27 grudnia 2016
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Piróga w przedmowie do Grudnika: wiedza ukryta ze wstydu
◀ Krzysztofa Grudnika. Czy może być nie-okultystyczna astrologia? ◀ ► Zabij, to nie umrzesz ►
Otwórz w AstroAkademii: Piróga w przedmowie do Grudnika: wiedza ukryta ze wstydu
◀ Krzysztofa Grudnika. Czy może być nie-okultystyczna astrologia? ◀ ► Zabij, to nie umrzesz ►
Komentarze
Myślę, że głównym powodem, dla którego ludzie z dużą rezerwą podchodzą do ezoteryki jest problem ze zrozumieniem - jest niesprawdzalna fizycznymi instrumentami, jej narzędzia są nieuchwytne (co to takiego intuicja, symbol, wizja, wgląd?), itd.
Oczywiście może to budzić lęk, bo to, czym ezoteryka się zajmuje, dotyczy naszego życia. Ale lęk pojawia się li tylko w zderzeniu z magią - głównie klątwą, która w naszych czasach jest już tylko dalekim echem swojej dawnej powszechności.
Głównej przyczyny "ozuw" dopatrywałabym się w zachowywaniu dystansu do tego, co niepoznawalne, czyli nie wchodzę w grę, której reguł nie rozumiem.
Jest za to coś innego- w tym tyglu "okultyzm" czyli "zakryte" się robi "odkryte". Każdy może zostać astrologiem, studiować gnozę a Jung i psychoanaliza to już mainstream. I tu jest zagrożenie dla "zakrytego".
Odbieram ten tekst jako próbę budowania opozycji na siłę, "Złego" by powiększyć swoje znaczenie. Bez jasno określonej, blokowej opozycji trudno istnieć, samo-okreslić się temu co w zasadzie rozmyte i słabe.
Za chwilę przeczytam, że astrolodzy- którzy przecież są w mediach wszędzie, mają klientelę, swoje środowisko i są dobrze opłacani - są prześladowani... Wypisz wymaluj paranoja prezesowska.
"Dlatego politycy i inni ludzie publiczni nie podają swoich czasów urodzenia, bo jest to informacja mająca znaczenie jedynie dla astrologów, których należy unikać." Hmm, jakieś inne wyjaśnienie, mniej demoniczne? Może po prostu nie pamiętają co mama mówiła, bo nie jest to dla nich relewantne?
Mi też zgrzytnęło, kiedy przeczytałam o politykach, którzy nie podają swojego czasu urodzenia ze względu na astrologów. Wytłumaczenia są chyba bardziej prozaiczne - choćby to, że nie ma zwyczaju ogłaszać godziny i współrzędnych swoich narodzin, a poza tym każdy (a zwłaszcza osoby medialne) odruchowo strzeże pewnych swoich obszarów jako intymnych.
A jednak kultura umiała zaakceptować i przyswoić "dziwności" muzyków i matematyków. A dziwności ezoteryków jakoś nie umie lub nie chce.
To miałam na myśli pisząc wyżej to, czym ezoteryka się zajmuje, dotyczy naszego życia
Proszę o dowody. Bo to jest -moim zdaniem -fałszywe założenie. "Dziwność ezoteryków" jest na każdej mainstreamowej internetowej stronie. Horoskopy czytają się dobrze. Tu wam chodzi raczej o to, że nie każdy podziela wiarę i obrazy podsuwane przez "okultyzm". I ma do tego pełne prawo w kulturze indywidualizmu. Ale to nie znaczy, że ezoteryka jest jakoś specjalnie prześladowana (z lęku, wstydu, wypierana?). W pewnych środowiskach (np uczestnicy ustawień hellingerowskich) wstydem jest niewiara we wpływ pokoleń pradziadów na indywidualne losy. I ci, którzy się do tego przyznają są wyśmiewani jako "głupi", "ślepi", "nie rozumiejący", "na niższym stadium rozwoju"...
"(co to takiego intuicja, symbol, wizja, wgląd?), itd."
To są pojęcia psychoanalizy (archetypowej, jungowskiej, psychologii kultury). Zgodzę się, że ludzie są w większości bezrefleksyjni- jedynie niektórzy poddają swoje życie wewnętrzne analizie np. na psychoterapii. Ale to nie jest tożsame z "ludzie boją się ezoteryki jako nieznanego". Ezoteryka- daje swoje obrazy mediom, religiom, metodom terapeutycznym trudno więc mówić o jej wyrzucaniu poza nawias kultury.
Mam wrażenie zapętlenia tej idei: ezoteryka ma jednocześnie funkcjonować "nie prześladowana" w mainstreamie i wywyższać (rzekomą "zakrytą" wiedzą) tych, co ją uprawiają. Tego nie da się pogodzić. Lub jest marzeniem chorego ego pragnącym wywyższenia nad bezrozumnym tłumem/samo-określenia przez tłum - jaki jest więc sens/wyższość owej "zakrytej wiedzy" jeśli pobudki są tak niskie?
nie uważam, aby ludzie byli w większości bezrefleksyjni (wręcz odwrotnie, uważam, że każdy człowiek przejawia refleksyjność),
(...)
Nie wyrywaj słów z kontekstu, by dyskutować ze SWOIMI WŁASNYMI myślami, nie przypisuj mi myśli, których nie mam.
To smutne, że są takie środowiska, w których
"ci, którzy się do tego (pewnego rodzaju poglądów-JN) przyznają są wyśmiewani jako "głupi", "ślepi", "nie rozumiejący", "na niższym stadium rozwoju"...
albo przypisują innym ludziom "chore ego pragnące wywyższenia...".
Autorka: Karolina Lewestam.
http://forsal.pl/artykuly/934722,dlaczego-klasa-srednia-gardzi-spolecznymi-dolami.html
"weź wszystko, czego w sobie nie trawisz, czego się wstydzisz oraz czego się boisz, i obrzuć tym Innego, a potem go za to znienawidź. "Oto enneagram! Trzy jego główne emocje: gniew ("nie trawię"), wstyd, lęk. Studiujmy enneagram.
Od momentu rozróżnienia od siebie tych dziedzin nastąpiło rozdzielenie tych ćwiartek. Każda ćwiartka zajmuje się swoimi sprawami, obecny paradygmat nie widzi między nimi połączeń. Chociaż oczywiście istnieją i są te połączenia całkowite. Nauki zajmują się wyłącznie daną ćwiartką. Ktoś kto widzi połączenia, relacje, oddziaływania między nimi w pewnym sensie uderza w stary paradygmat. Współczesna nauka zajmuje się ćwiartkami opisującymi powierzchnie NATURA i ŚRODOWISKO - fizyka, astronomia, chemia, biologia itd. Wszystko można ZOBACZYĆ, policzyć i/lub umiejscowić.
ASTROLOGIA pokazuje oddziaływania między naturą (planety - ćw. TO) a świadomością jednostkową (ćw JA). Dalej zmiany świadomości jednostkowej ludzi wpływają na całą kulturę (ćw. MY) i organizację społeczną (ćw. TE).
Innym przykładem jest medycyna germańska czy totalna biologia, która pokazuje jak konflikty emocjonalne (których źródeł można szukać w kulturze ćw. MY) poruszają naszą świadomość (ćw. JA) i uzewnętrzniają się w naszym fizycznym zdrowiu (ćw. TO).
Nauka nie może odnaleźć, policzyć i umiejscowić łączników między ćwiartkami, stąd następuje odrzucenie ich i redukcja wszystkich ćwiartek do jednej - PRAWDA (TO, naukowe poznanie).
Wg tego zdania ludzie nie lubią ezoteryki, bo wymaga od nich zrozumienia czym jest "intuicja, symbol, wizja, wgląd" . To są narzędzia nieodzowne w refleksji o swoim życiu wewnętrznym. Nie ma auto-refleksji, co za tym idzie nie ma zrozumienia dla narzędzi (nieodzownych w auto-refleksji) więc i nie ma zbliżenia do ezoteryki. Sensownie. Jeśli teraz piszesz, że każdy człowiek jest refleksyjny a jednocześnie nie "czuje" narzędzi potrzebnych do refleksji to ja faktycznie nie rozumiem..
Tu jest też zawłaszczenie "narzędzi" przez ezoterykę. Można je rozumieć, posługiwać się nimi, być refleksyjnym a nie utożsamiać się z "okultyzmem".
Wartościowym słowem w cyt. zdaniu jest "nieuchwytne". Świat jest na tyle płynny że być może ludzie potrzebują "uchwytnego". Nie jest to kwestia "lęku przed astrologiem" a raczej wieloprzyczynowego "lęku przed nieuchwytnym" właśnie, kwestia potrzeby pewności, niezmienności.
Nie wiem czy przypisuję "chore ego" (jakoś jednoznacznie), ale miałam takie skojarzenie: rozmyte zjawisko i budowa opozycji, której w rzeczywistości do niego nie ma (zjawiska przecież przenikają się i współistnieją). Po co ta sztuczna opozycja? Po co skarżyć się na to, że wiedza z definicji "ciemna" czy "hermetyczna" nie jest "jasna" i "akceptowana powszechnie"? Jakieś inne wyjaśnienie niż wygibasy ludzkiego ego i potrzeba ważności?
Otóż uważam, że ani tamtych Sił ani ich Akcji nie było.
Weź też pod uwagę, że podobnie "ocenzurowanych" jest wiele więcej dziedzin. W psychologii ani enneagram ani nawet poczciwa Mindellowska POP nie należą do poważnej psychologii! Tak samo uzdrawianie czyli alternatywna medycyna. Albo UFO. Albo, czy architekci wspierają się feng-shui?
Astrologia "żyje" w obszernym towarzystwie podobnie "wyklętych" nauk lub praktyk.
Możnych Sił ośmieszających nie było. Było i jest coś innego: proces. Proces, który działa na wszystkich uczestników: zwolenników astrologii, przeciwników astrologii, klientów astrologów, samych astrologów, wydawców czasopism i książek czyli handlowców, menedżerów mediów i instytucji naukowych itp.
To jest pewien proces rozproszony.
Głównym oponentem astrologii na pewno nie jest KK, ponieważ w światowych opiniach ton nadają społeczeństwa anglojęzyczne, a na Anglojęzycznych KK ma wpływ bliski zeru.
Głównym oponentem astrologii też nie jest nauka. Myślę, że jest nim coś, co nazwać można "OOR" -- "Ogólnie Obowiązującym Rozsądkiem". Rzecz do rozwinięcia!
http://www.listyznaszegosadu.pl/znasz-li-ten-kraj/zaba-mortal-combat-i-lewatywa-z-kawy
Az by się chciało na końcu dopisać: "Ale jaja, no nie?".
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
