23 grudnia 2010
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki
Niedobór znaczenia
◀ O Adamie Ewie Wężu - jeszcze inaczej ◀ ► Nieudane polskie państwo ►
Teraz, przed Świętami, więcej chodziłem po sklepach, rozglądałem się za prezentami. Mam taki nawyk, że patrząc na coś, staram się wiedzieć nie tylko to co jest, ale także to, czego nie ma.
Co zobaczyłem, czego nie ma? Znaczenia. Brakuje znaczeń. Kupujemy i dajemy sobie, a w ten sposób poprzez rynek skłaniamy wytwórców do sporządzania przedmiotów, które nie niosą znaczeń. Są ładne. Pasują do czegoś: do czyjegoś mieszkania lub ciała. Ale nie znaczą nic. Można by użyć brutalnego zwrotu, że zostały ze znaczeń odarte – gdyby nie to, że nikt ich z niczego nie odzierał, a już gotowe zrobił bez znaczenia.
Brak znaczenia szczególnie uderza przy biżuterii. Pierścionki i kolie są drogie i skondensowane przestrzennie. Na ich cenę składa się materiał: jakieś złoto, ametyst, bursztyn itd., praca złotnika oraz ogólne przekonanie, że „to” nie może być tanie. Skupienie w przestrzeni, czyli wiele szczegółach w małym rozmiarze i związana z tym precyzja, oraz spore wynagrodzenie aż proszą, żeby rzemieślnik lub artysta wbił w ten przedmiot znaczenia. Nie robi tego, bo odbiorca nie kontaktuje. To jakby nagrywać płyty dla głuchych.
Ostatnią dziedziną, która „broni się”, czyli unika tej bezznaczeniowej estetyki, jest ezoteryka. Którą tu rozumiem nie jako wiedzę dostępną wtajemniczonym (bo to to słowo oryginalnie znaczy) tylko to, co sprzedają sklepy z ezoteryką. Tutaj są przedmioty skojarzone ze znaczeniami, czyli takie, które nie tylko ogląda się bo „ładne” (lub: drogie), ale także które się czyta. Oczywiście ich znaczenia i symboliczne zapisy tych znaczeń są wytarte, zbanalizowane, przerobione przez popkulturę, ale się trzymają. Znaki zodiaku, glify planet, sceny z kart tarota. Ponieważ nasze własne kody poszły w zapomnienie, ratujemy się egzotycznymi: wiszą znaki yin-yang, ośmioboki bagua (koniecznie czytaj „pa kua”), „omy” hinduskie lub tybetańskie. Kopie-miniatury azteckiego kalendarza z placu Zócalo.
To co mamy teraz (pominąwszy sklepy z ezoteryką) to przeciwieństwo „dawnych czasów”, kiedy każda ozdoba, rysunek, figura, glif, haft na ubraniu lub tatuaż, znaczył. Znaczyły też obiekty, które dzisiaj zaliczylibyśmy bez wahania do nieznaczącej „techniki”, do konstrukcji – przykładem forma przenośnego domu – tipi lub czumu, ale też chaty budowane u nas na dawnej wsi. Tak samo jak znaczące były, do czasu, kiedy tego zapomniano, budynki świątyń i otaczających placów-cmentarzy. Znaczące były plany miast, póki też tego nie zapomniano.
Równoległym wątkiem do tamtych zaników znaczeń jest zanik znaczeń imion. Ale to osobna sprawa.
Inną osobną sprawą jest często odbywająca się kradzież znaczeń. To znaczy używanie jako „ładnych” (i tylko „ładnych”, może jeszcze czasem zaskakujących, co jeden pies) ozdobników obcych symboli, które tam są lub były znaczące. Od dawna (odkąd zainteresowałem się symboliką i tajemnym przekazem herbów) zastanawia mnie, że wciąż skutecznie przed tą popkulturową masówkową kradzieżą bronią się nasze herby szlacheckie. To by znaczyło, że wciąż leży na nich położone przed wiekami tabu. Wciąż budzą szacunek połączony z lękiem i poczuciem świętości. Oby tak zostało.
Przeczytałem „Zdanie własne” – wywiad prof. Bogusława Wolniewicza przez Tomasza Sommera. Jest tam (str. 206, w aneksach) fragment, gdzie określa, które z 10 przykazań jest najważniejsze. Które? – Drugie. „Nie będziesz brał imienia Boga nadaremno”. Co przekłada na dzisiejszy język jako: „szanuj symbole”. Herby wciąż nie są brane nadaremno.
Znaczenia... Ale właściwie jakiego znaczenia nie ma w ozdobach i innych artystycznych przedmiotach? Co one mogłyby znaczyć?
Być może odejście znaczeń od takich przedmiotów jest skorelowane z nadmiarem komunikacji w innych kanałach, czyli mówiąc prościej, z komunikacyjnym hałasem, w jakim żyjemy. Tyle gadania odbywającego się w książkach, gazetach, TV i internecie, że przedmioty-ozdoby popadły w milczenie. Jednak wydaje mi się, że to nie jest ich stan naturalny, tylko (tak bardziej...) agonalny.
Tylko, co mogłyby znaczyć? co przekazywać? - Na przykład dobrą energię. Zdarzało mi się, przy jakichś internetowych życzeniach, pisać: „przesyłam dobra energię pod postacią sikorki”. Albo sójki. Warsztaty Twardej Ścieżki zwykle kończę specjalną praktyką wysyłania w wizualizacji nagromadzonej energii pod postacią orłów. Czasem wystarcza mniejszy ptak. Ale żeby dobrą energię (lub cokolwiek co tym lub podobnym słowem określamy) przesłać, trzeba najpierw umieć ją w ten przedmiot włożyć. To powinni umieć artyści.
Kilka dni temu byłem na targach firmy Pakamera.pl – „galeria niepowtarzalnych przedmiotów”. Szukałem artystycznych przedmiotów, które by troszeczkę mówiły. Ale takich nie było, chociaż wiele było ładnych.
◀ O Adamie Ewie Wężu - jeszcze inaczej ◀ ► Nieudane polskie państwo ►
Komentarze
www.youtube.com/watch?v=rzXOVbYUamc
Ale, Inqbusie, nie o to mi chodziło. :-)
A o co? Może później wyjaśnię bardziej. ~Wojtek
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
