zdjęcie Autora

28 maja 2013

Katarzyna Urbanowicz

Serial: Babcia ezoteryczna Sezon drugi
Enerdówek 2013

Kategoria: Twórczość

◀ Lilith rzucająca cień ◀ ► Co można robić na Wieżach Babel (poza spadaniem) ►

            Nie interesuje mnie sport. A już piłka nożna zwłaszcza. Jeśli oczywiście ma ona jeszcze coś ze sportem wspólnego. A nie ma nic a nic. W niedzielę zmordowana wróciłam z weekendowej wyprawy do Galerii Mistrzów Dawnych w Dreźnie, gdzie zamiast spać w hotelu po męczących spacerach w lejącym deszczu i siedmiuset z hakiem kilometrach w samochodzie, zmuszona byłam wysłuchiwać do rana wrzasku niemieckich kibiców. No ale trudno, mówi się. Całkowicie już rozbudzona o czwartej rano zmobilizowałam wszystkie siły organizmu do walki z niesprzyjającymi okolicznościami pocieszając się, że już wracam i Dzień Matki jako święto rodzicielki zafundowane mi przez wdzięcznego syna wreszcie ma szansę się skończyć. Jeszcze tylko...

            Ochrzaniona podczas śniadania (wkalkulowanego po europejsku w cenę hotelu) przez panią kapo za to, że do nalania kawy użyłam przezroczystego kubka z uchem ponoć przeznaczonego do herbaty zamiast identycznego białego kubka z uchem służącego do nalewania kawy, a po zorientowaniu się, że jestem Polką i niewiele z jej wykładu na temat przeznaczenia poszczególnych naczyń do określonych celów nie rozumiem (albo raczej nie chcę rozumieć), wezwała pomoc w postaci osiłka, którego wykład był bardziej dogłębny, cóż nadal w języku niemieckim. Niestety, angielskiego nie znali, nie mówiąc już o polskim, a ja nie miałam ochoty stresować się faktem, że w dawnej, ale nie istniejącej obecnie NRD za niemałe przecież euro, hotelowa obsługa śmie gościowi zwracać uwagę na jakiś bzdet. W dodatku podpadłam im totalnie, bo wychodząc z jadalni o dwóch kulach nie byłam w stanie zanieść brudnych naczyń do ustawionego w kącie wózka, ale do przepychanek nie doszło. Wzruszyłam ramionami, poszłam sobie, i tyle. Śniadanie było smaczne i obfite, a ja niewyspana nie miałam ochoty na żadne walki.

         Ale pamięć starego człowieka przywołuje podobne zdarzenia i analogie, a ja przypomniałam sobie (wcale tego nie chcąc) podróż z Polski do Odessy we wczesnych latach siedemdziesiątych. Otóż na miejscu w Odessie obsługa nie chciała wypuścić naszej wycieczki z wagonu sypialnego pociągu bez wyjęcia koców i powłoczek z pościeli i złożenia tego wszystkiego w stosowną kostkę w określonym miejscu posłania (koniecznie w nogach!). Tak czy siak komunizm ujawnia swoje oblicze w najmniej spodziewanych momentach:  — Masz obowiązek stosowania się do reguł, które wcale nie muszą ci być znane, a które wymusza się w celu ukazania ci, jakim jesteś śmieciem wobec wszechwładzy przekonania, że to, co robi władza jest konieczne, stosowne i istotne, słuszne i sprawiedliwe, a wręcz niezbędne, chociaż nie ma żadnego praktycznego ani nawet ideologicznego znaczenia. Pogarda dla człowieka i jego indywidualności w stanie czystym, wyekstrahowanym z ogólnych logicznych wskazań międzyludzkiego współżycia.

         W Odessie żądanie układania koców i zdjęcia pościeli chociaż miało jakiś sens praktyczny — oszczędzenia pracy obsłudze, a tutaj żadnego! Naczynia myje się w zmywarce, zarówno kawa jak i herbata z termosu miała ciepłotę letniego pieca, wrzątek nie rozsadziłaby więc szklanki,  kogo to powinno obchodzić jakiego koloru biorę kubek: biały czy przezroczysty?

         Właściwością Wschodnich Niemców jest niechęć do informowania kogokolwiek o regułach (wymaganych!). Żeby znaleźć właściwe wejście na wystawę spośród kilku bram i kilku aktualnych wystaw trzeba otworzyć ciężkie drzwi każdej, a czasem i wejść po schodkach, ponieważ na zewnątrz nie ma żadnej informacji. Żeby wejść do ubikacji (bilet muzeum za 10 euro uprawnia do skorzystania z bezpłatnej toalety) należy biletem tym przeciągnąć przed czytnikiem. Czytnik ma trzy światełka czerwone na górze, jedno zielone na dole i większość klientów ( także Niemców) przeciąga podłużnym biletem z lewa do prawej, przytyka go do górnych światełek, a w trzeciej kolejności do jednego dolnego (siła mentalna trzech czerwonych  przeważa nad jednym zielonym), a w ostateczności, skoro bramka nie chce się nadal otworzyć, próbuje podkładać bilet pod spód, jak w czytniku cen w marketach. Tymczasem nic z tego, a nikt nie wpadł na pomysł, żeby umieścić obok informacyjny obrazek.

         Pewien człowiek, Anglik zresztą, nie mogąc porozumieć się w ojczystym języku z obsługą muzeum, z stojącą za plecami kolejką ludzi podobnie jak on nie mających pojęcia jak skorzystać z biletu do siusiania, a nie zwiedzania, nie bacząc, że znajduje się w przybytku kultury wpadł we wściekłość, zrobił się czerwony i siny na twarzy i utknął pod kołowrotem, ponieważ był gruby i nie dał rady się przecisnąć ani przeczołgać. Ja stałam z boku i obserwowałam jakiś czas, aż trafił się ktoś, kto wiedział co zrobić. Otóż trzeba było przeciągnąć biletem z góry na dół, a nie z lewej do prawej; z buziami aniołków patrzącymi w lewo, a loczkami na głowie na prawo, mieszcząc się między skrajnymi czerwonymi światełkami. Towarzysząca mi znajoma miała jednak problem: powiedziałam jej, żeby ciągnąć z góry na dół, ale ona miała na bilecie inny obrazek niż ja: mianowicie Świętego Sebastiana najeżonego strzałami i zasada przytykania lewego boku (gdzie miał najwięcej strzał) do czytnika nie sprawdzała się. Świętego należało ustawić na głowie, prawym bokiem do światełek i wówczas można było iść i spokojnie siusiać w zgodzie z obowiązującymi regułami i w godnym poczuciu spełnionego obowiązku.

         Cała reszta muzeum była w porządku, jeśli pominąć zakaz fotografowania (który spowodował, że nazwiska niektórych mistrzów zapisałam z błędem i teraz ojczulek Google karci mnie, że takiego geniusza malarza świat i on nie zna (co, najgorsze, dotyczy pewnego obrazu, najlepiej zapamiętanego przeze mnie i korespondujacego z dziełem innego malarza, oglądanym w Luwrze), no i fatalnego oświetlenia, powodującego, że niektóre obrazy z powodu podwójnych poblasków (farby olejnej i szyby) nie dawały się oglądać mimo wędrowania po całej sali i przeciskania się przez tłumy. Ale to detale w końcu. Reszta geniuszy znanych i uznanych była dostępna (łącznie z nazwiskami twórców i tytułami dzieł)) do kupienia na pocztówkach za 99 eurocentów i w Google–grafika oczywiście też. W dodatku ja bardzo ceniłam sobie obecność w większości sal wygodnych siedzisk, pozwalających kontemplować niektóre dzieła, a także czasami odpocząć.

         Ale gdy na początku sztuki położy się na stole strzelbę, to w ostatnim akcie ktoś musi z niej wystrzelić. Na początku tej opowieści był mecz Borusii Dortmund z Bayerem Monachium. W poniedziałek rano, już w Polsce, głodna wiadomości, co się działo w ojczyźnie w czasie mojej nieobecności, dowiaduję się w TVN 24 na pierwszym miejscu o tymże meczu, choć upłynęło odeń ponad 32 godziny! I w dodatku, nie dość, że sprawa na pozór nie dotyczy Polski, okazuje się, że jednak jest dla niej jak najbardziej istotna; prezenterzy i prezenterki aż zachłystują się: niejaki Lewandowski opuszcza przegranych i sprzedaje się zwycięzcom. Ale wieści! Klękajcie Polacy! Polak sprzedał się, choć jeszcze nie wiadomo za ile. Jak za dużo, to chwała mu. Ale kogo normalnego to nie zniesmacza? No i w Podkarpackim wybrali nowego marszałka, nie z tych zaprzyjaźnionych koalicjantów, jak miało być, tylko dzięki przyjaciołom z wrogów. Całkiem jak w bajce Ignacego Krasickiego „Przyjaciele: — „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Dodam, że z aprobatą publiczności.

         Człowiek, który nie uważa tych spraw (wyboru marszałka) za nadmiernie istotne lub w ogóle istotne (decyzje jakiegoś kopacza piłki) czuje się nie na miejscu, zarówno w enerdówku jak i tu. Jego myśli krążące jeszcze wokół takiego czy innego dzieła sztuki, obecności na obrazie jakiegoś rekwizytu symbolizującego sprawy, które wymagają rozważenia, sytuują go poza zdrową częścią społeczeństwa, zainteresowaną w ogóle czymś innym. I nie jest to bynajmniej problem odmiennego hobby: oglądania meczu czy oglądania wystawy, wszak można lubić i jedno i drugie. To problem, z którym musi się zmierzyć każdy z nas, choć większość ucieka od tego, jak diabeł od święconej wody: jesteśmy razem ze wszystkimi czy niekoniecznie.

◀ Lilith rzucająca cień ◀ ► Co można robić na Wieżach Babel (poza spadaniem) ►


Komentarze

[foto]
1. zazdroszczę oglądania MistrzówTeresa Kunka Teresti • 2013-06-04

Piękny prezent na Dzień Matki, Katarzyno. W zeszłym roku w wakacje byłam w galerii Ufici we Florencji i podziwiałam dzieła dawnych mistrzów włoskich. Zrobiłam tylko jeden błąd, wybrałam się tam w towarzystwie mieszanym i ciągle musiałyśmy gonić i szukać mężów z koleżanką. Bo oni ciągle nas poganiali i siadali na każdej ławeczce ze "zmęczenia", lub znudzenia jak kto woli.
Natomiast jeśli chodzi o sport, a piłkę nożną w szczególności to stanę w obronie tego szaleństwa, bo to jest jeden z nielicznych tematów którym się dobrze bawię razem z mężem właśnie.
A do Enerdówka jeżdżę na zakupy. Od mojego domu do najbliższych miasteczek mam pół godziny drogi po autostradach. I nie muszę nocować w hotelach. U nich w miejscach publicznych są toalety ze światełkami które opisałaś i również nie wiem nigdy który guzik mam nacisnąć aby drzwi się otworzyły i nie zatrzasnęły.
[foto]
2. Ja takżeKatarzyna Urbanowicz • 2013-06-04

Ja także zazdroszczę Ci oglądania mistrzów włoskich! Sama już chyba nie dam rady wybrać się tak daleko. Najgorzej, że gdy wspomnę sobie swoje lata szkolne, to wycieczki po różnych muzeach (choć bez takich mistrzów!) traktowałam jako zło konieczne. Do fascynacji sztuką też chyba trzeba dojrzeć.
[foto]
3. NRDówek i zasadyPrzemysław Kapałka • 2013-06-06

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że u naszych zachodnich sąsiadów jeszcze taka mentalna nędza. Aż można się dowartościować :)

Inny przykład komunistycznych reguł: Ryga, rok 1998. Stoję na peronie i czekam na podstawienie pociągu. Wreszcie pociąg wjeżdża, a ludzie jak stali tak stoją, nikt nie wsiada. Postanowiłem spróbować i otworzyłem drzwi. Natychmiast przyszedł ktoś ze środka i zamknął, ale to z jaką złością! Potem dowiedziałem się od współpodróżnego, że wsiada się dopiero 15 minut przed odjazdem.


Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)