21 listopada 2009
Janusz P. Waluszko
Serial: Średniowieczne budowanie Europy
Średniowieczne budowanie Europy 8
Omówienie książki: Robert Bartlett, Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe (950-1350). Cz. 8
◀ Średniowieczne budowanie Europy 7 ◀ ►
Europeizacja Europy
Mówiąc o niej trzeba zauważyć, że Europa miała kilka kręgów, wewnętrznym, po-karolińskim była Francja, Niemcy do Łaby i pn. Włochy po Rzym, drugim (na zachodzie) Anglia, północ Hiszpanii i południe Włoch, a trzecim podbite ziemie Celtów, południa Hiszpanii i Sycylii - problem pojawia się u nas, bo wydawałoby się zrazu, że drugi to reszta Niemiec, a trzeci Skandynawia, Polska i Węgry, może Czechy (dalej szły jeszcze kraje chrześcijaństwa wschodniego, Ruś, Bałkany, Grecja, Rosja etc., co z czasem stały się nie osobnym kręgiem a peryferią naszego - tu też wątpliwość, czy to nasz - może i my byliśmy niedoszłym kręgiem, może nawet Niemcy), ale było jakby na opak, bo niby-III przyłączył się wcześniej i dobrowolnie, a niby-II później i pod przymusem (do tego na skraju był dziwaczny, bo tworzyło go państwo zakonne, może arcy/europejskie, może wręcz przeciwnie) i trzeba rozstrzygnąć, co decyduje, geografia (odległość, miejsce), kultura (naród, cywilizacja) czy historia (czas, kolejność zdarzeń, ale może ich owoc, w/w kultura)?!
Zestawy imion były charakterystyczne dla danej społeczności, na ich podstawie można czasem namierzyć nie tylko epokę i kraj, w których były modne, ale nieraz i ród arystokratyczny, do którego ich posiadacz należał. Zdarzało się i tak, że wraz z przeprowadzką do innego kraju zmieniano imię na miejscowe (uczynił tak po przybyciu w 1085 do Normandii angielski mnich-kronikarz Orderyk > Vitalis). Było to dość częste wśród księżniczek idących za mąż do obcego kraju. Podobna regionalizacja panowała w odniesieniu do świętych, centrum kultu otoczone było dużą ilością kościołów pod jego wezwaniem czy ludzi noszących jego imię (dotyczyło to nawet popularnych świętych, bo choć np. było ponad 700 kościołów pod wezwaniem św. Remigiusza, to 80% z nich znajdowało się w odległości do 300 km od Reims. Wezwania świętych merowińskiej Akwitanii urywały się gwałtownie na Loarze, Renie [? Rodanie raczej, to chyba błąd tłumacza/autora] i Gironde). Inne imiona nosili francuskojęzyczni zdobywcy z Normandii i podbite w 1066 anglosaskie chłopstwo, choć wspólne było ich germańskich pochodzenie, ale wieki rozdzielenia i francuskie wpływy zmieniły modę i zestaw imion (do zdobywców wkrótce dostosowali się poddani i w XII w. różnice osłabły, przy tym szybciej uczynił to wyższy kler i mieszczanie). W 1225, wśród dzierżawców biskupstwa Lincoln, 3/4 chłopów nosiło imiona normańskie, podobnie także 3/4 spośród 15 najpopularniejszych (tylko 6% miało imiona anglosaskie i -skandynawskie). Zdobywcy byli nieufni wobec miejscowych świętych (tak samo działo się z kultem św. Wacława w Pradze, który niemieccy mieszczanie przyjęli dopiero po cudzie uzdrowienia sceptyka, co odrzucał tego chłopa). Tu przybysze częściowo dostosowali się jednak do miejscowego kultu (opartego na bazie kościoła), a to przywracało modę na imiona miejscowych świętych, jak św. Edwarda Wyznawcy dzięki Henrykowi III, choć sam król kazał się pochować w swoich dobrach we Francji. Do przeszczepienia lokalnych kultów (czasem z kościoła wschodniego) przyczyniły się krucjaty i przenoszenie relikwii (św. Mikołaja nawet dwa razy, wcześniej do Barii, a w czasie krucjaty do Wenecji). Masowy charakter przyjęło to po złupieniu Konstantynopola w 1204. Jednocześnie krzyżowcy wieźli zachodnie wzory (imion/świętych) na Wschód (np. św. Tomasza Becketa do zdobytej w 1219 Damietty).
Jednocześnie wraz z umacnianiem się chrześcijaństwa rosła rola uniwersalnych patronów, jak apostołowie Piotr i Jan, Maria Panna i Bóg-Ojciec, Trójca św., Zbawiciel i Boże Ciało, którzy spychali w cień lokalnych świętych (często dodawano w/w wezwania dla wzmocnienia słabnącego kultu miejscowego patrona). Było to m.in. skutkiem aktywności międzynarodowych zakonów żebraczych. Sprawiało to, że coraz częściej w całej Europie ludzie nosili te same imiona. Widać to na przykładzie władców Szkocji (w końcu XI w.) i Meklemburgii (sto lat potem), gdy miejscowe imiona celtyckie i słowiańskie zostały zastąpione przez napływowe, po części sąsiednie (normańskie i niemieckie, czasem nawet wspólno-karolińskie, jak Henryk), po części uniwersalnych świętych (w obu wypadkach Jan i Małgorzata). U schyłku średniowiecza było to powszechne, zestaw najpopularniejszych imion niewielki, a w efekcie w radzie miejskiej Drezna np. w XIV w. było 30% Janów, 24% Mikołajów i 15% Piotrów, przy tym były to wszystko imiona uniwersalne (dla kobiet popularne imiona to Maria i Katarzyna). Dzięki takim imionom nie było się ani zbyt obcym, ani otwarcie miejscowym. Uniwersalni święci wygrywali szczególnie tam, gdzie nie było świętych lokalnych, a więc głównie na terenach zdobytych na muzułmanach i poganach (różno/etnicznych od zdobywców, co pogłębiało niechęć do dawnych imion). W Prusach nie tylko ludzie i kościoły, ale nawet miasta miały imiona Marii (w tym stolica) i Chrystusa. Były oczywiście lokalne mody (np. Rajmund w południowej Francji a Mikołaj i Henryk w północnych Niemczech), ale nie byli to święci-imiona nieznane w innych częściach Europy i nie brakowało tu imion znanych wszędzie tak samo, jak Piotr czy (szczególnie) Jan (utrzymało się to, mimo zmienności mód, niemal do naszych czasów).
Upowszechniały się też monety i dokumenty (mniejszy był tu związek z podbojem, a większy z upowszechnieniem umiejętności, których trzeba było się nauczyć, by móc w/w wytwarzać, co jest trudniejsze niż słowa imion/świętych). Denary (1,7 g srebra) zaczęto bić w państwie Karola Wielkiego, co szybko podchwycili Anglicy, potem szło to dalej. Przed 900 r. nie było żadnych mennic na wschód od Renu, wkrótce jednak denary zaczęli bić Sasi, a od połowy X w. książęta czescy (1,2 g srebra) na wzór angielski, po 980 i może polscy (? Mieszka imię na monetach wiązało się raczej z II niż I z nich). Bartlett widzi związek między biciem monety a nieco wcześniejszym przyjęciem chrześcijaństwa (tak było na Węgrzech, w Danii i Norwegii, choć Dania znała także sprzed chrztu monety nie-królewskie). Czasem wraz z władzą załamywało się bicie monet, jak w Polsce 1020(?)-1070, a w Szwecji nawet dłużej, przez wiek po 1030 (to wskazuje na rolę silnej władzy w wypadku i chrztu, i mennicy). Po odnowieniu mennicy w Polsce, już za Bolesława Śmiałego, wypuściła ona w jedno dziesięciolecie ok. 2 milionów monet o wadze 0,8 g (ciekawe, że im dalej od centrum tym mniejsze; czy to jakaś reguła?). Swoje monety próbowali bić władcy Irlandii w Dublinie i na wyspie Man, ale dopiero pojawienie się najeźdźców z Anglii uczyniło tu to zjawisko trwałym, podobnie w Walii na przełomie XI i XII w. W Szkocji, jak w w/w krajach celtyckich, używano głównie monet angielskich, ale około 1140 zaczęto bić własne, a po narzuceniu w Anglii monopolu króla na mennicę (w pewnym momencie część możnych próbowała bić własne) monety szkockie zachowały się w obiegu jako jedyne obok angielskich. Słowianie zach. nie używali monet a płatów lnianych (stąd płacenie), o czym wspomina już ibn Jakub w X w. Monety pojawiły się jednak i tu przed połową XII w. nad Łabą i około 1170 na Pomorzu.
Podobną drogę odbył dokument, spisany na pergaminie i opieczętowany. Najstarsze dokumenty na danym terenie dotyczyły nadań ziemi czy praw przez zewnętrzne autorytety (np. bulle), potem miejscowych duchownych, wreszcie świeckich z pomocą kancelarii duchownej, potem świeckiej. Na przykładzie Pomorza widać, że zajęło to niemal dwa wieki. U Słowian była to całkowita nowość, u Celtów szło raczej o nową formę i zmianę ilościową. Monety i dokumenty to wyraz uznania autorytetu w stosunkach międzyludzkich, bez których wynikające z nich roszczenia nie miałyby siły, a często i wartości. Były łatwiejsze w użyciu niż to, co dawały. W ciągu XI-XII w. ze szkół logiki, prawa i teologii narodziły się uniwersytety. W XIII w. przyjęły już niemal współczesną formę międzynarodowych centrów edukacji zorganizowanych na zasadzie korporacji nauczycieli nadających stopnie naukowe, uczących, dyscyplinujących i egzaminujących studentów. Najważniejsze były tu Francja i Włochy, nie tylko ze względu na ich większą ilość, ale i jakość (najważniejsze centra to prawo w Bolonii oraz sztuki wyzwolone i teologia w Paryżu). Istniały także w Anglii i Hiszpanii, choć w owym czasie mniej i nie tak znane jak w/w. Poza tymi krajami wg Bartletta do 1350 (a więc końca okresu opisywanego przez autora) nie istniały (to nieścisłe, w 1348 powstał uniwersytet [założony przez cesarza] Karola w Pradze; istniały też uniwersytety poza Europą zach., np. w Konstantynopolu, Fezie czy Kairze, już w IX-X w.). W pełnym średniowieczu wzrosło tempo przemian: o ile benedyktyni na dotarcie do Skandynawii potrzebowali 5 wieków od chwili powstania zakonu, o tyle dominikanom zajęło to 7 lat (za życia św. Dominika jeszcze), bo byli lepiej zorganizowani, a związki między centrum a peryferiami ściślejsze (to już nie był świat zewnętrzny wobec Zachodu). Misje wśród pogan prowadzili często miejscowi, po studiach w Paryżu i Bolonii, choć może jeszcze ich kraj nie w pełni dojrzał do skorzystania z ich wiedzy. Podobnie z urzędnikami królewskimi, którzy teraz mieli często za sobą studia uniwersyteckie, co stało się czymś zwyczajnym, jak moneta, dokument czy imiona (na wzór czczonych powszechnie) świętych.
W ciągu tego okresu (950-1350) Europa (w sensie cywilizacji, nie geografii) podwoiła swój obszar, nie zawsze w wyniku podboju lub/i kolonizacji, ale i świadomej modernizacji peryferii. Nieco śmiesznie brzmi wizja, że cierpiąca Europa przeszła do kontrofensywy (rabowane przez Słowian pola Hamburga). Może ma to sens na południu wobec islamu (czy wikingów, choć tu kontrofensywy brak), ale trudno traktować serio pojawienie się Duńczyków i Niemców w Inflantach i Prusach jako reakcję obronną (tu znów widać pewną tendencyjność autora, wielbiciela ekspansji Zachodu; stosunkowo niewiele uwagi poświęca samodzielnym próbom modernizacyjnym w krajach niepodbitych, jak Polska czy Węgry, nie mówiąc już o Litwie). Duńczycy nad Bałtykiem byli stroną atakującą przed i po chrzcie, nic się tu nie zmieniło. Europę wiązała coraz silniejsza sieć powiązań handlowych (włoska z Wenecji i Genui spotykała się z niemiecką z Hamburga i Lubeki na Rusi z jednej, a w Londynie i Brugii z drugiej strony). Ciekawą rzeczą jest fakt, że centra duchowe Europy miały charakter fizycznie (i nie tylko) marginalny. Rzym leżał zaledwie 150 km od posiadłości Greków i muzułmanów, a jego łączność z resztą Europy była długo dość ograniczona, póki nie doszło do handlowej i morskiej ekspansji włoskich miast. Mimo odsunięcia granic daleko na południe, także i potem leżał on na uboczu (nie dziwi w tej sytuacji przeniesienie stolicy papiestwa w latach 1309-78 [do 1408 antypapieże] do Awinionu). Rzym nie miał znaczenia centrum kultury i polityki, jak północna Francja, czy gospodarki, jak Lombardia, Nadrenia i Flandria. Także główne centra pielgrzymkowe leżały na kresach cywilizacji (np. Santiago di Compostela nad Atlantykiem w Hiszpanii, czy mniej znane St. David na zachodzie Walii), albo wręcz poza nią (Jerozolima, w rękach chrześcijan w średniowieczu pozostawała około wieku, w latach 1099-1187 i 1229-1244).
Duża różnica panowała w stosunkach centrum z jego peryferiami na północy i południu. Grecy i muzułmanie mieli rozwiniętą religię, pismo, miasta etc., i to wcześniej niż Zachód (czerpiący od nich wzory), więc nie był on dla nich atrakcyjnym wzorem do naśladowania, ekspansja mogła się odbywać tylko przez podbój. Inaczej było na północy, wśród Słowian, Skandynawów, a nawet chrześcijańskich Celtów, dla których (zwłaszcza w przypadku silnych władców) był to atrakcyjny model rozwoju (tak jednolita religia, jak i postęp cywilizacyjny, duchowy, organizacyjny i materialny), więc nieraz przyjmowali go sami. Stosunek Zachodu do jego peryferii też był różny, o ile na południu politycznie podbitym przyznawano autonomię społeczno-kulturową (do czasu, nim w końcu ich wygnano), o tyle na północy nie tolerowano odmienności (nie tylko pogaństwa, ale i chrześcijaństwa Celtów), choć w razie przyjęcia zachodniego modelu życia pozostawiano u władzy miejscowe dynastie, a nawet godzono się z istnieniem ich własnych państw narodowych (w sensie: nie/skolonizowanych). Sytuacja mogła rozwinąć się różnie, od okupacji (zrozumiałej poniekąd w wypadku krzyżaków w Inflantach, którzy nie mogli się wżenić w miejscowe rody jako zakonnicy, trudniejszej do wyjaśnienia w Irlandii czy Walii) przez kolonizację (w Hiszpanii i na południu Włoch czy Połabiu, Pomorzu i Śląsku, gdzie ludność romańska i niemiecka wyparły miejscowych) po modernizację dokonywaną przez miejscową władzę (w stylu Węgier, Polski, Litwy, Skandynawii czy nawet Szkocji i Czech, choć tu obce wpływy były dużo większe). Klasyczny przykład to dokonania królów Alfonsa VI w Leonie i Kastylii 1065-1109 czy Dawida I w Szkocji 1124-53 i księcia Henryka Brodatego na Śląsku 1201-38, choć ich skutki były różne (w Hiszpanii nie utrwaliły się wpływy francuskie, a ona sama podbiła Arabów, w Szkocji mimo w/w wpływów angielskich zachowano niezależność, a Śląsk ją wraz z dynastią utracił, wcześniej ulegając poza wschodnim skrajem germanizacji). Próby modernizacji podejmowali także lokalni władcy w Walii i Irlandii, ale byli zbyt słabi i zaczęli to zbyt późno, a napór sąsiadów zbyt wielki, by to się udało, choć w Irlandii podbój też nie był całkowity (w Walii dokonał się do 1282). Z kolei lokalna władza mogła użyć kolonistów (tak rycerzy, jak i osadników) przeciw swym rywalom czy poddanym.
Dużo zależało od dysproporcji sił i momentu, w którym tego (modernizacji / podboju) dokonywano (czas sprawiał, że dysproporcje mogły ulec zmianie, zwiększyć się lub zmniejszyć - łatwiej było stawić czoła Zachodowi w X w., jak Skandynawia, Polska i Węgry, które dzięki mniejszej różnicy zdołały się same zmodernizować, niż w XII w., nie mając silnej władzy, jak Słowianie nad Łabą i Bałtykiem, choć części lokalnych władców udało się zachować władzę za chrzest i otwarcie kraju dla niemieckich kolonistów, ale i pod naporem można było podjąć modernizację i stawić skuteczny opór, jak Szkocja czy - dzięki ruskiemu zapleczu i unii z Polską - Litwa). Inna była sytuacja pogan na północy (ustępowali cywilizacyjnie, zauroczeni Zachodem, byli osamotnieni i nie mogli liczyć na niczyją pomoc) i muzułmanów na południu (rozwinięci, uzyskiwali wsparcie ze strony współwyznawców, więc mogli się opierać, a i po podboju - tolerowani - niechętni byli akulturacji, co najczęściej prowadziło do ich wygnania. Arabowie rzeczywiście zyskali wsparcie Berberów w Hiszpanii, a Turków na Bliskim Wschodzie, co w drugim wypadku pozwoliło islamowi nie tylko odeprzeć ataki krzyżowców, ale i przejść do kolejnej ofensywy). W trudnej sytuacji znajdowały się kraje, które nie będąc typowo-pogańskimi (a uniwersalistyczno-monoteistycznymi), nie mogły łatwo się nawrócić (Grecy, muzułmanie, a wśród chrześcijan Celtowie, Słowianie południowi i wschodni, a nawet środkowi: konflikt między Wielką Morawą a nawet Czechami i Niemcami, który ciągnął się całe wieki, do wojny 30-letniej i niemal unicestwienia na parę stuleci narodu czeskiego), co utrudniało (czy też unieważniało) ich modernizację (nawet wiarę katolicką nieraz im negowano, jak w wypadku Celtów czy Polski-Litwy). Tu jedyną obroną była rzeczywista modernizacja i siłowy odpór wobec próby podboju (w perspektywie dalszych epok udało się to tylko leżącym na uboczu Skandynawom i poniekąd poza-europejskiej [eurazjatyckiej] Rosji, inni po kolei tracili niezależność, odzyskując ją dopiero w XX w., to już jednak inna historia).
Ekspansja na peryferiach zewnętrznych była dużo większa niż wewnątrz. Na kresach powstawało setki miast i tysiące wsi, a w centrum niewiele nowych ziem udawało się zdobyć (w Anglii nie było już niemal lasów do wycięcia i bagien do osuszenia, w Niderlandach nie darmo zaczęto osuszać morze). Zagospodarowanie peryferii wewnętrznych nie wiązało się z pojawieniem się na masową skalę obcych kolonistów, konfliktami etnicznymi i akulturacją (raczej miejscowych niż przybyszów), jak na zewnątrz. Sytuacja etniczna, jak wyżej, zależała od silnej władzy. Monarcha mógł się przeważnie oprzeć próbom przejścia od pojawienia się kolonistów (zaproszenia obcych duchownych, rycerzy, mieszczan i chłopów) do zmiany sytuacji politycznej (tak stało się za Władysława Łokietka w Polsce), lokalni książęta na pograniczu słowiańsko-niemieckim nie zdołali zachować własnej tożsamości etnicznej, tam zaś, gdzie nie było lokalnej władzy, dochodziło do wyparcia miejscowych w ogóle (drastycznym przypadkiem są tu Prusy, ale i ziemie Słowian nad Łabą na ogół). Mogło jednak zdarzyć się i tak, że dany lud leżał na końcu świata, albo atrakcyjność jego ziem dla kolonistów była zbyt mała i wówczas poza ośrodkami okupacyjnej władzy (zamki, miasta) w terenie dominowali miejscowi, jak w Inflantach, czasem zachowujący pewną niezależność polityczną (do pewnego momentu), jak w Irlandii. Jeśli idzie o wymiar organizacyjny, to pierwotnie celem podboju były łupy (niewolnicy, bydło, bogactwa), a władca (stojący na czele swej drużyny, żyjący z łupów i ich rozdawania, aby pozyskać stronników) bazował na wojnie i pracy niewolników w swoich gospodarstwach. Niemcy robili tak w X w., Polacy w XI, Szkoci w XII, a Litwini jeszcze w XIII - sytuację zmieniła budowa zamków. Liczył się nie tylko fakt, że mogły lepiej chronić przed rabunkiem, ale także to, że pozwalały kontrolować poddanych pana zamku, a także wymagały więcej nakładów, które można było dzięki tej kontroli wyegzekwować. Władcy i możni przechodzą od rabunku - i pracy nielicznych niewolników - do opodatkowania ogółu poddanych, czynszów czy dziesięcin (szczególnie odpowiadało to kościołowi, żyjącemu z nadań ziemskich i dążącemu do zachowania pokoju, bo sam bronić się nie mógł). Tak było w polityce wewnętrznej, tak i na zewnątrz - tu Bartlett cytuje (za Helmoldem) panów niemieckich rabujących Słowiańszczyznę i w pewnym momencie zastanawiających się: czyż nie jest to nasza własna ziemia, którą niszczymy? I dodaje, że mieli rację - w czym, w tym, że była to ich ziemia (to oczywiście prawdą nie jest), czy w tym, że z czynszów było lepiej żyć niż z rabunku?
Kolonializm średniowieczny miał charakter, można by rzec, klasyczny - koloniści osiadali w nowym kraju i przekształcali go na wzór starego - tak działo się od kolonii greckich polis po hiszpańskie i anglosaskie w Ameryce (także Australii i Nowej Zelandii, w mniejszym stopniu południowej Afryce). Kolonia była tu rozumiana nie jako obszar zależny (wg Bartletta wyjątkiem w nowoczesnym stylu mogła być Irlandia) a komórkowe pomnożenie się swego wzoru (wyzysk - nie tubylców a - kolonistów przez metropolię kończył się proklamacją niepodległości). Sytuacja zmieniła się dopiero w XIX w., gdzie chodziło nie o ziemie, będąca bazą dla feudalizmu, a kapitalistyczny monopol na dostęp do rynków i surowców, choć już wcześniej i takie kolonie się pojawiały, głównie związane z handlem. Ekspansja Europy była efektem wielu twórczych pomysłów, np. fuzji zakonów i rycerstwa, immunitetu i targu (wolne miasto), korporacji i duchowieństwa (uniwersytety) etc. Było to oparte na prawie > wzór dało się łatwo powielać > miało międzynarodowy charakter. Abstrakcyjne wzory, jak alfabet, łatwiej mogły odnajdywać się w nowych warunkach i je przekształcać. Dużą rolę grało ujednolicenie (widać to na przykładzie imion uniwersalnych / świętych). Brak korzeni (tradycji), minimum informacji, maksimum operatywności. Czy istniała zależność między siłą państwa a ekspansją (na plus czy na minus)? Wg Bartletta nie zawsze było to warunkiem (raczej wobec silnych Arabów niż słabych Słowian - tam, gdzie zabrakło siły państwa a miejscowi byli silni ekspansja kończyła się fiaskiem, co widać po owocach krucjat na Bliskim Wschodzie czy spięciu między kolonistami a Władysławem Łokietkiem w Polsce). Rozwój monarchii po 1300 wręcz osłabił ekspansję (mogło to być wynikiem kryzysu, podobnie jak konieczność intensyfikacji systemu > wzmocnienia władzy, gdy było mniej do podziału); zaprzątnięta wewnętrznymi wojnami (ze 100-letnią na czele) Europa nie mogła udzielić wsparcia na kresach (np. w Ziemi Świętej, choć ta akurat padła już w 1291, a więc przed wzmocnieniem siły państwa, o którym pisze Bartlett, zaś podbój w Prusach, Walii czy Hiszpanii dokończono).
Mogło to być także skutkiem wzmocnienia władzy (systemu w ogóle) na kresach (o ile XIV-XV w. na Zachodzie był okresem kryzysu, o tyle na wschodzie Europy to czas rozkwitu), co widać szczególnie na przykładzie Polski-Litwy. Bartlett zauważa, że urosła ona w siłę (stając się największym państwem ówczesnej Europy) m.in. na bazie energicznego zwrotu w kierunku pogaństwa, co nie jest pełnym obrazem sytuacji, bo były tu już w XIII w. próby chrztu łacińskiego i korona od papieża, a przede wszystkim cała baza (nieobecnego u autora) zaplecza (biało)ruskiego (urzędowy język Litwy, centrum w rejonie Nowogródka etc.). Bartlett skupia się na ekspansji Zachodu i jego wzorów, tymczasem doszło tu do próby stworzenia alternatywnego centrum przez syntezę wielu elementów marginalnych i budowę zaplecza do walki z ekspansją ze wschodu (na Rusi Litwa wyparła Tatarów) i zachodu (w unii z Polską Litwa rozbiła krzyżaków, a cesarz nie mógł interweniować dzięki wybuchowi powstania husyckiego w Czechach). Także w Irlandii XIV-XV w. miejscowi władcy przeszli do kontrofensywy i choć nie udało im się wyprzeć Anglików (tak jak tamtym poprzednio nie udało się w pełni opanować wyspy) doszło do (wzajemnej, a nie jednostronnej, jak poprzednio) wymiany. Rozwój w centrum prowadził do ujednolicenia, na peryferiach mógł także polaryzować, tak ze względu na opór wobec kolonistów, jak i umocnienie własnej tożsamości miejscowych (wzmocnienie jej bazy), choć inaczej niż u Bartletta nie powstała ona w związku z ekspansją Zachodu, bo istniała tu już przedtem (np. państwo Piastów powstało zanim zetknęło się z zewnętrznymi sąsiadami, może właśnie dzięki izolacji od nich, co sprawiało, że ich napór był słabszy, podobnie jak na Litwie, a w przeciwieństwie do ludów bałtyckich nad samym morzem czy nawet zachodnich kresów Polski). A tam, gdzie (zorganizowana w państwo) tożsamość była słabsza, tam i opór też nie był silny, czy raczej skuteczny (nad Łabą i Bałtykiem). Bartlett w procesie kolonizacji kresów Europy widzi bazę doświadczeń dla tego, z czym Europa miała do czynienia po odkryciu Ameryki etc., choć nie widać by specjalnie z tego korzystano, bo i Europa była inna (absolutyzm, merkantylizm etc.) i jej wzory zaszczepiane w Nowym Świecie dały nieco inny rezultat (ucisk kolonistów przez metropolię > bunt > niepodległość, choć i powstanie [czy] repliki Starego Świata [republika przeciw monarchii, jednak i w Europie też się to zmienia], nie zaś terytorium obce a podporządkowane, jak w XIX-XX w.).
Posłowie
Wg Góreckiego Bartlett swoje badania w dużym stopniu prowadził pracując w USA, co wyjaśnia jego zainteresowanie pograniczami (tam z Indianami i Meksykiem, tu z Arabami, Celtami, Słowianami i Bałtami). Do tego w Anglii, skąd pochodzi, w końcu XX w. rozwinęła się moda na zainteresowanie wschodem Europy (wcześniej było małe i głównie o Rosji pisano), w czym dużą rolę odegrała Polska, tak przez swoje własne badania nad średniowieczem, jak i zainteresowanie nią w nauce anglosaskiej, np. u Daviesa. Pounds, inaczej niż Lewis i Bartlett, nie wierzy w jedno centrum (zach.) i peryferie (wsch.), ale w wiele centrów i ich własne otoczenie (wśród nich wymienia Polskę Piastów); co ciekawe, jest to bliższe nauce niemieckiej (może wynika to z poczucia, że Niemcy też gonią centrum, a może z ich aspiracji do bycia centrum europejskim różnym od francuskiego kiedyś, a dziś anglosaskiego). Davies podział wschód/zachód ma za wymysł nowożytny, skierowany głównie przeciw Polsce. Wersję o podziale centrum/peryferie (wschód/zachód) przyjął za to Kłoczowski. Nawet, jeśli to prawda, historia pokazała, że nie udało się tego zamazać w okresie od X do XIV w., jak chce Bartlett, bo do dziś nie udało się nam wyrównać różnic, nie mówiąc o momentach odwracania się od Zachodu, jak (w całkiem różny sposób) w wypadku I Rzeczpospolitej czy ZSRR. W średniowieczu nie ma mowy o zamknięciu tego procesu (w Polsce np. nie przyjęto systemu feudalnego, prawa rzymskiego etc.). Jak wspomniałem, u Bartlett brak mi też pokazania, jak się to zachodnie centrum ukształtowało, a nie tylko, jak to ekspandowało ku peryferiom (skutkiem tego jest pominięcie wielu ciekawych i ważnych dla europejskości elementów, jak np. instytucja Pokoju i Rozejmu Bożego, czy fakt, że w feudalnej Katalonii zgromadzenia zwoływane by zaprzysiąc Pokój i Rozejm położyły fundament pod rozwój tamtejszego średniowiecznego parlamentaryzmu - szerzej chodzi mi o sam parlamentaryzm szlachecki czy rolę samorządności w miastach etc.; wolne miasta wspomina się o tyle, o ile mowa jest o ekspansji pewnego wzoru, a nie jako odmienności [tożsamości] Europy wobec reszty świata). Górecki zauważa z kolei brak tego, co pochodzi spoza centrum, choć sam nawet tego nie wymienia, co dopiero by omówić czy uzasadnić wagę (u Bartletta pojawia się to chyba raz, w związku z tłumaczeniami z arabskiego i greki na południu Hiszpanii i Włoch). Dla mnie byłby to głównie opór wobec centrum i jego owoce, pojęcie narodu - także jako bazy dla demokracji: korona królestwa > rzeczpospolita - czy reformacja (waga swojej własnej kultury - obrządek słowiański, husytyzm, arianizm etc.). Nie neguję wpływu Europy czy roli w tym Niemiec, ale widzę i resztę. Może autorowi chodziło nie o pokazanie tworzenia Europy jako takiej, a tworzenia jej jako upowszechnienia się pewnego modelu. Gdy zobaczyłem tytuł pracy Bartletta (tworzenie Europy) wiedziałem, że chcę to przeczytać (to, że praca okazała się lekturą na zajęciach, to dodatkowy bonus), choć nie byłem pewien, czy książka zrealizuje obietnice (mogła być nudnym opisem-wyliczeniem zdarzeń, a nie ujawnieniem mechanizmu, jak się to stało, że Zachód ukształtował się tak a nie inaczej i w końcu dzięki temu wygrał). Są tu pewne elementy tego (usystematyzowanie i analogiczność pewnych zjawisk w skali całej Europy), choć nie do końca (autor nie rozstrzyga nawet kwestii przyczyn ekspansji, co mogło być jej bazą i czemu akurat ten wzór się upowszechnił, a tym bardziej nie pisze, skąd się wziął?).
Janusz P. Waluszko
wstęp * Ekspansja chrześcijaństwa łacińskiego * Diaspora arystokratyczna * Wojna i wizerunek zdobywców * Rozwój wsi * Miasta i handel * Stosunki etniczne * Chrześcijaństwo * Europeizacja Europy * Posłowie
Janusz P. Waluszko •
Średniowieczne budowanie Europy
Omówienie książki: Robert Bartlett, Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe (950-1350)
◀ Średniowieczne budowanie Europy 7 ◀ ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
