23 marca 2012
Piotr Jaczewski
Serial: Okiem Hipnotyzera
Shai Dorsai - Gordon R. Dickson - Wszechświat Kreatywny
◀ Milton Erickson - procesowy demon ;) ◀ ► Od wizualizacji do wizji - wzmacnianie, amplifikacja ►
Można znaleźć u niego nawet nieliniową reinkarnację czy ideę, że świat maszyn zabija uzdolnione jednostki. Ostatecznie można znaleść idee chodzenia w kręgu, czy dzogczenkowate: przemijające i wieczne są tym samym.
A rozwiązaniem dla ludzkości jest Wszechświat Kreatywny!
Poniżej fragmenty z Gildii Orędowników na zachętę! :)
„Jeśli po dokładnym zbadaniu terenu i zrozumieniu płynących z tego wniosków” – głosił wykreślony fragment – „oficer skoncentruje się na nim, odtwarzając go ponownie w pamięci i wyobrażając sobie poruszające się po nim oddziały wroga lub własne, obraz w jego umyśle zmieni się w końcu, przechodząc od pomysłu do wizji. Dla celów, dla jakich to piszę, istnieje wielka różnica pomiędzy tymi dwoma stanami, co może potwierdzić każdy wielki malarz. Koncept to obiekt lub scena, wyobrażone w trzech wymiarach, i tak pełne, jak tylko człowiek potrafi tego dokonać. Pozostają jednak tworem wyobraźni tego, kto sobie to imaginuje. Są, poniekąd, złączone z umysłem, który je stworzył.
Ale kompletny, mentalny obraz przeniesiony do rzeczywistości posiada egzystencję zupełnie odseparowaną od osobnika, który go począł. Malarz – a mówię to jako niespełniony artysta – może namalować wszystko, co sobie wyobrazi, adaptując to lub udoskonalając, według swego życzenia. Ale z jego ukończeniem, mentalny obraz zyska własne życie. Postąpić inaczej, choćby w najmniejszym stopniu, oznaczałoby zniszczyć jego prawdę.
Malarz nie ma innej drogi, jak namalować to tak, jak istnieje, co może okazać się wspanialsze lub odmienne od jego pierwotnego konceptu. Domyślam się, że to samo zjawisko zachodzi w przypadku pisarzy, którzy mówią, iż powieść pisze się sama, nie słuchając autora. To sytuacje, w których postać odmawia, na przykład, mówienia lub postępowania w sposób, jaki pisarz początkowo zamierzył i upiera się przy tym, że powie lub zrobi coś innego.
Podobnie jak malarze i pisarze dochodzą do stworzenia takich kompletnych mentalnych obrazów i uczą się im wierzyć, zamiast trwać przy ich pierwotnych konceptualizacjach, tak w pełni skuteczny oficer polowy musi nauczyć się ufać swoim taktycznym i strategicznym wizjom, kiedy wyłaniają się z najlepszej postaci jego konceptualizacji sytuacji militarnej. W pewien sposób wydaje się, że w problem zaangażowane jest więcej sił umysłu, ducha i zdolności człowieka mającego tę wizję; a zatem wizja jest zawsze większa niż zwykła konceptualizacja.
Na przykład: zajmując się danym terenem, oficer i może widzieć pole, które bada, w miniaturze i wiszące przednim w powietrzu, niczym materialny obiekt; i potrafi dostrzec, w jaki sposób siły wroga i jego własne, przemierzają ten obszar. A gdy będzie nadal się przyglądał, te wyobrażone postaci mogą wykreować na jego oczach te właśnie taktyczne posunięcia, których potrzebuje, by osiągnąć rezultat, jakiego pragnie.
To jest zdolność niemal niemożliwa do przecenienia, ale zdobycie jej wymaga koncentracji, taktyki i wiary...
....
Ale jeśli przemijające i wieczne były tym samym – mimo że Hal nie uznał jeszcze tego faktu za absolutną, wewnętrzną prawdę – to Mayne powinien być w stanie porozmawiać z duchem swojego wielkiego prapradziadka dzięki temu samemu kreatywnemu mechanizmowi, jaki opisał sam Cletius.
Skoncentrował się... i chociaż solidnie wyglądająca, trójwymiarowa postać, jaką obserwował, siedziała nadal i pisała, to jej podobna duchowi i przejrzysta wersja odwróciła głowę i spojrzała na stojącego przy biurku Hala.
Potem całe zjawiskowe ciało podniosło się i wystąpiło z siedzącej przy biurku sylwetki Cletiusa, po czym obeszło róg mebla, by stanąć twarzą w twarz z Mayne’em. Był to Cletius mniej więcej w takim samym stopniu, w jakim była nim siedząca postać; i, jak Cletius, zjawa przysiadła na krawędzi blatu, założyła ręce na brzuchu i spojrzała na Hala.
– A zatem jesteś moim praprawnukiem – powiedział duch Cletiusa. – Widzę, że od moich czasów członkowie rodziny stali się niezwykle duzi.
– W moim oryginalnym ciele, jako Donal Graeme – odparł Mayne – byłem tylko niewiele większy od ciebie.
– To był wzrost moich wujów-bliźniaków, którzy byli nadzwyczaj wielcy, nawet jak na moje czasy. Ale masz rację.
– Jako Donal Graeme byłem stosunkowo niskim mężczyzną w naszej rodzinie.
– Pochlebia mi, że będę miał takich potomków – rzekł Cletius. – Chociaż nigdy się o tym nie dowiem, gdyż ty i ja jesteśmy teraz tylko parą umysłów poza twoim i moim czasem. Rozumiesz, że nie jestem po prostu projekcją, skutkiem zastosowania przez ciebie autohipnozy, jakim byli twoi zmarli wychowawcy, których wywołałeś, by doradzali ci na Encyklopedii Ostatecznej. Ja, Cletius, na którego teraz patrzysz, jestem w istocie bardziej żywy niż ten, który siedzi przy biurku i pisze. On stanowi produkt twojej imaginacji. Ponieważ powołałeś mnie do życia w tym, co nazywasz Kreatywnym Wszechświatem, mam własne życie. Jestem Cletiusem Grahame, a nie poglądem Hala Mayne’a na Cletiusa.
– Zastanawiam się – powiedział Hal rzeczowo. – Może naraziłem cię na szwank. Co się z tobą stanie, kiedy wrócę do swojego świata i czasu?
Nie wiem ani trochę więcej, niż ty sam – odparł Cletius. – Być może zgasnę jak zdmuchnięta świeca. Być może zaczekam na ciebie w Kreatywnym Wszechświecie, póki nie znajdziesz do niego drogi; co w końcu uczynisz. Nie przejmuję się tym. Chciałeś wiedzieć, dlaczego wykreśliłem tych kilka akapitów z tekstu traktującego o wykorzystaniu terenu?
– Tak – potwierdził Hal.
– Usunąłem je, gdyż chciałem, żeby jak najwięcej ludzi przeczytało moją pracę i skorzystało z niej – odparł Cletius. – Nikt nie jest całkowicie pozbawiony podświadomych uprzedzeń. Jeśli, czytając, ktoś natknie się na wzmiankę, która uraża jedno z nich, to jest skłonny szukać pretekstu, który usprawiedliwiłby odrzucenie dzieła bez względu na to, czy ma ono usterki, czy też nie. Nie chciałem, żeby moja praca została zanegowana w ten sposób, skoro mogłaby być pomocna.
– Dlaczego mieliby uznać za błąd twój pogląd na temat wizji będącej czymś więcej, niż tylko konceptem?
– Bo mówiłem o czymś, co uważa się za magię rodzącą się tylko w duszy wielkich artystów: pisarzy, rzeźbiarzy, malarzy i tak dalej. Niestety, większość ludzi zbyt często jest skłonna poddać się w kwestii własnej kreatywności bez choćby próby zrobienia z niej użytku albo po pierwszym niepowodzeniu. Kiedy osobnik już raz odrzuci coś takiego, żywi niechęć do każdego, kto usiłuje mu wmówić, że nadal dysponuje tą zdolnością. Z powodu tej awersji znajduje lub stwarza sobie podstawę do odrzucenia wszelkich sugestii, że coś takiego nadal w nim istnieje; a to odżegnanie się, będąc stanem emocjonalnym, zmusi go prawdopodobnie do zanegowania całego tekstu, w celu wyparcia niechcianych jego fragmentów. Więc usunąłem ten ustęp.
– A co z tymi, którzy mogliby skorzystać na jego lekturze? – zapytał Hal. – Z tymi, którzy nie szukaliby wymówki, żeby odrzucić tę ideę w całości?
– Jestem pewien, że odkryją ją w końcu na własną rękę – odparł Cletius. – Ale jeśli człowiek zakłada klapkę na oko i chodzi wkoło, starając się przekonać wszystkich innych, że urodził się z jednym okiem, to nie tylko nie mam obowiązku, ale i moralnego prawa, by zdjąć mu tę klapkę i zmusić go do skonfrontowania się z faktem, że się myli.
– Historia mogłaby cię zmusić, żebyś to uczynił – rzekł Hal.
A mi na koniec pozostaje skomentować: DOKŁADNIE TAK TO SIĘ ROBI!
◀ Milton Erickson - procesowy demon ;) ◀ ► Od wizualizacji do wizji - wzmacnianie, amplifikacja ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
