08 czerwca 2013
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna Sezon drugi
Tarotowy dziennik Thota — dzień 9 lipca 2010 rok
◀ Pierogarnia ◀ ► Astrologia, tarot i różne takie... ►
Swego czasu postanowiłam ćwiczyć interpretacje (oraz trafność) kart Tarota za pomocą tzw. karty dnia.
Są dwa sposoby realizacji tego ćwiczenia. Jeden z nich polega na wyciągnięciu pod koniec dnia karty na dzień następny i sprawdzeniu czy wróżba była trafna, drugi zaś na wyciągnięciu także pod koniec dnia, ale karty podsumowującej dany dzień. W tym drugim wypadku nie oczekujemy prognozy, prekognicji czy wróżby, a jedynie trafności wnioskowania o sprawach istotnych kryjących się za nieistotnym sztafażem. Ja wybrałam ten drugi rodzaj ćwiczenia.
W moim życiu niewiele się dzieje, więc niepotrzebne mi zastanawianie, co się jutro wydarzy. Bardziej zależy mi na sensownym zrozumieniu rozmaitych tendencji, gdy zaczynają się pojawiać w codziennym życiu i uwolnienie się (w pewnej mierze) od osobistego podejścia do nich.
Dlatego wybrałam talię kart „Tarot Thota”, bardzo hermetyczną, niezrozumiałą i odległą od tego, czego się o znaczeniu kart tradycyjnego Tarota się uczyłam. Zrobiłam to specjalnie, żeby sprawdzić przy okazji, jak działa coś, co z gruntu jest obce i niezrozumiałe, ponieważ w celach wróżebnych posługiwałam się inną talią. Kupiłam właśnie wówczas książkę Lon Milo Doquette wydawnictwa Okultura „Tarot Thota – klucz do zrozumienia”, zawierającą historię powstania tej talii, sporządzonej pod kierownictwem Aleistera Crowleya przez Friedę Harris. Artystka ta, nadała talii cechy surrealistycznych dzieł, które wówczas, w latach 1938-43 i później zdominowały wyobraźnię wielu twórców. Crowley był członkiem hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku i inspiratorem idei, jednak wykonanie sprawiło, że talia prezentuje pewną dwoistość, artystyczną opozycyjność kobieta/mężczyzna, oprócz niejasności właściwej surrealistom.
Sądziłam, że jeśli tarot w tej postaci zadziała, to z jednej strony przybliży mi ten artystyczny kierunek (hermetyzm wydawał mi się bardzo trudny do zrozumienia i sądziłam, że praca z tą talią ułatwi mi zrozumienie najbardziej ogólnych jego zasad), z drugiej zaś strony trochę poćwiczy umysł, z trzeciej zaś będzie ćwiczeniem ściśle tarotowym.
W rezultacie stwierdziłam, że na 31 dni lipca 2010 roku ocena dnia sprawdziła się mniej lub więcej w 29 przypadkach. Pozostałe 3 były niepewne, albo ja nie zrozumiałam konkretnego przesłania Tarota. Jednocześnie jednak zaciemniły podstawowy cel mojego badania: Czy to ja jestem źródłem odpowiedzi (zapewne nieświadomej przynajmniej częściowo), czy karty i ich symbolika (tej konkretnej talii).
To już przestało mieć wielkie znaczenie, w międzyczasie pogodziłam się, że do końca tego nie rozgryzę. Niestety, większość spraw, z którymi zmagałam się w tamtym miesiącu miała zbyt osobisty charakter, żeby je cytować. To, co zostało zapisane 10 lipca 2010 (sobota) jest względnie neutralne i przytoczę zapis także z innych powodów.
Co się wydarzyło 9 lipca?
„Rano poszłam odebrać sukienkę z poprawek krawieckich w ramach reklamacji. Szukałam wstążki pod kolor do kapelusza, ale nie kupiłam, kobieta z pasmanterii była zajęta młodą parą wybierającą kapelusze i miała w nosie kogoś kto szuka wstążki (ona już taka jest zawsze, nieuprzejma, prezentująca nieuzasadnione poczucie wyższości wobec klientów którzy wizualnie nie odpowiadają jej ideałowi klienta, jak zresztą większość paniuś, właścicielek butików w okolicy. Jeszcze nie wpadły na to, że satysfakcja z bytności w sklepie przekłada się także na zyski w przyszłości. To paniusie doby PRL – jeszcze przesiąkły tamtym handlem i fumami sprzedawczyń, a nabyły już nowych przekonań żon dobrze sytuowanych mężów, finansujących ich podłe sklepiki, z estetyki bazar tyle, że w lokalu. Łaskawie pozwoliła mi pooglądać sobie wstążki z bliska pouczając nieustannie, że państwo wybierający kapelusz byli pierwsi, oni zaś szukali nie wiadomo czego, raczej małżeńskiego sporu i wzajemnego upokarzania swoich gustów. Mogłaby spokojnie położyć przed nimi stertę kapeluszy i pozwolić im powybierać między nimi, ale nie, ona stała się ich doradczynią i konfliktożercą – zapewne opchnie im kilka sztuk. Z trudem wykorzystała podzielność swojej uwagi wskazując mi regał z wstążkami.
Nie kupiłam żadnej wstążki, nie podobały mi się.
W sklepiku indyjskim, gdzie kupuję swoje sukienki i gdzie sprzedawczyni niemało na mnie zarobiła bez żadnego natręctwa, wyszukała szal do kapelusza, niestety zbyt gruby. Nie byłam jednak do końca zdecydowana.
Wróciłam do domu i zamotałam na kapeluszu szal przywieziony jeszcze przez męża z Nietiszyna, ruskie badziewie spłowiałe miejscami, którego nie wiadomo czemu nie wyrzuciłam, ale które na kapeluszu wygląda super. Nawet spłowiałe części robią wrażenie, że to takie odcienie barwy, podnoszące atrakcyjność. Ale w końcu to bzdet.
Nieco wcześniej zastanawiałam się, czy będę miała co napisać o poprzednim dniu i odnaleźć jego sens, ale widać, że rozpisuję się na tematy całkiem bzdurne.
Do wieczora leżałam i czytałam książkę. Nic mi się nie chciało. Temperatura w domu zbliżała się do 28, proszki usuwające ból nogi i kręgosłupa powodowały ustawiczne pocenie się. Moja temperatura ciała wynosiła 34,6.
Karta dnia 9 lipca –Dwójka różdżek Dominion — interpretacja karty dnia (w oparciu o książkę – str. 362)
[Mars szczęśliwy w Baranie, wola w jej najbardziej wzniosłej formie, idealną wolą, niezależną od jakiegokolwiek celu. Znaczenie wróżebne: Siła, dominacja, równowaga rządów i sprawiedliwości. Zuchwałość, odwaga, gwałtowność, bezwstydność, zemsta, rezolutność, hojność, duma, wrażliwość, ambicja, wyrafinowanie, niepokój, niesforność, do tego roztropność ale i upór oraz nieumiejętność przebaczania. ]
Trochę pasuje. Dominujący Mars skierował moją uwagę (wobec nieobecności osób istotnych) na właścicielkę pasmanterii. Cała reszta – do wyboru. Plus szersze konotacje socjologiczne.”

Karta Różdżki-2, talia Crowley-Harris
Jednak czytając tak sformułowane znaczenie wróżebne dziś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że słownikowe znaczenie wykazu cech charakteryzujących działanie tej karty zawiera rzeczy bardzo od siebie odległe, a wręcz, można powiedzieć przeciwstawne. Czy dominacja na przykład ma coś wspólnego z równowagą rządów i sprawiedliwości? Albo z bezwstydnością? A to wszystko razem i z osobna z wrażliwością?
Dwójka różdżek jest odpowiednikiem karty Tarota „normalnego” — Dwójki Kijów. Wojtek Jóźwiak w swojej interpretacji podaje, że Dwójka Kijów oznacza stan, w którym bardzo chce się coś zrobić, ale nie można tego osiągnąć samemu.
Niewątpliwie, niemożność kupienia wstążki do kapelusza (którego wcale nie nosiłam, bo zabrałam do Holandii, a tam akurat pogoda była zbyt wietrzna i w rezultacie zapomniałam go zabrać z powrotem) choć banalna, ilustruje w jakiś sposób znaczenie tej karty — potrzebę energetycznego doładowania. Jednak znaczenie to wybiega dalej, poza datę 9 lipca 2010 roku. Symboliczne jej zapomnienie za granicą, a potem dostarczenie przez koleżankę do Polski mimo kłopotliwości tego przedsięwzięcia ilustruje przepływ energii między mną, a nią, między moim upalnym grajdołkiem, w którym temperatura ciała jest stanowczo za niska, a dalekim krajem, w którym pobyt zmobilizował mnie bardziej niż tego oczekiwałam. Bo właściwie od tamtego ćwiczenia z „kartą dnia” stałam się Babcią Ezoteryczną.
Całe to wydarzenie (a właściwie wydarzonko) dnia ma jeszcze inne, rodzinne implikacje i stąd moja uwaga „wobec nieobecności osób istotnych”. Istnienie jednak takich implikacji, pustych miejsc w opisach wydarzeń powoduje, że wszelkiego rodzaju dywinacje pasują do realiów – jakie by one nie były.
◀ Pierogarnia ◀ ► Astrologia, tarot i różne takie... ►
Komentarze
Ach te niuanse! Celowo kierowałam się tekstem z książki. Choć i on nie jest jednoznaczny. Na stronie 277 można przeczytać, że karta ta jest wg samego Crowley`a "ogniem w jego najlepszej i najbardziej podniosłej postaci"" i "wolą niezależną od jakiegokolwiek celu" i tak dalej. Namalowane przez Harris różdżki wyglądają ponoć "jak tybetańskie dordże (podobno - w przypisach - są czymś innym) i reprezentują ukierunkowaną moc bogów i pełnią funkcję narzędzia boskiego zniszczenia". Crowley twierdzi podobno, że: "Dziewicze jajo muusi zostać rozbite, jeśli ma zostać zapłodnione". Nigdzie nie znalazłam "osób-mistrzów-przywódców". Przy takiej interpretacji "karta dnia" byłaby nietrafiona. Czasami zresztą wyciągałam własne wnioski z rysunków Friedy Harris, akurat w tym przypadku nie ma nic takiego, co by mi na takie wnioski pozwoliło.
To jednak potwierdzałoby spostrzeżenie kończące odcinek mojego bloga - że większośćdywinacji tak czy inaczej pasuje do realiów
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
