zdjęcie Autora

04 czerwca 2013

Katarzyna Urbanowicz

Serial: Babcia ezoteryczna Sezon drugi
Okulkowane buty

Kategoria: Twórczość

◀ Stillleben (Martwa natura) — (2) ◀ ► Pierogarnia ►

            Obcowanie z dziełami sztuki powoduje chwilowe (niestety) zmiany w patrzeniu na świat. Leżę sobie na przykład i na chwilę odsuwam czytaną książkę błądząc wzrokiem po ścianach i zaczynam widzieć wszystko dookoła siebie inaczej. Książki na półce już nie są książkami na półce, ale martwą naturą z książkami, kuchenne statki wypełniające zlewozmywak (bo na razie nie chce mi się z nimi babrać i nikt mnie nie pogania, żebym zmyła je natychmiast) układają się w jakąś wiele mówiącą kompozycję. Ot, ten garnek przesunę trochę bardziej w lewo, połysk na przezroczystej filiżance z dwoma uchami mógłby pojawić się bardziej na prawo, stanowiłby wówczas przeciwwagę dla całej kompozycji zbyt bezładnej, żeby uznać ją jako artystycznie uporządkowaną. I jakby jeszcze zdjąć z półki i dołożyć całkiem czystą karafkę...

         Możliwe, że wyczucie plastyczne jest wrodzone. Przez całe życie jednak kształtuje się je oglądając ładne i gustowne rzeczy, (a przynajmniej uznawane za takie). Ukształtowawszy poczucie estetyki we właściwy sobie, indywidualny sposób, odczuwa się dysonans, gdy coś zmusza nas do oglądania rzeczy uznanych przez nas za zgrzytające, jak piasek w zębach. Ja czasami czuję fizyczny ból, gdy miara tego zgrzytania jest wielka, jednak nie przesadnie wielka, bo wówczas to coś staje się śmieszne, zabawne i przestaje zgrzytać. Staje się satyrą, kpiną, ironicznym odwołaniem, prowokacją.

         Zgrzytanie takie odczuwam często oglądając „dzieła architektury” w rodzaju pewnego ekskluzywnego czarnego domu towarowego w Warszawie czy fotografie jednego z sanktuariów, nie zdradzę jakiego. Zgrzytanie takie ostatnio dopadło mnie przy czytaniu Gazety Wyborczej. Ostatnio cierpię na wyczulenie na motyw butów, więc nic dziwnego, że obejrzawszy modne cuda (fotka poniżej) doznałam uczucia cierpnięcia łydek. Podobno twory tej sztuki mają ogromne powodzenie wśród klientek. W dodatku nie można nawet ich uznać za artystyczne wytwory szewskie, ponieważ wytwórczynie tego czegoś nabywają gotowe buty i oklejają je tylko piłeczkami. Cena idiotycznie wysoka – 850 zł za parę. A firma produkcyjna otrzymała w nagrodę GW i Raiffeisen Banku dotację 75 tys. zł.

Fotografia: buty extremum

Niestety, moda szczególnie wrażliwa jest na dziwactwa niektórych projektantów, a gdy jeszcze za ocenę estetyki biorą się banki.... Widuje się czasem na zagranicznych relacjach z pokazów mody przepiękne stroje, dopracowane i przemyślane, sprzedawane zapewne za bajońskie sumy, jednak młodzi często idą drogą na skróty uważając, że im bardziej dziwaczne i toporne, tym lepsze. Musi walić po oczach.

         Często nasza wrażliwość na piękno tępieje. Każda z młodych kobiet zakładająca rodzinę ma w oczach wizję swojego przyszłego mieszkania. Jednak rzecz jest kosztowna, musimy często iść na kompromis z możliwościami i nie zawsze znamy granice tego kompromisu. Zawodowi projektanci wnętrz kosztują sporo i nie do końca są w stanie wczuć się w naszą skórę, jak dzieło nie każdego, nawet znakomitego artysty robi na nas wrażenie.

         Ja urządzałam swoje pierwsze mieszkanie (i wszystkie kolejne) zupełnie na bakier z wymaganiami estetyki. Meble były używane, otrzymane za darmo od kogoś, kto miał zamiar je wyrzucić, kupowane sprzęty najtańsze, a gdy już mogłam cokolwiek nabyć nowego, to schyłkowe lata osiemdziesiąte przyzwyczaiły nas do tego, że niewiele sensownych rzeczy leży w sklepach i czeka na klienta — trzeba kupować, co akurat jest.

         Jednym słowem w jakimś momencie musiałam pogodzić się, że mam co mam i moim zadaniem jest to tylko ułożyć czy ustawić tak, aby jak najmniej zgrzytało.

         Po latach przyzwyczaiłam się do wystroju swego mieszkania. Wiele gratów rozpadło się i zostało zastąpione innymi gratami, część z nich dopadły rozmaite kataklizmy losowe (np. kilkakrotne zalania mieszkania przez sąsiadów). Wymiana okien i prucie muru z powodu awarii rur dopełniło miary, aż wreszcie lat temu ileś doszłam do wniosku, że tak musi już zostać, a o lepszy wystrój mieszkania muszą zadbać moi spadkobiercy.

         Nauczyłam się omijać wzrokiem nieładne fragmenty mieszkania, zszarzałe zasłony, przybrudzone tapety, których nie mam siły już zmywać, kawałki tynku, porysowane futryny i tak dalej. Czasem jednak zastanawiam się, że gdybym mogła na nowo urządzić swoje mieszkanie, jak bym to zrobiła? No i gdyby chciało mi się do tego zabrać ze stosownym zapałem.

         Oglądam fotografie eleganckich wnętrz, także stanowiących własność artystów plastyków, i widzę, że nie są to mieszkania, w których ludzie są w stanie normalnie żyć. Są one wydumane, upozowane, pozbawione życia. Niektóre elementy dekoracyjne (zabytkowe meble, dzieła sztuki prymitywnej, modne tkaniny i tak dalej) są dostawione po prostu po to, żeby wnętrze ładniej wyglądało. Właściciele na co dzień muszą je chować albo wstawiać w inne miejsce. Kto wytrzyma bowiem codzienną krzątaninę po mieszkaniu, w którym trzeba omijać stojący na środku wielki wazon?

         Czyż można spokojnie zasypiać w sypialni, w której zasłony mają kilka najbardziej wściekłych kolorów zestawionych awangardowo i drapieżnie? Czy można gotować coś w kuchni, gdzie jest kilka wazonów, ale ani jednego dzbanka i żadnych przypraw? Czy można mieszkać w mieszkaniu, gdzie nie ma żadnego normalnej wysokości stołu, na którym rozłożyć można coś w danym momencie do zrobienia i usiąść na chwilę przy tej czynności? Czy zawsze konieczność przyszycia guzika skutkuje poszukiwaniem krawca lub wyrzuceniem ubrania do śmieci? Czy laptopy najwygodniej jest trzymać na kolanach? I tak dale i dalej.

         Przestrzeń, w której mieszkamy powinna być przyjazna. Wszystkie rzeczy, z którymi wiąże nas sentyment czy potrzeba powinniśmy mieć pod ręką; najwyżej, jeśli są brzydkie, można je schować, nie trzymać na widoku. Dlatego potrzebne są schowki, szafki, szuflady i szufladki. A nie gołe ściany z jedną wymyślną półeczką. I nie można popadać w szaleństwo przerażenia, gdy coś nam spadnie na podłogę i zostanie tam na jakiś czas.

         Na podłodze „kuchennych” obrazów malarza Davida Tienersa wala się mnóstwo produktów, ryby, jakieś śmiecie i odpadki, wśród których buszują pieski. Wiem, wiem, higiena nie była mocną stroną tamtych czasów. Nie poradzę jednak nic na to, że życie tam przedstawione wydaje mi się prawdziwsze i pełniejsze, bardziej realne niż nasze, spętane ograniczeniami poglądów na obowiązujące standardy porządku. Ja oczywiście staram się jak mogę, żeby moje mieszkanie nie odbiegało od obowiązujących norm. Wiem przecież, że bałaganiarzy i notorycznych zbieraczy wskutek interwencji sąsiadów zabiera się do wariatkowa, a ich dobytek wywozi ciężarówkami na wysypisko. Nigdy nie pozwoliłabym sobie na takie upokorzenie mnie przez społeczeństwo, no i powonienie mam dość delikatne. Więc się stosuję do reżimu.

         Jednak bałagan mnie fascynuje, jak owoc zakazany. Nawet w snach ustawicznie coś porządkuję, myję i czyszczę. Widać mojemu Cieniowi to się nie podoba, więc stale przebija się z myślą: co właściwie jest takiego fascynującego w nieporządku? Owoc zakazany? Spontaniczna naturalność? Wolność od społecznych nakazów? Fascynacja brzydotą? Namacalność i dotykalność?

         Gdyby moje losy potoczyły się inaczej i gdybym zdecydowała się na studia plastyczne i gdybym wykonywała ten zawód, może bym doszła do rozwiązania. Niestety, literatura w tym zakresie jest ślepa jak nowo narodzony szczeniak. Rozum nie znajdzie rozwiązania, rozum je tylko zaciemnia, a intelekt wymyśla uzasadnienia, niekoniecznie prawdziwe.

◀ Stillleben (Martwa natura) — (2) ◀ ► Pierogarnia ►


Komentarze

1. Architekt wnętrz nie...NN#7480 • 2013-08-18

Architekt wnętrz nie jest od tego, żeby mieszkanie było funkcjonalne, tylko ładne. Dlatego w moim mieszkaniu są meble z Ikei i kuchnia na wymiar. Bo ja tu mieszkam a nie bywam.
[foto]
2. Mnie zaś marzy sięKatarzyna Urbanowicz • 2013-08-18

Mnie zaś marzy się, żeby było w mieszkaniu, w modzie, na ulicach, w biurach i wszędzie i ładnie i wygodnie. Czy to nadmierne roszczenia?

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)