zdjęcie Autora

08 września 2012

Katarzyna Urbanowicz

Serial: Babcia ezoteryczna
Wyłącznik nogi - głowa

Kategoria: Twórczość

◀ Własność ◀ ► jeszcze o tym, co, oprócz choroby, organizm może robić z nami ►

Starsi ludzie przechodzą własną „Twardą Ścieżkę”. Zazwyczaj nie czynią tego z powodu chęci. Boją się jej, czasem nienawidzą, ale to ona ich wybiera, a nie oni ją.

         Moja mama w wieku 80 lat przestała chodzić. Każdy ruch jej nóg był okupiony straszliwym bólem. Badania rentgena nie wykazywały niczego, więc diagnozy były różne, najróżniejsze. Jedna z nich utkwiła mi w pamięci ponieważ niosła ze sobą powiew optymizmu. Pewien specjalista, do którego trafiłam za pośrednictwem łańcuszka znajomych znajomych (wówczas inaczej się nie dało) oświadczył, że wprawdzie nie ma pojęcia co to za choroba, ale z wieloletniego doświadczenia wie, że jeśli się już przydarzy, cofają się wszelkie objawy demencji starczej i innych zaburzeń mózgowych. Organizm wyłącza z użytku nogi, ale dzięki temu umysł pracuje nadal sprawnie.

         Moja mama wówczas przejawiała skrajne zdziecinnienie i, o dziwo, profesor miał rację. Cień, który powlekał jej umysł i cofał uporczywie do nawyków do lat wczesnego dzieciństwa, gdzieś rozwiał się.

         Mama umarła po kilku latach w pełni władz umysłowych – czy szczęśliwsza z tego powodu – kto wie?

         Dzisiaj ja pokładam nadzieję w nowoczesnej diagnostyce, jednak bez rezultatu. Mimo rehabilitacji opłaconych bólem, mimo rozmaitych badań (ale bez tych najnowocześniejszych) chodzę coraz gorzej i nikt nie wie dlaczego. Lekarze są tylko mniej sympatyczni niż kiedyś i nawet po opłaconych prywatnie wizytach zazwyczaj od pierwszego spojrzenia w progu gabinetu rzucają: „Cóż, młodość zazwyczaj nie wraca!”

         Mam tylko nadzieję, że i jak moja mama umysł będę miała do końca (mimo rozmaitych potknięć) sprawny.

Ale do czego zmierzam: Znam pewną rodzinę w której choroba, rozmaicie zresztą przejawiająca się i diagnozowana, powraca już w czwartym pokoleniu. To wyzwanie dla astrologa – bo lekarze w tym jak i mnóstwie innych wypadków nie sprawdzili się. Badają ją rozmaici specjaliści, na końcu psychiatrzy, ale nic z tego nie wynika. Coraz nowocześniejsze leki, coraz gorsze skutki uboczne, a problemy kolejnego pokolenia córek zostają.

Rośnie ostatnie pokolenie – cudowne dziecko, Julia, żywy ogień z domieszką żywiołu wody, nawet na ciele ma czerwone znamię w kształcie płomienia. I zapewne ona, jak wszyscy w jej rodzinie, będzie musiała zmagać się z nieznaną chorobą. Ma na razie niewiele ponad roczek, jeszcze nie mówi, ale jest tak pełna ciekawości, ekspresji; nieustannie promieniuje energią, nie zatrzymuje się ani na chwilę. Kiedy się na nią patrzę mam uczucie, że oglądam kogoś nietuzinkowego i niepospolitego. I strach pomyśleć, co się z nią stanie, gdy choroba zapanuje do końca nad matką i babcią. A przecież i one były kiedyś nietuzinkowe, każda w swoim rodzaju. Prababcia, bohaterka w czasie wojny, samotnie ocaliła kilku aresztowanych przez Gestapo; babcia, grająca w orkiestrze Filharmonii, córka, którą choroba dopadła zanim zdołała rozwinąć w pełni karierę akademicką i najmłodsza, ognisty Baran, najbardziej ognisto — wodna z nich wszystkich?

Czy astrolog ma tu coś do powiedzenia? Czy może na coś poradzić? Podpowiedzieć?

◀ Własność ◀ ► jeszcze o tym, co, oprócz choroby, organizm może robić z nami ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)