23 lipca 2010
Wojciech Jóźwiak
Serial: Real i magia
Sen o miejscu, gdzie zostały moje rzeczy
◀ Strega polacca ◀ ► Fonia z Iranu ►
Taki sen miałem: że byłem w górach, w jakimś tamtejszym schronisku, odbywał się tam zjazd, zgromadzenie ludzi, na temat – nazwijmy to tak – ezoteryczny. Impreza dobiegła końca, wraz z innymi zbierałem się i pakowałem. Mnóstwo naraz dziejących się rozmów, mnóstwo interakcji z ludźmi, wciąż ktoś coś ode mnie chciał i ja od kogoś, rozgardiasz taki. Wszyscy śpieszyli się, bo miał nadjechać pociąg, umawiano się, kto z kim dokąd jedzie w powrotną podróż. Jednocześnie dzielono się tym, co się wydarzyło. Przez moment wypatrywałem pociągu, który miał przyjechać „ukraińską stroną”, tak jakby to miejsce leżało przy samej granicy i nie było właściwie wiadomo, po której jej stronie. Widziałem krajobraz, niskie wzgórza, jak np. w Beskidzie Niskim. Pociąg przyjechał i liczni przybysze zmieszali się z nami, czekającymi na wyjechanie. Zaniepokoiło to mnie, bo obawiałem się, że stracę z oczu dotychczasowych towarzyszy. (Przez moment usiłowałem zjeść zaległe śniadanie lub kolację na stołówce, gdzie kilka osób z mojego towarzystwa jeszcze jadło, ale kończyli i nie potrafiłem dowiedzieć się, jak mam sobie ten posiłek zaordynować.) Bardziej zaniepokoiło mnie co innego: że przecież nie zdążyłem się spakować! Zacząłem zbierać swoje ubranie, przedmioty, torby itd. i stwierdziłem, że np. nie mam butów, albo nie mam do pary, a cały mój bagaż trzymam w jednym ręku, chociaż pamiętam, że przyjechałem z bardzo dużymi torbami i pełnymi. Uświadomiłem sobie, że prowadziłem tu ceremonię szałasu potu, to było jakoś „wczoraj” i potem szałas nie został rozebrany i moje koce zostały w nim, także bębny i wiele innych rzeczy. Zacząłem szukać gospodarza schroniska (w tej fazie snu to miejsce zaczęło upodabniać się do Chaty na Otrycie, której bywalcem byłem w latach 1970-tych; przewijali się też ludzie, którzy wtedy tam bywali i przewodzili). Ale zdałem sobie sprawę, że nie znam aktualnego gospodarza, nie wiem, kto tu jest odpowiedzialny. Pomożono mi go znaleźć, temu chłopakowi (był w b. „letnim” stroju, bez koszuli) tłumaczyłem, że zostawiam swoje rzeczy i żeby je zabezpieczył, chociaż miałem wrażenie, że nie wrócę tu szybko. Podczas tej rozmowy rozglądałem się szeroko po okolicy i przerwałem własny wywód stwierdzeniem: „Ale tu się zmieniło! W ogóle nie mogę poznać miejsca. Zawsze wydawało mi się, że to schronisko leżało zaraz pod grzbietem Otrytu, a tu żadnego Otrytu nie widać.” Przyglądałem się terenowi, ziemi, drzewom z takim uporem, że zza tego, co widzę teraz, uchwycę coś co było wtedy, jakieś stare drzewo na przykład. Ale niczego podobnego nie znajdowałem. Gospodarz chaty powiedział, a ja się z nim zgodziłem, że cóż, ludzi przybywa, więc muszą gdzieś mieszkać. W domyśle było, że teraz nikogo nie stać na zbędny luksus utrzymywania gór. Bo okolica okazała się być dość równa i zabudowana jak wieś lub podmieście.
◀ Strega polacca ◀ ► Fonia z Iranu ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
