21 listopada 2009
Janusz P. Waluszko
Serial: Średniowieczne budowanie Europy
Średniowieczne budowanie Europy 6
Omówienie książki: Robert Bartlett, Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe (950-1350). Cz. 6
◀ Średniowieczne budowanie Europy 5 ◀ ► Średniowieczne budowanie Europy 7 ►
Stosunki etniczne
Przy ocenie przynależności etnicznej liczyło się pochodzenie (rasa - u autora pojęcie to nie w pełni odpowiada naszemu i odnosi się także do czynników etnicznych), zwyczaje (wygląd i zachowanie typowe dla danej grupy, w średniowieczu wyróżniające wyraźniej niż obecnie), język i prawo. W średniowieczu na/ród nie był kategorią biologiczną a kulturową (chyba także polityczną - nacje na uczelniach zależały od pochodzenia z danego królestwa, a nie mowy studenta - może dla Anglosasa jest inaczej, ale w Europie czynnik rasowy nie był przeważnie i potem wyróżnikiem etnicznym, bo kontynent był przeważnie jednolity pod tym względem, mimo że próbował podważać to nazizm). Inaczej niż rasa pozostałe cechy są zmienne, nawet w życiu jednego człowieka, a co dopiero pokoleń. Jak się wydaje, najważniejszy był język, to język czyni[ł] naród, nie zeń się wywodził. W centrum (mimo różnorodności dialektów) dominował jeden język, właściwy dla ogółu danej ludności, angielski w Anglii, francuski na północ i prowansalski na południe od Loary we Francji, dolnoniemiecki na północy i górnoniemiecki na południu Niemiec. Na peryferiach panowała różnorodność (ściślej, współistnienie języka tubylców i kolonistów). Obie strony czerpały od siebie. Ważna była rola tłumacza, nie tylko dla społeczności lokalnej, ale czasem i dla kultury całej Europy, jak w wypadku tłumaczeń antycznej literatury z arabskiego i greki w Hiszpanii i na Sycylii. Tubylcy (szczególnie na północy) uczyli się od kolonistów pojęć związanych z miastem, systemem feudalnym etc., z kolei ci uczyli się (szczególnie na południu) tego, w czym miejscowi byli specjalistami, jak nieznane uprawy, system nawadniania, trucizny i perfumy w ex-arabskiej Hiszpanii. Często przyjmowano obce imiona, głównie miejscowi od kolonistów, chrześcijańskie lub ich własne, etniczne. Bywało i tak, że łączono swoje i obce, co czynili nawet władcy, jak Przemysł Ottokar czy Władysław Herman.
Nie było równości językowej romańskich i germańskich kolonistów oraz arabskich, celtyckich, słowiańskich i bałtyckich tubylców. Język lokalny mógł się jednak odrodzić i stawić skuteczny opór, jeśli zyskał poparcie miejscowej władzy, jak polski - kościoła i księcia przeciw niemieckiemu - na przełomie XIII i XIV w. W końcu średniowiecza narasta językowy nacjonalizm. U Słowian utożsamiano język i lud, także obrządek wiary, co pokazuje wagę problemu i znajduje swe odbicie w nazwach etnicznych Słowian i Niemców, tych, co znają słowo i niemych. Podobna zależność pojęciowa języka i narodowości (obcy to ten, co nie mówi po naszemu) występowała w Walii (może była to typowa dla peryferii reakcja na pseudo-uniwersalizm kolonistów z centrum, utożsamiających się ze wspólnotą - np. chrześcijaństwem - i pragnących monopolu na to). Jednością języka uzasadniano próby ustanowienia wspólnoty politycznej (Czech i Polski czy Szkocji i Irlandii; w wypadku Czech to dość dwuznaczne, bo stały się one furtką germanizacji, np. na Śląsku, a z drugiej strony oporu przeciw niej w postaci wojen husyckich). Na bazie językowej próbowano odzyskać pewne ziemie (takiego argumentu przed sądem papieskim Polska użyła w stosunku do Pomorza w sporze z krzyżakami). Pojawiały się głosy o chęci wytępienia języka miejscowego przez kolonistów i władze (zwłaszcza obce). Wg Bartletta próby takie miały miejsce rzadko i były nieskuteczne, a zmiana języka to skutek migracji i adaptacji kulturowej, a nie regulacji administracyjnych, ale brzmi to nie w pełni wiarygodnie. Trudno zanegować fakt wpływu używania jakiegoś języka w sądach i administracji na jego żywotność, a była to decyzja czysto administracyjna, nie było tu dowolności. To samo z używaniem go w kościele (w Czechach na tym tle wybuchła wojna domowa).
Prawo samo w sobie było czynnikiem etnicznym, bo w średniowieczu to przez wzgląd na człowieka, a nie terytorium określano, którym systemem prawa się posługiwać w stosunku do danej osoby. Wszędzie odrębnym światem byli Żydzi, na peryferiach własne prawa mieli koloniści i tubylcy, bez względu na to, która strona brała górę (tzn., czy istniała lokalna dynastia, stanowiąca oparcie dla miejscowego prawa). Czasem sądy były wspólne dla wszystkich (tak było z chrześcijanami mozarabskimi, kastylijskimi i frankijskimi w Hiszpanii). Przeważnie jednak, gdy strony były różno/etniczne, właściwym sądem był ten strony oskarżonej, a świadkami nie mogli być często obcoplemieńcy (wynik dużej nieufności i napięć etnicznych). Często dochodziło do dyskryminacji miejscowych na tle etnicznym, co widać np. w grzywnach za zabójstwo (analogicznie do pozycji społecznej, za miejscowego i chłopa główszczyzna była mniejsza niż za kolonistę i pana). Także pod względem językowym w sądach sytuacja układa się od równouprawnienia do przewagi na rzecz kolonistów (u Celtów i Słowian - Baskom udało się zachować swój język w pełni, czego skutki trwają do tej pory). Czasem władza posuwała się w tym daleko, jak graf Anhaltu w 1293 zakazujący języka słowiańskiego w sądach dóbr opactwa z Nienburga. Uzasadniano to tym, że poddani nieraz tracili ziemię i odchodzili przez vara (= błędy językowe) i nieznajomość słowiańskiego w sądzie - wg Bartletta szło o ich błędy, bo byli już zgermanizowani, ale tu była mowa o nieznajomości ich języka w naszych sądach [...] i że muszą zadowolić się językiem niemieckim, co dla zgermanizowanych Słowian nie byłoby problemem - oczywiście, jeśli to nie błąd w tłumaczeniu J. Analogia z Walią jest chybiona, tam szło o błędy proceduralne w zawiłym prawie miejscowym, a nie kwestie językowe, więc chciano zakazać walijskiego prawa w ogóle. W 1327 Henryk VI zakazał we Wrocławiu oskarżania Niemców po polsku, ~20 lat później Karol IV nakazał sędziom w Czechach naukę czeskiego - pierwsze było krokiem ku germanizacji Śląska, drugie elementem narodzin czeskiego nacjonalizmu - i jak tu mówić, że decyzje administracyjne nie miały wymiaru etnicznego?!
Swego rodzaju wyjątek stanowiła Irlandia, gdzie już w końcu XII w. pojawiły się elementy angielskiego prawa, common law, a w 1210 stało się to jedynym systemem prawnym, z którego jednak miejscowi zostali wykluczeni i pozbawieni ochrony prawnej, ba - z racji swej narodowości byli traktowani jako niewolni. Jaskrawym przykładem tego jest zabójstwo Irlandczyka, choćby jawne, bez względu na to, jakiego stanu, którego nie ścigano z urzędu a winni pozostawali bezkarni, bo skargę oddalano ze względu na narodowość ofiary. Bartlett pisze, że można było jednak dochodzić odszkodowania za straty dla pana z powodu śmierci jego poddanych i jest to analogiczne do żądania odszkodowania za śmierć człowieka (éraic) w starych prawach Celtów czy Germanów, ale co można było zrobić, gdy to pan był zabójcą czy nie chciał wystąpić o odszkodowanie (zresztą pozorność tego rozwiązania pokazuje zarówno Remonstracja, skarga irlandzkiej elity do papieża z 1317/18, jak i fakt, że miejscowi Anglicy obawiali się tego, że i oni zostaną poddani prawu wykupu za śmierć Anglika). Irlandczycy nie mogli też testować majątku (dziedziczyć go) etc.
Współistnienie wielu praw mgło prowadzić do ich ujednolicenia (na ogół szło o przyjęcie prawa kolonistów - nie wzajemną wymianę - Bartlett tej jednostronności nie akcentuje). Np. w Walii i Prusach wprowadzono w ten sposób dziedziczenie majątku przez kobiety, czego nie było w prawach miejscowych (sytuacja nie była tu jednak taka sama, bo w Walii mowa o dziedziczeniu przez nie w razie braku męskiego dziedzica, co było korzystne dla rodu, tymczasem w Prusach [w Pomezanii] chodziło o dopuszczenie kobiet do dziedziczenia na równi z mężczyznami, co mogło być niekorzystne przez rozproszenie majątku i większą podatność na wydziedziczenie - to odwrotna tendencja niż w elicie, gdzie wykluczano z dziedziczenia nawet młodszych braci na rzecz seniora rodu). Inną formą ujednolicenia praw mogło być przejście z prawa własnego na prawo kolonistów przez nadanie lub zakup. Czasem na prawo kolonistów przenoszono całe społeczności, jak wsie słowiańskie na prawo niemieckie, co wg Bartletta mogło prowadzić do ich germanizacji (mało prawdopodobne, jeśli do tego tylko się ograniczano, bez zmiany [ze strony] zwierzchniej władzy). Próby takie podejmowano w Irlandii, gdzie miejscowi chcieli zbiorowo uzyskać ochronę ze strony common law, tak jak Anglicy, ale do czasu Tudorów się to nie udało. Prawo związane z osobą a nie krajem w XI w. centrum miało za sobą a peryferie dopiero przed sobą. Odrębne prawa zyskiwały chronione przez władze mniejszości (muzułmanie w odbitej Hiszpanii, niemieccy koloniści poza Rzeszą na wschodzie Europy), miejscowe grupy upośledzone (w/w muzułmanie, Słowianie w Rzeszy, a i poza nią czasem) bądź pozbawione ochrony prawnej, jak Irlandczycy (to przykład skrajny i wyjątkowy, bowiem dotyczy nie ex-pogan a katolików), wreszcie różne grupy zachowujące własne prawa (np. spadkowe, jak miejscowi i Anglicy w Walii). Czasem prawo ujednolicano nadając wspólne różnym grupom, częściej jednak poddając miejscowych napływowemu - w Walii np. odchodzono od główszczyzny na rzecz odpowiedzialności indywidualnej i surowszych kar prawa Londynu, coraz większą rolę nadając przy okazji ławnikom. W 1536 parlament angielski zdecydował o zniesieniu prawa walijskiego i narzuceniu języka angielskiego w sądach Walii. Między XII a XVI w. doszło do narzucenia prawa napływowego tu, w Hiszpanii czy na Połabiu, już jako terytorialnego, nie personalnego.
Antagonizmy częściej miały charakter etniczny niż religijny (muzułmanie w Hiszpanii to sytuacja wyjątkowa, typowe było współistnienie chrześcijan różnych narodowości, jak na Wyspach Brytyjskich i w Europie wsch.). Najważniejszą społecznością był tu kościół, wyraziciel kultury (obrzędów, moralności i nauczania) danej grupy, więc utrata własnego (w sensie etniczno-językowym) kleru pozbawiała naród głosu i bazy tożsamości. Kościół był też bardziej podatny na zmiany (w miejscową arystokrację wrosnąć, jeśli nie wiązało się to z podbojem, było trudno, wymagało to czasu, gdy wymiana dożywotnich stanowisk kościelnych - będących przy tym łakomym kąskiem ze względu na dochody - mogła być bardzo szybka). Awans obcych bolał i jako taki, i jako niemożność dogadania się kleru i wiernych (spowiedź, kazania etc.), co godziło w misję kościoła. W obronie przed niemieckimi kolonistami abp Jakub Świnka i jego następcy na synodach w 1285 i 1326 nakazują posługiwanie się językiem polskim i mają to za warunek otrzymania stanowisk w kościele polskim (ciekawe, że tu Bartlett mówi o ksenofobii, czego nie nazywał tak w przypadku znacznie drastyczniejszych poczynań strony niemieckiej czy Anglików w Irlandii, mając ich ekspansję za przejaw samej migracji, a nie decyzji administracyjnych i celowej polityki, choć przeczą temu nawet podawane przezeń fakty. Czasem zresztą przeinacza istotne elementy, np. w przypadku zawieszenia krakowskiego bp Jana Muskaty przez abp Jakuba Świnkę w 1308 szło nie o to, że był Niemcem, ale o opcję polityczną i jego udział w opozycji do Władysława Łokietka, bo gdyby poparł księcia nikt by go z urzędu nie usuwał, a jeśli opozycja ta wynikała z bycia Niemcem, tym bardziej nie powinna dziwić reakcja obronna, owa niby-ksenofobia). W Walii do 1282 (całkowity podbój kraju), a w Irlandii i potem dochodziło do sporów o kościół między Anglikami i Celtami (coraz częściej tracili wpływy wraz z utratą władzy politycznej, czego nie udało się Niemcom osiągnąć w Polsce i przez długi czas w Czechach).
Zakony miały mniejszy kontakt z wiernymi, ale dużo silniejsze powiązania między/narodowe. Ich centrale mieściły się głównie we Włoszech i Francji, a znaczące filie w Anglii i Niemczech. Cystersi (Cîteaux i 4 najstarsze filie) to Francja, kapituła generalna dominikanów w XIII w. zbierała się 40% we Włoszech (nigdy na południe od Rzymu), 35% we Francji i 10% w Nadrenii (nigdy w krajach celtyckich i słowiańskich). Władcy dbali o podporządkowanie lokalnych zgromadzeń swemu kościołowi, mając to za element potencjalnie określający przynależność danej ziemi do tego czy innego kościoła > królestwa. Rodziło to niechęć słowiańskiego władców i biskupów do prowincjonalnie-niemieckich zakonów żebraczych. W Irlandii cystersi pojawili się już przed podbojem angielsko-normańskim, a w XIII w. 2/3 klasztorów było dziełem miejscowych, ale w 1228 angielski wizytator zlikwidował część klasztorów, pozbawił miejscowych opatów lub braci i poddał je jako filie klasztorom w Anglii i Francji, co odebrało im niezależność. Jednocześnie zakazał przyjmowania do nich ludzi, którzy nie znają łaciny czy francuskiego, uznając miejscowy język za element spisku Mellifont (od imienia głównego klasztoru irlandzkiego). W swym sprawozdaniu do Cîteaux pisał, że przywrócił porządek i jeśli miejscowi chcą zeń skorzystać, winni się go nauczyć wraz z ludzkim zachowaniem i właściwym językiem w Paryżu bądź Oksfordzie. Widać tu wyraźne pomieszanie uniwersalnych norm i przypisania ich, lub ich braku, wg kryterium etnicznego.
Dwór, z jego ostentacyjną konsumpcją i kultem wojny, już sam w sobie był obcy dla kleru i mas, a gdy dodać do tego jego cudzoziemski charakter (żony [z dworakami] brano z innych krajów, wymierały miejscowe dynastie, czasem dochodziło do podboju) napięcia stawały się szczególnie ostre, zwłaszcza na peryferiach (trudno sobie wyobrazić by obcy dwór idący z centrum przyjął łatwo niższą lokalną kulturę i często nawet nauczenie się miejscowego języka stanowiło problem). Dynastia, nawet miejscowa, dbała o swój interes, a nie interes narodowy, a w XIV w. na Węgrzech, w Czechach i Polsce znikły lokalne dynastie Arpadów, Przemyślidów i Piastów. Ich miejsce zajęły dynastie francuskie, rządzące wraz z niemiecką arystokracją i częścią miejscowych możnych póki kraje te nie dostały się w XVI w. pod władzę Habsburgów (z wyjątkiem Polski, która za chrzest i unię z Litwą przyjęła na tron Jagiellonów - Bartlett upraszcza, bo był tu okres królów narodowych i panowania Jagiellonów, a w Polsce Piastowie nie wymarli [rządząc jako lennicy na Mazowszu do XVI i na Śląsku do XVII w.], a zostali odsunięci od korony polskiej przez możnych, bynajmniej nie niemieckich arystokratów). Obcy władcy w zamian za tron musieli zgodzić się na przestrzeganie pewnych warunków, np. nie powoływania cudzoziemców na urzędy i nie nadawania im ziemi. Szczególne napięcia musiały panować w Czechach, skoro Karol IV musiał odesłać mianowanych przez siebie doradców-Niemców, potem dwór żony, Blanki de Valois, co i tak niewiele zmieniło. Mogło się zdarzyć i tak, że nawet miejscowy władca faworyzował napływowych rycerzy czy kler, jak to miało miejsce wśród części Piastów (czy w Szkocji). I znów pojawia się oskarżenie o ksenofobię wobec możnych na Kujawach (czy Śląsku), którzy wypowiadali posłuszeństwo miejscowym Piastom ze względu na kontakty z krzyżakami (czy faworyzowanie Niemców), choć jest to typowa reakcja obronna (słowo to nie pojawia się w stosunku do eliminowania miejscowych elit przez napływową władzę nawet w tak drastycznych przypadkach jak Irlandia - widać tu pewną stronniczość Bartletta, co nie dziwi u entuzjasty ekspansji i ujednolicenia Europy). NB., to ciekawa sprawa: w X w. obcy kler czy rycerze byli oceniani raczej pozytywnie (wyjątek to bunty mas, ale te i miejscową elitę odrzucały), służyli oni krajowi i przeważnie się asymilowali (widać to u Kosmasa, który podkreśla doskonałą znajomość słowiańskiego u niemieckich biskupów, gdy Dalimil podkreśla, że dwór Blanki nigdy nie nauczył się po czesku); w XIII-XIV w. ich napływ budził opór, co wynikało zapewne ze skali zjawiska i jej skutku (obcy byli tak liczni, że wypierali nie tylko elity, ale i klasy średnie, a nawet miejscowe masy spychali na margines, bo za klerem i rycerstwem szli koloniści-osadnicy, a było ich tylu, że nie asymilowali się a wręcz narzucali swoją kulturę miejscowym).
Miasta zawsze zamieszkiwali głównie imigranci, chociażby ze względu na ich kiepski przyrost naturalny, ale na pograniczach wytworzył się dualizm obcego miasta i swojskiej wsi oraz pogarda pierwszych dla drugich. Jak na dworach, mówiło się tu po niemiecku na wschodzie Europy i po francusku na Wyspach (w Irlandii i Walii obcym > prestiżowym był także angielski, w swoim kraju mniej ceniony). Póki trwał rozwój obie strony były na siebie bardziej otwarte (zwłaszcza tam, gdzie pojawienie się kolonistów nie wiązało się z podbojem), ale kryzys u kresu średniowiecza zaostrzył napięcia. Owoce były różne, przeważnie wygrywali koloniści, ale w Polsce - poza zachodnim skrajem - miejscowi, a w Czechach doszło do trwającej stulecia zimnej bądź otwartej wojny domowej (widać tu pewną zależność od przynależności politycznej, Czechy, Śląsk i Pomorze były w Rzeszy, jako lenna cesarstwa, Polska była odrębnym królestwem). Chodziło także o to, że w XII-XIII w. osadnicy dawali rozwój kraju, postęp cywilizacyjny, gdy w XIV-XV w. ingerowali w politykę i to nieraz na tle etnicznym (np. wspierając niemieckich władców w krajach osiedlenia, czy żądając ich zamiast lokalnych). Tego miejscowi nie mogli tolerować (choć sprawa jest bardziej złożona: opisując walkę o kształt zjednoczonego królestwa, Galwas pisze, że chodziło o rywalizację między mieszczaństwem [u nas przeważnie niemieckim] i feudałami [a ci byli bardzo różni]; wynik zależał od siły stron: na Śląsku Wrocław narzucił swą wolę zniemczonym już i rozdrobnionym Piastom, w Mało- i Wielkopolsce Łokietek wspierany przez polskie rycerstwo stłumił bunty mieszczan, podobnie było w Gdańsku, gdzie miejscowa szlachta z pomocą niemieckich krzyżaków spacyfikowała niemieckich mieszczan współpracujących z Brandenburgią - tyle, że potem krzyżacy złamali umowę / za długi zachowali miasto dla siebie, a potem podbili całe Pomorze). Po buncie wójta Alberta (1312) nie tylko spacyfikowano niemieckich mieszczan, ale i narzucono łacinę zamiast niemieckiego w księgach miejskich (nie polski, by był jeszcze zbyt słabo rozwinięty). Nacisk na dopuszczenie do lepszej pozycji w mieście sprawił, że liczba Polaków wśród nowych mieszczan wzrosła w okresie 1390-1470 z 25 do 60% (trudno to jednak powiązać wprost z wydarzeniami o wiek-półtora wcześniejszymi).
U schyłku średniowiecza wzrósł nacjonalizm. Wzrost antysemityzmu między X a XV w. jest oczywisty, kwestią jest raczej uchwycenie momentów przełomowych (związane z I krucjatą pogromy u schyłku XI w., procesy talmudyczne w połowie XIII, wygnania z lat 1290-tych, masakra Żydów w wielo/etnicznej Hiszpanii 1391 czy ich wygnanie w 1492). Opór miejscowych był reakcją na mniejszą otwartość kolonistów. W XIII w. w Walii wyraźna stała się konfrontacja Anglików z miejscowymi; w XV w. zakon krzyżacki odmawiał dostępu każdemu, kto nie był Niemcem. Podobnie działo się w cechach (do [nauki] zawodu nie dopuszczano Słowian, zakazywano też małżeństw mieszanych). Nie szło przy tym, jak dawniej, o tożsamość kulturową a narodowość w sensie biologicznym (trzeba było wykazać niemieckie pochodzenie od czworga dziadków). Na terenach podbitych dbano o to by nie dochodziło do asymilacji kolonistów (i znów są to regulacje prawne). Chodziło nie tylko o zakaz małżeństw mieszanych czy nakaz imion i mowy angielskiej, ale i jazdę konną po angielsku (w siodle i w angielskim stroju), jak w statutach Kilkenny z 1366, sumie wcześniejszych tego typu regulacji. Zakazywano beneficjów kościelnych dla Irlandczyków i przyjmowania ich do zakonów, a miejscowym Anglikom gry w irlandzką wersję hokeja na trawie i utrzymywania irlandzkich minstreli. Koloniści poczuli się w defensywie (tu nie jest to jednak ksenofobia, tylko obronny rasizm). Pojawiały się getta, nie tylko dla żydów, ale i dla zmuszanych do mieszkania na przedmieściach miejscowych (czy kolonistów spoza głównego nurtu; w Gdańsku w średniowieczu i okresie nowożytnym widać to nawet po nazwach ulic i osiedli nieraz - zawsze poza Głównym Miastem - słowiański Osiek, Angielska i Szkocka Grobla na Długich Ogrodach, Nowe i Stare Szkoty, gdzie w dobrach kościelnych chronili się też jezuici, a na Biskupiej Górce Żydzi i mennonici). Postępowała erozja rozdziału prawnego na niekorzyść miejscowych, np. w Kastylii po 1301 wbrew ich przywilejom muzułmanie i Żydzi mogli być skazani na podstawie świadectwa 2 chrześcijan, potem oddani pod sąd chrześcijański (od 1412 nawet w sprawach między nimi, bez udziału strony chrześcijańskiej) etc. Tracili przy tym swe szkoły, a wraz z nimi język. Hiszpanom nie wystarczało przymusowe nawracanie (1499-1526) i tępienie świeckich zwyczajów i języka, w 1609-14 wygnano wszystkich ludzi pochodzenia arabskiego (300 tys. osób), choćby zasymilowali się już kulturowo; to był czysty rasizm w sensie nowożytnym, biologia zamiast kultury.
Janusz P. Waluszko
wstęp * Ekspansja chrześcijaństwa łacińskiego * Diaspora arystokratyczna * Wojna i wizerunek zdobywców * Rozwój wsi * Miasta i handel * Stosunki etniczne * Chrześcijaństwo * Europeizacja Europy * Posłowie
Janusz P. Waluszko •
Średniowieczne budowanie Europy
Omówienie książki: Robert Bartlett, Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe (950-1350)
◀ Średniowieczne budowanie Europy 5 ◀ ► Średniowieczne budowanie Europy 7 ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
