13 lutego 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 2
Shape-shifting czyli zmiana postrzegania siebie
◀ Krąg kręgów ◀ ► Magia ►
Zwykle, w zwykłym stanie świadomości siebie nie widzisz.... Jeśli nie patrzysz akurat w lustro, ale wtedy też widzisz pewien zewnętrzny kształt nie będący tobą, a tylko wiesz, że ten kształt to twoje ciało, które widzisz z zewnątrz dzięki obcemu narzędziu-lustru. Prócz banalnego percypowania siebie przez wzrok, słuch i dotyk, jest jeszcze subtelniejsza percepcja siebie jako właśnie siebie. William Blake powiedział, że widzimy nie oczami ale PRZEZ oczy, więc „ja” jest nie w oczach, tylko gdzieś poza nimi, z ich tyłu. Gdzie właściwie? I kim to jest, jak wygląda to „ja”? Na razie nie odpowiem, przyjmę tylko, z czym Czytelniku pewnie się zgodzisz, że poczucie jakiegoś „ja” mamy, chociaż to „ja” trudno jest dokładnie i przekonująco opisać; zresztą nie do tego celu powstał nasz język, żeby opisywać „ja” - to do zadań języka raczej nie należy.
Zwykle jest tak, ze swoje „ja” jakoś czuję i pozostają z nim w kontakcie, czyli że „subtelny obraz” siebie, jaki mam, zgadza się ze stanem faktycznym. Gdy potrzebuję ruszyć ręką, głową lub językiem, zwykle nie mam wątpliwości, że to zrobię i że zrobię tak jak trzeba. Moje poczucie „ja” przeważnie mnie nie zawodzi.
Nawet jeśli to „ja” jest jakoś nie całkiem określone (- może się wydawać mi np. punktem schowanym gdzieś w dole brzucha – miałem kiedyś takie odczucie), to jednak to co jest z tym „ja” w najbliższym kontakcie, czyli, upraszczając, moje ciało, przeważnie zachowuje się tak jak się spodziewam.
To co po angielsku nazwano shape-shifting, czyli dosłownie „przesunięcie kształtu”, polega na tym, że poczucie „ja” - „mojego ja” - zgodnie z tym terminem „nasuwa się” na inny odczuwany kształt. Albo, że wchodzi w coś innego niż zwykle, w jakiś inny „kompleks odczuć cielesnych”. Źle się o tym mówi-pisze, bo jak powiedziałem nasz język nie do takiego komunikowania został „zrobiony”. To przesunięcie kształtu lub zmiana postrzegania siebie było pewnie podstawą baśni o przemienianiu się czarowników w zwierzęta i potwory i zaklinaniu przez nich księżniczek w żaby. Shape-shifting bywa praktykowany przez szamanów, tych „prawdziwych”-etnicznych – czy przy pomocy bębna czy za sprawą ayahuaski lub psilocybe.
Zmiany samo-postrzegania zdarzyło mi się doświadczać przy ćwiczeniach „kim jesteś”. Z dawniejszych lat także mam takie „przebłyski” z ćwiczeń bębnowych i z szałasu potów. Inni współpraktykujący mieli zapewne też, ale ponieważ kiedy się to doświadczenie pojawia, bywa tak dziwne i trudne do rozpoznania, że nieuprzedzony doświadczający może nie wiedzieć, że to jest właśnie to. (Podobnie jak z wizjami: wielu osobom łatwiej jest mieć wizję niż zauważyć, że to czego doświadcza, jest wizją.)
Szczególnym przypadkiem przesunięcia kształtu jest przesunięcie świadomości... w nic, czyli w postrzegający punkt. Wtedy stajesz się obserwatorem, który nie należy do obserwowanej sceny, jakbyś widział ją jak w kinie, chociaż jesteś wewnątrz niej.
Przesunięcie kształtu na postać zwierzęcia bywa rozumiane jako nawiązanie szczególnie intymnego kontaktu ze Zwierzęciem Mocy lub „totemem”, lub duchem-formą w postaci zwierzęcej. I chyba nie jest tak, że jedna osoba jest jakoś „przypisana” do jednej zwierzęciej formy postrzeganiowej (chociaż i tak może być). Ja najsilniej mam w pamięci (lub wręcz „w kościach”) takie „przesunięciowe spotkanie” z dzikiem, a kiedy indziej z ptakiem-derkaczem i z żurawiem.
Na pewnych warsztatach prowadzonych w Polsce David Thomson kazał wszystkim po praktyce z podróżami bębnowymi odtańczyć znalezione podczas tej podróży zwierzę.
◀ Krąg kręgów ◀ ► Magia ►
Komentarze
Iluzja zamiany ciał
Ciekawe własności naszej priopercepcji i wzroku, a z punktu postrzegania hipnotyzera dodam: werbalnej narracji.
...Skąd ja to znam...o ile się nie mylę, określa się to też mianem eksterioryzacji - i łączy się to z dość silnym wrażeniem... własnej duszy opuszczającej ciało.
To jest dopiero ciekawa rzecz, element dawnej (a dla przedstawicieli kultur pierwotnych ciągle jeszcze żywej), transowej gnozy, którego istnienie było także wiadome dawnym mieszkańcom Europy. Mnie najbardziej ciekawią dwie grupy dawnych "transowców": czarownice oraz elita wojowników - oraz to, jak kler usiłował "wyplenić" dawną wiedzę.
Tylko że wiedzy nigdy nie da się do końca wyplenić...zawsze zostaną jakieś fragmenty, abstrahując od tego, że pewne rzeczy wynikają z natury ludzkiej - człowiek nie zmienił się ewolucyjnie od co najmniej kilkudziesięciu tys. lat - w dalszym ciągu jego świadomością i ciałem rządzą te te same czynniki (choć teraz występujące w trochę innym "opakowaniu"), fizjologia ludzkich organizmów jest ciągle taka sama.
I tu ciekawostka - dziś też mamy pewne grupy "transowych wojowników" - pewne rzeczy zachodzą spontanicznie w określonych warunkach (zagrożenie życia, głód, ogólne stany deprywacyjne itp.), przynajmniej u części ludzi (czyżby kwestia dziedzicznych uwarunkowań? - w wypadku ludzi z pewnym, swoistym "instynktem wojownika" na polu bitewnym i treningowym). Ostatnio dowiedziałem się niektórych żołnierzy, zwłaszcza jednostek specjalnych (np. amerykańskich SEALsów) występowało takie szczególne przesunięcie świadomości, z postrzeganiem siebie z góry - wraz ze zmianą percepcji czasu.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
