, Kanadzie czy na Syberii) są ludzie którzy polują nie dla sportu tylko dla chęci napełnienia spiżarni dziczyzną. Swego czasu jeden z Autorów Taraki - Inqubus zauważył, że w "socjalistycznej Szwecji" państwo dało ojcom możliwość brania urlopu rodzicielskiego na równi z kobietami. Okazało się, że Szwedzi ten "urlop tacierzyński" chętnie biorą, ale tak jakoś dziwnie... bo z reguły wraz z początkiem sezonu na łosia.
Jeśli ktoś je mięso to nie uważam by polowanie miało być czymś gorszym niż świniobicie
szczególnie podpisuję się pod dwoma ostatnimi akapitami komentarza nr 16.
Zgadzam się też z tym co w końcówce swego komentarza (nr 12) napisał Jerzy Pomianowski: w Szwecji (podanej jako przykład, ale podobnie w Finlandii, Kanadzie czy na Syberii) są ludzie którzy polują nie dla sportu tylko dla chęci napełnienia spiżarni dziczyzną. Swego czasu jeden z Autorów Taraki - Inqubus zauważył, że w "socjalistycznej Szwecji" państwo dało ojcom możliwość brania urlopu rodzicielskiego na równi z kobietami. Okazało się, że Szwedzi ten "urlop tacierzyński" chętnie biorą, ale tak jakoś dziwnie... bo z reguły wraz z początkiem sezonu na łosia.
Jeśli ktoś je mięso to nie uważam by polowanie miało być czymś gorszym niż świniobicie
łowiectwo szlachectwo
rolnictwo niewolnictwo
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

