zdjęcie Autora

21 listopada 2009

Janusz P. Waluszko

Serial: Średniowieczne budowanie Europy
Średniowieczne budowanie Europy 4
Omówienie książki: Robert Bartlett, Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe (950-1350). Cz. 4

◀ Średniowieczne budowanie Europy 3 ◀ ► Średniowieczne budowanie Europy 5 ►


Rozwój wsi

Wzrost demograficzny i migracje nie są niezbędnym warunkiem ekspansji politycznej i kulturowej, ale w Europie średniowiecznej były one jednym z istotniejszych jej elementów. O ile współcześnie mamy dokładne dane statystyczne, a dla nowożytności przybliżone, o tyle dla starożytności i średniowiecza niemal ich brak i badania trzeba oprzeć na danych pośrednich, niepewnych co do ilości i chronologii. Pewne jest, że w średniowieczu ludność rosła, o czym przekonuje np. wzrost ilości i wielkości miast, także ilość wsi i wielkość ziem uprawnych, parafii czy jednostek organizacyjnych władzy państwowej i własności prywatnej. Tak samo interpretuje się inflację w XIII w., jako większą presję rosnącej ludności > popytu na rynek (zasoby rolnicze). Wyjątek dla statystyki bezpośredniej stanowią Domesday Book z 1086 i rejestr podatkowy z 1377, które pozwalają bardziej szczegółowo i wprost ocenić sytuację w Anglii. Czy to przypadek (np. brak wojen i większa szansa na przetrwanie tego typu dokumentów), czy wynika to z faktu większej presji demograficznej na ograniczone geograficznie (wyspa) środowisko i konieczności ściślejszej jego kontroli w tym względzie? Domesday Book wykazuje 268 984 osób (a ściślej: głów rodzin, czyli 1/4 do 1/5 i to bez niewolnych czy bezrolnych i dzierżawców), ale nie była to cała ludność Anglii (nie ma w spisie miast i części północnej kraju etc.). Na tej bazie szacuje się ogół ludności od 1,2 do 1,6 a nawet 2,4 mln osób. Rejestr z 1377 mówi o 1 361 478 osób powyżej 14 roku życia, ale i tu nie wiadomo, ilu uchylało się od podatku (szacuje się to na 20-25%), miało mniej niż 14 lat (35-45%), zmarło podczas czarnej śmierci w 1348 etc. (1/3 lub więcej, do 1/2, bo zaraza wracała), co daje rozrzut od 3,9 do 6,6 mln osób przed zarazą. Wzrost liczby ludności jest pewny, jego skala wahała się od 0,2 do 0,68% na rok, co jest wynikiem przeciętnym dla Anglii (może i całej Europy) w okresie sprzed uprzemysłowienia, ale mniejszym niż 0,8 współczesnych krajów rozwiniętych i 2,5 rozwijających się (czy 0,81 do 1,33 Anglii w okresie uprzemysłowienia). Dla średniowiecza nie ma spójnego modelu wzrostu demograficznego, ale liczy się fakt, że jest on porównywalny z okresem nowożytnym, z jego znaczną urbanizacją i emigracją za ocean.

Ze wzrostem ludności wiązała się migracja, czasem lokalna (ze wsi do miasta lub do lasu, by stworzyć nowe pola i osiedle), czasem na drugi kraniec kontynentu, gdzie panowała inna kultura i klimat. Skala (ilość ludności) i waga (trwałe skutki) tego były większe niż w przypadku wędrówki ludów u schyłku cesarstwa rzymskiego na Zachodzie. Z centrum ruch szedł ku peryferiom (celtyckim, iberyjskim, śródziemnomorskim, a zwłaszcza na wschód od Łaby). Wędrówka odbywała się lądem - (za)morskiej nie da się porównać z tym, co stało się wraz z odkryciem nowego świata po 1492 - kolonie w Ziemi Św., Bizancjum, Inflantach czy Irlandii były nieliczne, obejmując głównie elity (rycerzy, kler, miasta) i nielicznych chłopów. Inaczej z ziemiami, których zasiedlenie odbywało się z krajów sąsiednich, jak na Półwyspie Iberyjskim czy za Łabą (tu skutkiem masowej migracji była przemiana kulturowa, a nawet etniczna). Wyjaśnieniem może być fakt, że żegluga była szybka, ale płatna, a droga lądowa nie, więc stać na nią było każdego (choć liczy się i odległość zapewne). Masowe stało się to w XII-XIII w., choć lokalnie rozwijało się wcześniej: w Hiszpanii wraz z rekonkwistą od IX-X w., choć na większą skalę od zdobycia Toledo w 1085 - na miejsce Arabów i tereny niezamieszkałe ściągano osadników z północy Półwyspu, ale i z południowej Francji. Za Łabą w 1143 powstała Lubeka, potem osadnicy dotarli do Brandenburgii, może Meklemburgii i na Śląsk (1175), także Czechy i Siedmiogród. W XIII w. objęło to całą Europę wsch. od Estonii po Karpaty. Oprócz chłopów szli mieszczanie (rzemieślnicy, kupcy) i górnicy (także rycerze i kler). Przeważnie mówili po niemiecku, choć byli też osadnicy z Niderlandów etc. (w krajach celtyckich osadnicy byli z Anglii, częściowo z Francji). Ważnym źródłem migracji była Flandria, kraj między Francja, Anglią i Niemcami, na głównym szlaku handlowym, gęsto zaludniony, największe skupisko kupców i rzemieślników na północ od Alp, z silnie rozwiniętą scentralizowaną władzą - stąd szli osadnicy ze wszystkich grup społecznych (czasem bywało, że tkacze robili za rycerzy) ku wszystkim krajom Europy i na Bliski Wschód (mieli masę uzdolnień, jak osuszanie > uprawa terenów podmokłych, obróbka wełny, handel, żegluga czy górnictwo, a nawet wojna i to nie sami rycerze, a plebejusze).

Ludność trafiała do skrajnie różnych ekosystemów, ale ramy prawne dla akcji kolonizacyjnej były dość jednolite. Pan (czy inny zasadźca) dostawał ziemię (dział dla siebie na folwark i resztę do obdzielenia nią chłopów), mógł postawić karczmę i młyn, był też sołtysem (urzędnikiem lokalnym władzy centralnej i sędzią nad chłopami), a chłopi dostawali na początek ileś lat wolnizny, potem płacili czynsz i dziesięcinę (działki były standardowe). Wzory prawne czerpano z okolicznych dóbr, albo z kraju, skąd pochodzili osadnicy. Mimo wzrostu ludności, w średniowieczu na ogół panowie częściej mieli więcej ziemi niż ludzi do jej obrobienia, zwłaszcza na peryferiach. Próbowano przywiązywać chłopa do ziemi, by nie uciekł do innego pana (choćby przez małżeństwo z kimś z cudzej wsi), miasta czy klasztoru. Solidarność możnych była jednak zbyt słaba, a potrzeba rąk do pracy zbyt duża, by było to skuteczne. Inny sposób to uprowadzenie poddanych (niewolni jako łup wojenny). Taką politykę uprawiano nawet tam, gdzie nie można było trwale zająć cudzej ziemi, a nawet w wypadku peryferii wobec centrum: ataki Szkotów na Anglię czy Prusów i Litwinów na Polskę. Jednak już w XI w. zamiast kija zaczęto stosować marchewkę. W 1090 hrabia Roger uwolnił jeńców-chrześcijan na Sycylii i obiecał tym, co zechcą z nim zostać, założenie wsi o nazwie Franca, czyli wolna wieś, bo mieli być zwolnieni z opłat i powinności poddańczych. Odtąd wolny wybór, wolna wieś (libera, franca) i przywileje ekonomiczne i społeczne były coraz częstszą bazą werbunku rąk do pracy. Wg Zwierciadła saskiego chłop mógł dostać od pana w nowej wsi powstałej wskutek karczunku dziedziczny tytuł własności ziemi za czynsz nawet nie będąc urodzony jako wolny, co zmieniało jego status.

Dokumenty podkreślają gospodarność pana, który nadawał te przywileje by poprawić kondycję swych dóbr. Rosła rola obrotu towarowego i księgowości, czego wybitnym przykładem jest w/w Domesday Book. Najbardziej rozwinięte było to właśnie w Anglii, ale i Francja czy Aragonia nie pozostawały daleko w tyle. W końcu pojawiła się i fachowa literatura na temat zarządzania majątkiem. Nawet jeśli byłby to środek do walki o władzę (a nie jej cel, czy wartość sama w sobie), to widać coraz większą jego wagę i wyrachowanie w dążeniu do jego wzmocnienia. Nieużytki (typu lasów i bagien) mogły stać się miejscem pod nowe osady, ale i zamki, a od biedy źródłem drewna, zwierząt i ryb. Przywileje dostosowywano do zakresu prac, jakie trzeba było wykonać, większe były tam, gdzie karczowano lasy, czy osuszano bagna (szczególnie, gdy trzeba było o to dbać stale). Podobnie wyższe umiejętności dawały lepsze warunki (dla osadników z Niderlandów np., a jeszcze bardziej dla rycerza, kleru, kupców, rzemieślników etc.). Dotyczyło to szczególnie zwolnienia z opłat i powinności (także wojskowych), ale nie z pracy (zagospodarowania powierzonych dóbr, budowy domu i uprawy ziem); był to obowiązek pod sankcją odebrania nadziału. Czasem zakazywano podnajmowania dóbr innym, ale na ogół pozostawiano to do decyzji osadnika. Ci poszukiwali ziemi, gdyż w kraju rodzinnym (np. Flandrii, Nadrenii czy Anglii) panowało już przeludnienie, nieznane na kresach. Działki były duże, miały 20-30-parę ha, gdy w starym kraju nieliczni mieli 2-3 razy mniejsze, a ogół zadowalał się kilkudziesięcioma arami. Do tego czynsz był tu dużo niższy niż w centrum (całość opłat w Brandenburgii czy na Śląsku to 20-25% plonu zbóż, gdy w Anglii w tym czasie jest to 50% i więcej, i to bez uwzględnienia dziesięciny kościelnej i podatku dla króla; dziesiątą część uncji srebra z akra ma wschodzie i pół uncji na zachodzie). Standardową działką były dwa łany (flamandzkie po 16 ha w terenie otwartym i frankońskie po 24 ha w lasach). Czasem zdarzało się (np. na terenach gęsto zalesionych, czy przy bardzo dużych nadziałach) mierzenie na oko (są ślady tego w dokumentach), a chłopi w umowach starali się zabezpieczyć przed ponownym pomiarem pól. Czasem z kolei uwzględniano dawne podziały terytorialne (np. w gęsto zaludnionej Hiszpanii czy na Sycylii, gdzie nieraz arabską siatkę osadniczą zachowywano).

Na terenach kolonizacji chłopi byli przeważnie zwolnieni z pańszczyzny, pracy na pańskim, płacili tylko czynsz. Przywileje dawał nie tylko pan, ale i państwo (senior), zwalniając jego poddanych z obowiązków wobec władzy wynikłych z prawa książęcego, posług typu stróża, powóz, przewód, podworne, wezwanie do grodu etc. Książę wolał mieć wielu poddanych > podatki niż posługi wykonywane amatorsko (za uzyskane pieniądze mógł nająć w tym celu profesjonalistów). Osadnicy, wolni od wielu świadczeń i płacący umiarkowany czynsz, dostawali ziemię zgodnie z prawem dziedzicznym lub/i lennym. Mogli zbyć ją innym, godnym zastępcom (czyli chłopom miejscowym, a nie księdzu, panu, Żydowi czy chłopu mieszkającemu w innych dobrach, od których trudno byłoby wyegzekwować powinności). Prócz przywilejów ekonomicznych uzyskiwali samorząd, m.in. w zakresie sądownictwa (w drobnych sprawach sądzili się sami, w gardłowych czy odwoławczych przed sądem księcia, z pominięciem jego urzędników czy pana). Widać analogię praw (swobód) od Hiszpanii po Europę wsch., co można uznać za jeden wspólny system, mimo pewnych lokalnych różnic. Klasztory i zamki budowano często na odludziu, ale wymagały obsługi, więc często były bazą dla nowych osad (wsi, a nawet miast). By zdobyć osadników roztaczano przed nimi mityczny obraz dzikich krajów dzikich ludów, które są jednak żyzne i trzeba je tylko wziąć pod uprawę a wydadzą plony nieosiągalne w starym kraju (archetyp chaosu jako źródła płodności i racja, dlaczego tubylcy mają być wydziedziczeni, skoro sami nie zagospodarowali kraju na wzór [z] centrum), do tego coś o zbawieniu duszy - to typowy styl prezentacji kolonizowanych ziem.

Przenosiny często nie były jednorazowe, czasem osadnicy po obejrzeniu nowych ziem (zwłaszcza przy niewielkich odległościach, a nie przenosinach na krańce kontynentu) wracali do domu w celu uporządkowania spraw przed przeniesieniem się na stałe (np. sprzedaż domu i ziemi; najlepszymi kolonistami byli średniacy, mający doświadczenie w uprawie, w przeciwieństwie do bezrolnych, ale i poczucie awansu, w przeciwieństwie do bogatych już w ojczyźnie). Zawsze jednak coś mogło pójść nie tak, więc dopuszczano możliwość powrotu do starego kraju, choć oznaczało to dla osadnika fiasko jego działań (współczesne opcje typu dorobienie się i powrót z pieniędzmi, a nawet posyłanie części dochodów do domu w tym czasie były raczej mało prawdopodobne). Akcją osadniczą w praktyce kierował zasadźca, często pozostający w nowej wsi w charakterze sołtysa (miał największy nadział ziemi - 40 do 80 ha - do tego nieraz karczmę czy młyn, przede wszystkim zaś prawo do sądzenia). Nie każda lokacja była udana, czasem brakło pieniędzy lub ludzi (taka akcja to inwestycja w stylu tworzenia nowego przedsiębiorstwa, zawsze może się nie/udać - widać tu element przyszłego kapitalizmu - Bartlett opisuje np. niejakiego Bronisza, co próbował tworzyć wieś z jakimś gościem z Niemiec i z lokalnym młynarzem, ale obie próby się nie udały, założył więc klasztor, bo dawało to większą pewność powodzenia i zasługę w niebie jako bonus). Umowy na piśmie miały zabezpieczać obie strony, nie tylko osadników przed nadmiernymi żądaniami pana w przyszłości, ale i pana przed niewykonaniem warunków zagospodarowania przekazanej im ziemi. Nowy biznes wymagał nie tylko wkładu pracy, ale i pieniędzy. Drogą inwestycją był młyn, często budował go pan (miał dość środków z innych dochodów, a za usługi, często przymusowo narzucane poddanym, kazał sobie płacić słono), czasem wspólnota (nie stać było na to pojedynczego gospodarza), najczęściej - na terenach osadnictwa niemieckiego - zasadźca.

W XII w. chłopi z Nadrenii etc. szli za Łabę (wg szacunków Waltera Kuhna było to 200 tys. osób), w XIII z Saksonii etc. szli z kolei nad Bałtyk, na Śląsk i do Czech. Nie ma żadnych danych pozwalających ocenić skalę tego, ale musiała być duża, sądząc z samej liczby zachowanych dokumentów lokacyjnych. Co ciekawe, brak takich dla osadnictwa angielskiego w krajach celtyckich. Być może w Irlandii, jak w Inflantach, osadnicy pozostali marginesem w morzu tubylców, ograniczając się w znacznym stopniu do samej elity. Pewne źródła wskazują na sporą liczbę osadników w południowej i wschodniej części wyspy, przeważnie wolnych chłopów z Anglii i Walii (zagrodnikami bez ziemi byli z kolei przeważnie Irlandczycy); Anglicy siedzieli też w miastach. Osadnicy nie wszędzie nieśli postęp, w Hiszpanii ważniejsze było np. utrzymanie arabskich systemów nawodnienia. Dla Europy wsch. trwa dyskusja, czy osadnicy przynieśli nowe techniki rolne, czy ich wkład polegał na większej liczbie rąk do pracy i zagospodarowaniu dotychczasowych nieużytków. Nowy ład przestrzenny (widoczny wiele wieków potem) nie oznaczał większej produktywności. Czy koloniści upowszechnili pług (z lemieszem asymetrycznym, odkładnicą i krojem) zamiast radła (z lemieszem symetrycznym), źródła nie piszą jednoznacznie. Można to wywnioskować z naliczania dwukrotnie wyższego czynszu czy dziesięciny od pługa niemieckiego (wielkiego, właściwego) niż słowiańskiego (małego, haku, radła etc.). Wraz z zagospodarowaniem rosła rola upraw i zmieniały się podatki (z naturalnych, jak skórki wiewiórcze, na zboże, a nawet pieniądze). Bartlett stwierdza, że efektem była większa liczba ludności, choć o słabszym zdrowiu, niż dawna, żyjąca bliżej natury. Tak, jak z nadziejami rycerzy na nowe podboje > lenna, tak mamy do czynienia z nadzieją (wyrażoną w dokumentach) na nowe dochody z przyszłych wsi, w miarę zagospodarowania nadanych ziem.

Mimo lokalnych niepowodzeń, dominuje atmosfera optymizmu. W tym kontekście mówiono nie tylko o nowych ziemiach, ale i zastąpieniu Słowian nowymi osadnikami z Niemiec (skojarzenie z biblijnym ziarnem nauki pańskiej, które wyda plon w postaci zarówno nawróceń, jak i dochodów). Tu znów pojawia się mitologia dzikości przed kolonizacją (analogicznie do podboju) i nowego ładu po niej. Mit zagospodarowania pustkowi był efektowny literacko i dawał pretekst do zawłaszczenia cudzych ziem, choć fakty najczęściej mu przeczyły. Nieraz zresztą ta sama literatura ujawnia fakt, że poprzednio coś już tu było, choć może niedoskonałe, ale... Już wówczas obie strony dostrzegały czasem, że sprawa nie była taka prosta. Więcej upraw to mniej natury i jej zasobów, a były one niezbędne dla gospodarki, dając dziczyznę i futra, miód, owoce leśne, ryby, torf i drewno, wspólnotowe pastwiska dla wypasu zwierząt etc. Bez hodowli > nawozu i przy monokulturze zbożowej u schyłku tego okresu rolnictwo przeżywało kryzys. Taką tezę stawia Posman i choć nie ma na to jednoznacznych dowodów, to faktem jest spadek średniego wzrostu ludności o około 5 cm, co oznacza pogorszenie się warunków życia, bo rolnictwo było może bardziej wydajne z hektara, ale kosztem zdrowia i na granicy katastrofy. W przypadku monokultury zbożowej wystarczyła klęska nieurodzaju i nie było innych możliwości zaspokojenia potrzeb, bo nie było już lasu i hodowli, a to oznaczało głód i podatność na choroby, w tym epidemie, które - jak czarna śmierć po 1348 - dziesiątkowały ludność, szczególnie na terenach lepiej zagospodarowanych (w dużym stopniu Polskę ominęły). Pytanie brzmi, co było celem gospodarki, zaspokojenie potrzeb (utrzymanie) społeczeństwa czy pogoń za zyskiem (dla władzy / kapitału)?

Kronik nie interesowała historia zagospodarowania wsi przez chłopów, dokumentów przetrwało niewiele, ale są jeszcze źródła niepisane, jak wyniki badań archeologicznych, morfologia wsi i pól czy nazwy miejscowe. Archeologia na razie ma większy potencjał niż realizację (drogie i czasochłonne badania przegrywają z atrakcyjniejszymi obiektami, jak grody/miasta). Badanie układu wsi jest trudne, stare mapy są nieliczne i nieprecyzyjne, nowsze stwarzają ryzyko, że zmiany w ciągu pół-tysiąclecia były zbyt duże (mogło zmienić się nawet samo położenie wsi, co dopiero jej forma). O ile Anglicy są nieufni, pisząc o zmienności układu wsi, Niemcy mają decydujący wkład w te badania, co może wynikać z różnic w rozwoju (mniejsza zmienność na wschodzie). Kształt pól, a zwłaszcza zabudowa nie były identyczne w XVIII-XIX i w XII-XIII w., ale ich geneza (związki ze średniowieczem) nie była przypadkowa (tak jak rozkład średniowiecznych rękopisów we współczesnych bibliotekach). Mogą nie zgadzać się detale, ale obraz jest statystycznie znaczący (to jak z siatką ulic w mieście, nawet gdy nie zachowała się zabudowa, można ustalić wielkość działek). Czy istniał związek układu wsi i narodowości mieszkańców, nie jest już tak oczywiste, jak kiedyś. Wsie tubylców (Celtów, Słowian) miały być małe, rozproszone i nieregularne, kolonistów (Anglików, Niemców) przeciwnie. W Anglii w układzie wsi silniej widać różnice ekologiczne (nizina angielska, wyżynne kraje celtyckie), za Łabą różnice są niezależne od geografii. Był to jednak wynik bardziej planowego charakteru kolonizacji niż jej etnicznego charakteru, cech związanych z danym narodem, choć tak się składało, że większość osadników to Niemcy. Wieś łanów leśnych sprzyjała kolonizacji, nadział (100 na 1600 m) od domu przy ulicy w głąb lasu można było zagospodarowywać przez wiele lat (często najdalszy skraj do dziś pokryty jest zagajnikiem), a odstępy między domami (wynikłe z szerokości działki) sprawiały, że wsie były bardzo rozciągnięte, często sięgając sąsiedniej wsi (tu słowiańskie okolnice byłyby bardziej zwarte, co mogło wynikać z ich wspólnotowego charakteru). Najwięcej o narodowym charakterze mieszkańców mogą powiedzieć nazwy miejscowe, choć i tu nie ma pewności (niektóre mogą być popularne i przenosić się w inny krąg kulturowy, nie zawsze wiadomo też, w jakim czasie nazwa się pojawiła etc.). Dopiero większa ilość pozwala zmniejszyć błąd statystycznie i daje istotny wynik. Nazwy ujawniają nieraz historię - kilka faz osadnictwa (stara/nowa czy słowiańska/niemiecka i tu nazwa wsi/miasta, nieraz od imienia założyciela etc.). Najlepszy rezultat daje łączenie wszystkich metod, źródeł nie- i -pisanych, co pokazuje praca Helbinga o terenach Serbów łużyckich (z mapy wynika, że nazwy niemieckie i wsie łanów leśnych oraz słowiańskie i nieregularne formy wsi na ogół się pokrywają - nie w pełni, ale w sposób znaczący. Starsze wsie powstawały nad Łabą a nowe w głębi lądu/lasu, ze źródeł zaś wiemy, że kolonizacja miała tu miejsce w XII w.).


Janusz P. Waluszko


wstęp * Ekspansja chrześcijaństwa łacińskiego * Diaspora arystokratyczna * Wojna i wizerunek zdobywców * Rozwój wsi * Miasta i handel * Stosunki etniczne * Chrześcijaństwo * Europeizacja Europy * Posłowie


Janusz P. Waluszko • Średniowieczne budowanie Europy
Omówienie książki: Robert Bartlett, Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe (950-1350)

◀ Średniowieczne budowanie Europy 3 ◀ ► Średniowieczne budowanie Europy 5 ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)