12 grudnia 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Zrozumienie jako przemoc
◀ Religie i nie-religie przemiany i słabość chrześcijaństwa i neopogaństwa ◀ ► Szamani Epoki Wodnika. 1994 ►
W poprzednim odcinku, „Religie i nie-religie przemiany i słabość chrześcijaństwa i neopogaństwa”, napisałem – co? – Że od jakiegoś czasu główną pasją duchowych poszukiwań i trosk ludzi „Zachodu” (...mniej więcej...) jest to, jak się zmienić. I że religijna tradycja Zachodu nie dostarcza na to odpowiedzi ani przepisów („technik”), wobec tego szukamy gdzie indziej: w Azji i u narodów tzw. „pierwotnych”. Ale nie tylko tradycja religijna Zachodu nie daje na ten głód przemiany odpowiedzi ani remedium, ale również nie dają ich ruchy opozycyjne wobec chrześcijaństwa, czyli (neo)poganie aka rodzimowiercy. Jedni i drudzy coś przegapiają, prześlepiają.
I to tyle było mojego przekazu. Tymczasem pod tamtym odcinkiem pojawiły się komentarze zawierające niepokój i nerwowość; jak to ujął Przemysław Kapałka: „Nie wiem, czy podzielicie moje wrażenie, ale jak odezwała się propagatorka chrześcijańskich metod, to od razu zrobiło się bardziej nerwowo.”
Dlaczego?, skąd ta nerwowość? – Myślę, że zapewne z podobnej przyczyny, dla której niektórzy nigdy nie pójdą do astrologa ani psycho/loga/teraputy: „Nie może być tak, że ktoś więcej wie ode mnie niż ja sam”. Wiedza astrologa, enneagramisty lub poczciwego psychologa wydaje się „mnie” zagrażająca. Zagrażająca jako naruszenie „mojego” – mojego terytorium, bo przecież „moja osoba”, „moja psychika” każdemu wydaje się najbardziej rdzenną częścią własnego terytorium i własnego stanu posiadania. „On lepiej wie ode mnie, co ja tu mam, więc narusza mój stan posiadania, moje terytorium.” Z tego powodu szlachta nie dawała na sobie robić spisów ludności ani urzędowo rejestrować swoich herbów, a chłopi gonili spisowych agentów sztachetami.
To samo jest z religią lub z czyimiś religijnymi poglądami, z wiarą. Jeśli pewien filozof albo tylko publicysta (jak ja) je porównuje z czymś, analizuje, doszukuje się początków i powiązań, układa w matryce – to jest to przez wiernego odbierane jako zagrożenie. Oto to, co zwykł postrzegać jako świętość i tajemnicę, więc jako syngularność (używam słowa Sloterdijka), u tego oto badacza staje się zaledwie przedmiotem (rozważań), niby jakaś pospolitość – jakaś pospolita sikora bogatka albo pospolita liczba pi. To co wydaje mi się niedostępne, nagle staraniem badacza dostaje swoją mapę – a to budzi lęk i poczucie zagrożenia podobne do tego, skutkiem którego Sowieci i nasze ich psy zabraniali drukować i rozpowszechniać mapy terenu, a te dopuszczane do sprzedaży – kazali zniekształcać.
Poznawanie i rozumienie jego własnych poglądów u niejednego (nie tylko chrześcijanina) wywołuje zagrożenie i odbierane jest jako agresja na jego „terytorium”, jako przemoc. Symboliczna przemoc, ale przemoc.
Z tego powodu dawni judaistyczni ortodoksi zabraniali studiów nad gramatyką języka hebrajskiego, żeby czasem z Biblii-Tory nie wyszło coś, czego sami nie przewidzieli. Kościół katolicki w ogóle nie dawał niewtajemniczonym czyli nie-kapłanom Biblii do czytania. W islamie zabroniono tłumaczyć Koran na inne języki. U dzisiejszych katolików, przynajmniej w Polsce, widać szlaban na zbyt wścibskie studia nad Ewangeliami i historycznością Jezusa, bo co by to było, gdyby okazało się, że z tą historycznością jest coś nie tak. To też przyczyna, dla której wiaroburcę Sloterdijka wydało niszowe wydawnictwo Aletheia, a nie ktoś mający większą siłę na rynku idei.
◀ Religie i nie-religie przemiany i słabość chrześcijaństwa i neopogaństwa ◀ ► Szamani Epoki Wodnika. 1994 ►
Komentarze
Nic nie stoi na przeszkodzie, byś pisał o historyczności lub nieistnieniu, względnie o jednym i drugim przywódców religijnych. O Buddzie sporo wiadomo, ale istnienia Lao-tze chyba nikt przekonująco nie udowodnił i nie w tym rzecz.
Księgi święte zakazywano tłumaczyć, z obawy przed zafałszowaniem przekazu. To jest ten sam casus co z prawem drukowanym i pisanym. W tradycyjnych społecznościach piśmiennych prawo bywało spisane, ale w ściśle określonej liczbie egzemplarzy, których nie wolno było kopiować - przykład z Czeczenii. Chodziło o to, by uniknąć mnożących sie interpretacji. Od interpretowania prawa byli mędrcy.
Tam gdzie prawo kopiowano i (o zgrozo) drukowano, tam zaczynały się "kłopoty". Pieniactwo to wynalazek ery druku.
Naruszenie "mojego terytorium" = spowiedź. Wynalazek równolegle narodził się w chrześcijaństwie i taoiźmie, choć podejrzewam, że w taoiźmie był wcześniej. Mówię o instytucjonalizacji spowiedzi, a nie spowiedzi jako takiej, oczywiście. Spowiedź polega na schyleniu hardego karku i uznaniu swojej małości. W taoiźmie normą była początkowo spowiedź publiczna. Obecnie unika się takich wariactw. Przychodzi się do świątyni, klęka przy kapłanie i w myśli przeprasza się za grzech, który uważa się za najgorszy. Kapłan odprawia egzorcyzm i chwacit´.
Kwestia spisów ludności to rzecz odrębna. Problem polega na tym, że nie wiemy co o nas mają w spisach ludności, w rejestrach skarbowych itp. Boimy się nieokreślonych konsekwencji dysponowania naszym losem bez naszego udziału. Problem z pogranicza tematu "spowiedź" i tematu "totalitaryzm".
"można powiedzieć, ^^nie zważaj na grzechy nasze, lecz na wiarę twojego kościoła. ^^I szlus. "
Często się zastanawiam, czy ludzie w ogóle się zastanawiają nad tym co mówią na mszy i nie tylko.
Pozdrawaim
OK, akceptuję to, konfederacja warszawska mówi wyraźnie: "poróżnieni/rozróżenieni w wierze (dissidentes in religione)". Ateistów wtedy nie uznawano, ale czasy się zmieniły.
Jeżeli Twoją religią jest Rozum, to istotnie dogmat o niepokalanym poczęciu może być obraźliwy dla rozumu. Albo słowa pieśni religijnej: "wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój...". ;-) Odmawianie różańca, litanie - powtarzane, a jakże - całkowicie bezmyślnie - mogą również obrażać Gosianę.
Niewielka jest jednak różnica między religiami w tym względzie... religia rozumu też ma swoje rytualne zaklęcia, które mnie bardziej śmieszą, niż obrażają...
Moja rada dla wszystkich "sceptyków" jest jednak taka: nawet jeżeli coś się wydaje być bezsensu (w kategoriach 0-1, tak tak, nie nie), to radziłbym przyjąć optykę chińską: i tak, i nie oraz ani tak, ani nie.
Pozdrawiam :)
Klepiąc to tyle razy nie da się nad tym zastanawiać, a nawet, jak się da, mało kto zadaje sobie ten trud. Mówię to jako ktoś, kto przez wiele lat chodził na msze i odmawiał modlitwy. Próbowałem się zmusić do zastanawiania nad tym, co mówię, wychodziło mi to kiepsko. Z tego, co obserwowałem, nielicznym się to udawało.
Nie zauważyłem, żeby w komentarzach do tematów (odcinków większego cyklu) otwieranych przez Wojtka wkradła się jakaś nerwowość (wiem [śmiech] ...wspominał o tym Przemek). Osobiście uważam, że zrobiło się "ciekawiej" ...taka mała "burza mózgów" - ożywienie (znaczy się temat wywołuje emocje...), co raczej powinno wyjść na dobre. Zresztą jak zauważył Radek, "poznanie" (i związane z nim procesy) muszą chyba boleć. Nie zawsze układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. My tutaj naprawdę poruszamy się po grząskim terenie (ktoś czuje, że tonie i woła pomocy, ktoś odpowie, ktoś inny nie ... ). Wcalę nie liczę, że nauczymy się "pięknie różnić" (lepsza sprzeczka niż kółko wzajemnej adoracji).
Co do tekstu Wojtka...to jak zawsze jestem pod wrażeniem dokonywanych przez Niego porównań, poszukiwań-odnajdywań (układania) znaczeń, matryc, a zwłaszcza zaś mnogości informacji ... . To daje mi do myślenia, inspiruje i fascynuje. Też bym tak chciał [śmiech]...ale to wymaga obiektywizmu, a ja (jak już pisałem) jestem zbyt mocno wtłoczony w ściśle określony typ duchowości to znaczy jestem "zaangażowany" po jednej ze stron. Tyle tylko, że zdaję sobie z tego sprawę. Czasem wewnętrznie się burzę, ale przyznaję mu (tj. Wojtkowi) rację.
Szczególnie blisko mi do Kuby (alchymisty) ... czuję że żyje w nim ten sam duch Rzeczypospolitej...wspólnej dla wyznawców różnych światopoglądów, kultur i języków, świadomych jednocześnie wartości odziedziczonej tradycji i wiary (mam tutaj na myśli daleko pojęty autonomizm, co staram się dać do zrozumienia w swoich komentarzach) oraz stojących na straży swojej własności ... I tutaj dochodzimy do kwestii obrony "mojego terytorium" do czego w tym odcinku wyraźnie nawiązuje Wojtek. Tak więc koło się zamyka ...
...
z tą "przemocą" to racja ...każde wtargnięcie na nasze terytorium jest tak odbierane. Nie wyobrażam sobie żeby miało być inaczej ...
Wiem ...(wg. przekazywanej od wieków tradycji) Jezus i Budda dają nam do zrozumienia, że jednak może (powinno) być inaczej ... Podobno jest to warunek do osiągnięcia "zbawienia-oświecenia" [śmiech]. ...
P.S.
Mnie się wydaje, że na tym świecie albo jesteśmy "agresorami", albo ofiarami czyjejś "agresji" innej opcji nie ma (!?)... (że takie "cuda", żeby nie było "agresji" to chyba poza światem)
pzdr
>>> Jeśli wierzysz w różne takie niepokalane poczęcia, w bogoczłowieka itp. to dlaczego nie wierzysz w to, że Atena narodziła się z głowy Zeusa?Jest w logice twierdzenie, autorem podobno Jan Duns Szkot, że ex falso (lub: ex contradictione) quodlibet sequitur - z fałszu (sprzeczności) wynika cokolwiek, "co kto lubi". Więc w religii na początku musi być coś niemożliwego, że jak przez to się przebrnie, to żeby dalej już trzymać się tego wymarzonego quodlibet. Kiedyś pisałem już o tym (ale nie chce mi się szukać, gdzie), że tamto quodlibet, skoro nie wspiera go ani logika, ani doświadczenie, musi być gruntowane czymś innym. A czym? Przymusem. Fizyczną siłą, presją autorytetu, groźbą.
Całkowicie się zgadzam co do co najmniej dwóch kościołów. Ja też nie zrywam całkowicie stosunków z chrześcijaństwem i póki nie muszę, nie będę tego robił. Kilka moich największych mistycznych przeżyć miało miejsce podczas czuwań modlitewnych, organizowanych przez werbistów. Tam też nastąpiło moje pierwsze wielkie oczyszczenie, co prawda to nie byłoby możliwe bez tego, co robiłem przez poprzednich parę lat, niemniej jednak stało się właśnie tam. O tym staram się pamiętać.
"(...) ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną, i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć".
Nie bardzo widzę ich patriarchalności. To trochę tak, jak by powiedzieć, że makijaż i biustonosz to męski wynalazek. I może nawet to są męskie wynalazki, co nie zmienia faktu, że najchętniej przyjmują je kobiety.
I druga zagwostka... Kościoły chętnie sa odwiedzane przez kobiety. Zdecydowanie chętniej, niż przez mężczyzn. Powiedziałbym więc raczej, że jest to religia kobiet zarządzana przez mężczyzn. I gdzie tu patriarchalizm? Gdzie przymus???
Kolejna kwestia: przymus we wprowadzaniu wiary. Od kiedy Konstantyn przyjął chrześcijaństwo, można powiedzieć, że chrześcijaństwo stało się "przymusowe". Czy jednak dogmaty równiez były przymusowe? Dogmat niepokalanego poczęcia wskazuje raczej na tradycję gnostyczną. Sam kult Bogini-Matki jest z kolei tradycją pogańską. Gdzie przymus pytam się, skoro ten kościół tak ochoczo wchłania wierzenia wiernych?
1. Patriarchalna jest sama Trójca Święta: Ojciec, Syn i Duch. Sami faceci. Do tego ten kult dziewictwa, który na pewno służy tylko facetom (pominę, co o nim myślę, bo to nie na temat).
2. Kobiety zawsze idą tam, gdzie są silni mężczyźni i gdzie mogą się czuć uległe :) to tak w skrócie, rozwinięcie tego też byłoby nie na temat.
3. Konstantyn tylko zalegalizował chrześcijaństwo. Przymusowe stało się dopiero za Teodozjusza.
4. Dogmaty w chrześcijaństwie są przymusowe. Wielu ludzi zostało skazanych za ich podważanie. Obecnie też ich kwestionowanie jest grzechem (to jeszcze pamiętam).
Radku nie przesadzę jeżeli powiem, że jesteś bliżej "świętości" niż wszyscy inni (zwłaszcza tzw. "wierzący") ja zaś jestem większym "sceptykiem" od Ciebie dlatego tak trudno uwierzyć mi w ludzi ...
Pozdrawiam
Przymus istotnie dotykał intelektualistów, ludzi, którzy podejmowali walkę w imię religii Rozumu. Być może dopiero umasowienie chrześcijaństwa w XVIII i XIX wieku doprowadziło do liczebnego wzrostu herezji - po prostu więcej było ludzi, którzy o doktrynach chrześcijańskich (nie tylko katolickich) cokolwiek wiedzieli.
To jest obrazek pokazujący jak lud rozumiał trójcę św.:


Czy naprawdę na tym obrazie widzisz jakiegoś faceta? Ja bym dyskutował. Widziałem zresztą jeszcze bardziej "dziwo-rodne" ludowe wyobrażenie trójcy, ale nie mogę go znaleźć w internecie. Daję tutaj inny przykład:

WW obu przypadkach mamy zresztą połączenie motywów hinduskich (bóstwo o wielu twarzach) z motywem chusty św. Weroniki... Ale rodzimy światowid też się kłania (czwarta twarz ukryta z tyłu - jak w astrologicznym znaku ryb, który w istocie jest trójwymiarowym obrazkiem łodzi z wiosłami ♓
W sprawie patriarchalności trójcy można przyznać rację na poziomie dziedzictwa judaistycznego. Żydzi byli poligamistami, co nota bene nie jest niczym złym. Ale niska rola kobiety może wynikać ze stepowości tego ludu. Co innego w kulturach rolniczych takich, jak nasza. Nie zauwazyłem, żeby w Polsce pozycja kobiety była niska. Raczej wysoka i stale rośnie. Aż do przesady.
zwrócił uwagę na fakt, że w coraz bardziej rozpalającej się dyskusji większość pomyliła "niepokalane poczęcie" z mitami o cudownych narodzinach z głowy bóstwa, albo z morskiej piany ...
Stary katolicki dogmat o nie skalaniu grzechem NMP mimo normalnego poczęcia (tj. stosunku rodziców, że tak powiem...[śmiech]) tak samo jak możliwe w naturze dzieworództwo (dziewica rodzi dziewczynkę, ale kto zaprzeczy, ze ta zmutuje w chłopca) nigdy nie stał w sprzeczności, ani z prawami natury, ani ze zdrowym rozsądkiem. Tak samo żaden "katolicki" dogmat nigdy nie kazał wierzyć w "żółtą kaczuszkę" krążącą na orbicie okołoziemskiej...O to, zaś że bez nowoczesnych instrumentów i tysięcznych obserwacji ludzie kierując się "zdrowym rozsądkiem" twierdzili, że Słońce krąży wokół Ziemi nie można mieć żadnych pretensji ...
Pozdrawiam
która pojawia się nad Jezusem podczas chrztu w Jordanie i w ikonografii katolickiej symbolizuje Ducha Świętego (...) jest mężczyzną ???
pzdr
Alchymisto! Wspaniałe światowidy znalazłeś. :)
Co do gołębicy (Boruto) -- w oryginale greckim ptak ów nazywa się peristera, co znaczy "gołąb" i jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego, jak u nas wrona, czapla, sroka -- rodzaju żeńskiego, ale oznaczają gatunek w całości, obie płci.
Duch po grecku to "to pneuma", rodzaju nijakiego. Znaczy także wiatr, powiew, powietrze, zapach.
być może właśnie dlatego w polskim przekładzie używa się zwrotu "gołębica"... żeby nie kojarzyć Ducha Św. ("pneumy") (hebr. ruah) tylko i wyłącznie z "męskim" pierwiastkiem
pzdr
@alchymisto: A kto niby jest na tych zdjęciach? Baba? Tranwestyta? Przecież to typowy facet, tylko o czterech twarzach.
Fakt, że w Polsce chrześcijaństwo jest mocno sfeminizowane, głównie przez kult pewnej pani (która w każdej innej religii zostałaby uznana za boginię, ale to osobny temat). Ale to chyba nasza lokalna odmiana, która tak naprawdę niewiele zmienia. Funkcje mogą sprawować wyłącznie mężczyźni, ministrantami od niedawna gdzieniegdzie mogą być dziewczyny. Wszystko, co ważne, zarezerwowane jest dla facetów, kobietom przypada rola sług, szeregowców i klakierów. Jeszcze parę wieków temu nawet w chórach kościelnych nie mogło być kobiet.
A tęcza ile ma kolorów? Siedem czy może osiem? A może dziewięć? Słowa, słowa...
A pięść to co to jest? Rozwiń palce i nie ma pięści...
A półksiężyc jest do połowy pełny, czy do połowy pusty? I tak dalej...
A propos chórów: no może nie było kobiet, ale za to byli kastraci.
Przepraszam, ale moje komentarze chyba rzeczywiście odbiegają od ducha taraki i oczywiście gotów jestem z nich zrezygnować. Tu są ciekawe teksty i na pewno będę tu wracał, ale forów do pisania jest wiele.
Staram się podawać ciekawe przykłady, które troszkę rozbijają tutejszą arcyjednoznaczną narrację. To samo czasem robię na blogach prawicowych, bo nic tak nie szkodzi sprawie, jak przekaz mono. Trzeba podważać własne poglądy, czasem je doprowadzać do absurdu, by uzyskać chociaż intelektualne katharsis i odkryć prawdę.
Bunt przeciw kościołowi to częśc mojej przeszłości, ale też dostrzegam w jak wielu sprawach się myliłem i staram się o tym pisać, czasem w formie absurdalnej. Zbyt łatwo, Panowie, pędzicie do wniosków; rzeczywistość jest bardziej zniuansowana.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
