03 grudnia 2015
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Zamiatanie pod dywan
◀ Penrose'a: Smutek fizyki ◀ ► Ledera, Króla, Malii: Homoseksualizm, lewica, rewolucja ►
Klasyczna psychoanaliza, ta, którą skomponował Sigmund Freud, polegała na tym, że odsłaniała coś, co zostało zamiecione pod dywan – odsłaniała zamiatane pod dywan pożądanie seksualne i splecione z nim emocje, fantazje, napięcia i urazy. (Pomijam, czy Freud robił to prawidłowo – czy „miał rację”.)
Zamiatanie pod dywan seksu nie było/nie jest jedynym zamiataniem pod dywan. O tym (właściwie) napisał Piotr Jaczewski w swoim wczorajszym odcinku bloga pt. „Yin-Yang śnienia: Klątwa demona”. Yin to jest to ważne, żywe i bolesne zamiecione pod dywan, Yang to są te eleganckie fałszywe resztki pozostawione po tej widocznej stronie dywanu. Klątwa demonów obkłada wielki obszar życia, którego nie rozumiemy i co do którego ogłupiamy się. To, co zamiecione pod dywan, karmi demony, które potem robią z nami, co chcą. Piotr pisze: „Ucieczka przed tym spektrum yin, niebytu przydarzania się życia, czyni nas głupimi. Łykamy narrację yang z otoczenia, nie zauważając jej ubogości, nieadekwatności, nonsensowności i płycizny. Łykamy z nią całe kulturowe szaleństwo...” – No właśnie.
Piotr radzi na to mieć – rozwinąć – imaginerium. Czyli przestrzeń obrazów, wyobrażeń, skojarzeń... a może mitów? Może, po prostu, literatury? – która wchłonęłaby i zbuforowała demoniczną zawartość tego, co pod dywanem... Jak żyzna gleba buforuje lane w nią trucizny, jak żyzne mokradło buforuje lane w nie ścieki.
Joanna Teglund w serwisie Euroislam.pl – pod tytułem „Szwecji, jaką znali Polacy, już nie będzie” – mówi (bo to wywiad, pytał Grzegorz Lindenberg) o tym, co dzieje się w Szwecji, do której tłoczą się imigranci z Bliskiego Wschodu i Afryki, przeważnie muzułmanie. Głównym problemem Szwedów (wg JT) jest wielkie zamiatanie pod dywan fatalnych rzeczy, które ta imigracja powoduje. Programowe niewidzenie i wypieranie nieprzyjemnej rzeczywistości. Nie stało się to nagle, bo okazuje się – korespondowałem o tym z Joanną – że Szwedzi wcześniej, przez dziesięciolecia, przeszli skuteczny trening w niewidzeniu lub skutecznym udawaniu, że się nie widzi pewnych przykrych rzeczy, które tam się działy. Np. wdrażano tam eugenikę: pewnym obywatelom/obywatelkom urzędnicy w ramach rządowego programu perswadowali, że nie powinni mieć dzieci, po czym te podpadłe osoby sterylizowano. O tym jest książka „Higienisci”, 2011, przez Wydawnictwo Czarne – na razie wpisałem ją na listę książek do przeczytania.
W Tarace jest w dwóch odcinkach duży artykuł Wenezuelczyka Gabriela Andrade o tamtejszej dość nowo powstałej bogini Marii Lionzie. Andrade poddaje jej mity „girardiańskiej analizie”. To blisko psychoanalizy, a właściwie nawet psychoanalizy samo serce lub jądro, jak u Conrada z jego „Jądrem ciemności” vel „Heart of Darkness”. René Girard stworzył własną gałąź psychoanalizy, czyli odsłaniania tego, co pod dywanem, ale swoją wiązkę światła (czyli tę właśnie analizę) kierował nie na to, co pod dywanem trzyma jednostka, jak Freud, lecz pod dywan całej społeczności z jej kulturą i religią. Co odkrył? – Że kult bogów jest „nad-dywanowym” śladem po dawnych morderstwach. Bogowie są zmitologizowanymi ofiarami mordów – ofiarami zbiorowych linczów, jako kozły ofiarne. Andrade cytuje słowa Girarda: „... o ile [bogowie] nie zostaną najpierw zamordowani, to nigdy nie będą istnieć ... bogowie zaczynają istnieć jako bogowie, przynajmniej w oczach ludzi, dopiero po tym, jak zostali zamordowani”. Mitologie, święte opowieści, okazują się sposobem na zamiatanie pod dywan.
Co zamiatamy? Co z tego zamiatania nie zostało odkryte i zdekonstruowane przez psycho-, socjo- i mito- analizy? Nie zostało ujawnione, przegadane, umysłowo przetrawione, dostatecznie? Oto krótka, prowizoryczna i chaotyczna lista tego, co mi dzisiaj rano przyszło na myśl:
Śmierć. (Beznadziejna sprawa, właściwie.) Nieustannie zamiatamy pod dywan to, że umrzemy. Taki jest nasz kulturowy kod. Nie znam analiz, które by to odkrywały i oświetlały tak, jak ta sprawa na to zasługuje.
Skoro to sobie już powiemy, to dalsze „poddywanizmy” wydają się znacznie lżejsze.
Przemoc doświadczana przez dzieci. Przemoc polegająca na biciu, zastraszaniu, groźbach, szantażach, wymuszeniach, zawstydzaniu i uporczywym prześladowaniu. W tym przemoc z seksem w tle. Ze strony rodziców, ale bardziej już poza rodziną, ze strony rówieśników (oni chyba najgorszymi wrogami-prześladowcami dziecka), nauczycieli, przedszkolanek, katechetów, spowiedników, różnych instruktorów. Wejście w dorosłość polega głównie na tym, żeby młody mężczyzna/kobieta jakoś sobie dała radę z tą masą cierpienia, w tym ukrywanego cierpienia i właśnie zamiatanego pod dywan; a niektórzy z tym sobie nie dają rady. (Enneagramowe Ósemki-szefowie-twardziele to ci, którzy nauczyli się doznawaną przemoc oddawać młodszym słabszym kotom w ramach fali.)
Seksualne
inicjacje. Wśród masy
innych spraw, tutaj, myślę, w tej zalewającej niejasności, między
innymi kryje się mroczny początek homoseksualizmu – ale nie tylko tego. Seksualność "wczesna", tj. dziecięca i młodzieńcza, jest czymś niewyobrażalnie dzikim i pomieszanym, przez to niejasnym – aż dziwne, że większość (chyba? czy na pewno?) z tym sobie jakoś radzi. Ale jak sobie radzi, jak następuje to seksualne udomowienie - o tym też nie wiemy, milczymy, nie mamy wsparcia w dyskursie itd.
Polski problem: poddaństwo wobec Kościoła Katolickiego i jego funkcjonariuszy. Zamiatane pod dywan uporczywie... Temat osobny i długi.
Problem pokolenia, które było dorosłe w PRL'u: kolaboracja z Komuną. To pokolenie (do którego ja sam się zaliczam) wkrótce wymrze, ale smród życiorysów gnijących pod dywanem zostanie.
Zagrożenie „bronią” jądrową. Na rozmiar zamiecenia pod dywan tej sprawy wskazuje słówko „broń” – które napisałem i długo mu się przyglądałem, jakim właściwym go zastąpić – i nie ma. Przecież to nie jest broń, tylko środek masowej zagłady. Za Komuny ukrywano to, że Polska według planów obu supermocarstw ma być miejscem pierwszego jądrowego uderzenia, od czego zostanie wypalona do gołych piasków. Teraz zmieniło się to o tyle, że tylko jedno państwo – Rosja – nieustannie grozi nam jądrowym holokaustem. My zamiatamy, zamiatamy.
Przemoc urzędowa. Zaczynająca się od niby-drobiazgów, np. tego, że jesteśmy zmuszani do szarwarków, czyli robót przymusowych, przykład: segregowanie śmieci (bez sensu, bo taniej, gdy robią to zatrudnieni zawodowcy, a nie my, wkurzeni amatorzy) czy odśnieżanie chodników. Wiele takich przymusowych czynności służy chyba tylko temu, żeby obywatela podtrzymywać w stanie tej usłużnej zgody na bycie wyzyskiwanym i upokarzanym. Czy jacyś wolnościowcy kiedyś zestawią listę tych szarwarków? Dalej idzie iście kafkowska bezradność obywateli. Co w sumie składa się na obowiązujący u nas model państwa-drapieżcy, predatory state – wciąż niedostatecznie z'analizowany.
Myśliwi. Zamiatamy pod dywan to, że grupie dwustu tysięcy (tylu chyba ich jest) patologicznie uformowanych mężczyzn pozwalamy bezkarnie dawać upust ich chorym namiętnościom. Mężczyznom, którym przyjemność, ba, radość, dobre samopoczucie i entuzjazm, sprawia mordowanie cierpiących żywych i czujących istot. I jeszcze uważają to za powód do dumy i ostentacyjnie się z tym obnoszą. Ta patologiczna grupa jest silnie nadreprezentowana we władzach: wśród ogółu dorosłych myśliwych jest około 1 na stu, wśród posłów i senatorów było (na początku lat 2000-ych) jeden na sześciu! Do tego zabijacz-przyjemnościowiec wybrany prezydentem. W ramach naszego poddywanizmu oddajemy im ponad połowę terytorium Polski (tyle zajmują obwody kół łowieckich) na swobodne wyżywanie się w zabijaniu. Bez względu na to, że ta ziemia ma już właścicieli, a pozostałe 99% ludzi może nie życzyć sobie dzielić lasów i pól z facetami strzelającymi im nad głową i zabijającymi podziwiane przez nich sarny i słonki.
Będę wdzięczny (może Tobie, tak, Tobie?) za wskazanie i przypomnienie dalszych problemów-poddywanowych zamiatań. Bo chyba jest tak, że każdy z nas o nich wie, w sobie nosi, tylko zapomina – zapomina z tym akcentem celowego zapominania, bo jeśli się nie zapomni, to jak tu żyć?
◀ Penrose'a: Smutek fizyki ◀ ► Ledera, Króla, Malii: Homoseksualizm, lewica, rewolucja ►
Komentarze
Jestem do dyspozycji, aby coś zrobić.
Mam na myśli np. Otwarte Forum Głebokiej Demokracji na ten temat bardzo mocno nagłośnione - aby wydobyć rzecz spod dywana ...
Moja dyspozycja - to oczywiście współ-organizowanie i współ-facylitowanie tgeo przedsięwzięcia ...
ps. i nie jest to stricte altruizm - każdy/a ma duże szanse być osobą starszą i mniej sprawną niż 30 - 50 lat wcześńiej ...
pozdrawiam
Robert
Jednak gdy zjawisko, czy sposób zachowania nie budzi u "sprawców" żadnych rozterek, i jest przez nich uważane za dobre i całkowicie akceptowalne, to trudno tu mówić o jakimkolwiek zamiataniu. Problemy mają wówczas tylko ci inni, zmuszeni albo do "zamiatania" albo do buntu.
Inaczej łykamy narrację yang z otoczenia i ją powielamy, pomnażamy, zniekształcamy nie zauważając jej ubogości, nieadekwatności, nonsensowności i płycizny. (co dopisuję)
Imo zarzut w stronę otoczenia, że zamiata pod dywan JEST płytki (emocjonalnie)) tj. bazuje na trywialnym fakcie, że nie zawsze, nie wszystko, nie to samo, nie w tym samym czasie jest dla nas równie szczególne, ważne i wyjątkowe.
Ciekawe jakie są skutki uwiedzeń heteroseksualnych? Zostaje się heteroseksualistą?
I kolejne pytanie bym zadał: jakie wyparcie (= czego zamiecenie pod dywan) może tkwić u podstaw takiego sądu? Skąd niechęć do homoseksualizmu? Niechęć, która jest odwrotnością chęci, ale zarazem kategorią jakby z tego samego poziomu? Żeby czuć niechęć, trzeba jednak traktować coś jako obiekt seksualny (niekoniecznie w świadomy sposób) (tak samo jest z chęcią). Wcale nie sugeruję wyparcia homoseksualizmu. Ten rodzaj wyparcia jest moim zdaniem jedną z wielu przyczyn "nie-chęci", wrogości itd. Jeśli imaginarium tworzą również lektury, to w przypadku przekonania o uwiedzeniowych przyczynach homoseksualizmu jakoś nie widać ich śladów. Nie dostrzegam tu gotowości do rozwijania imaginarium, a to mogło by ułatwić dostrzeżenie, jaki rodzaj wyparcia zasłania ten "dywan" niewiedzy.
A każdy dietetyk czy lekarz wie, że cukier to trucizna, kończy się nadwagą, fałdami tłuszczu, kalafiorem na udach, zamulonym umysłem, cukrzycą i poczuciem niższości w stosunku do zgrabnych.
Obdarowujemy się trucizną a udajemy, że jest inaczej.
Wyobraźmy sobie interpelację poselską adresowaną do rządu (obecnego lub poprzednich): "Co rząd zrobił/robi, żeby uchronić mieszkańców Polski przed możliwym atakiem jądrowym przez Rosję?"
Nikt się na to nie odważył, bo trwa -- i na tym polega -- zamiatanie pod dywan.
@Karol: -- Czyli przyczyną h. może być cokolwiek: jak nie gen, to środowisko, jak nie to brak ojca, albo ów "nieobecny". Czyli nikt nic nie wie, co jest typowym objawem zamiatania pod dywan.
Na tę historię (jeśli ją brać dosłownie - nieprawdopodobną) można patrzeć jak na metaforę zamiatania pod dywan. Budda dorasta w otoczeniu, gdzie panuje totalne zamiatanie pod dywan, w otoczeniu obłudy i milczenia-o niewygodnych sprawach, udawania, że ich nie ma. Kariera Buddy zaczyna się od tego, że zagląda pod dywan i widzi, co tam zamieciono.
Historia Buddy jest prawdopodobna. Wielu ludzi czuje potrzebę, mniejszą lub większą, zakończenia tego obłędnego tańca.
Poza duchem głównym (świadomością główną), człowiek posiada jeszcze ducha pomocniczego (świadomość pomocniczą). Niektórzy posiadają jednego, lub dwa, trzy, cztery, a nawet pięć duchów pomocniczych. Płeć ducha pomocniczego niekoniecznie jest taka sama jak danej osoby. Niektóre są męskie, a niektóre żeńskie. Mogą być różne. W rzeczywistości również duch główny niekoniecznie jest tej samej płci, co ludzkie ciało, gdyż odkryliśmy, że obecnie jest wyjątkowo dużo mężczyzn z żeńskim duchem pierwotnym i wyjątkowo dużo kobiet z męskim duchem pierwotnym. Zgadza się to dokładnie z przedstawianym obecnie w szkole tao zjawiskiem niebiańskim odwrócenia yin i yang, gdzie yin dominuje, a yang chyli się ku schyłkowi.
A co do wiedzy na temat źródeł homoseksualizmu: nie ma żadnej, ostatecznej, pewnej wiedzy. Zastanawia jednak, że spośród różnych, licznych zresztą zjawisk seksualnych wybrałeś sobie "ciemne" źródła homoseksualizmu.
Natomiast co wypieramy?
Wypieramy swoją obojętność wobec słabszych, potrzebujących pomocy, dyskryminowanych (w tym homoseksualistów, ale nie tylko naturalnie).
Kolejną sprawą jest wypieranie seksualnego wymiaru wyobraźni, tego, że jest ona silnie zseksualizowana (nie twierdzę, że nie ma od tej reguły wyjątków). To jest o tyle normalne, że zseksualizowana wyobraźnia jest de facto jedną z form uzależnień, te zaś bardzo często rodzą się z różnych ran i traum młodości i dzieciństwa.
Nie łudźmy się, wyliczając różne formy zamiatania pod dywan, że my tego nie robimy. Zamiatania pod dywan jest czynnością niezbędną do normalnego funkcjonowania. Nie da się usunąć całkowicie tego, co mroczne, czy mówiąc inaczej: cienia. Jak mówi poeta: Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.
I jeszcze a propos homoseksualizmu: podział na mężczyzn, kobiety i homo jest bardzo niedokładny i daleki od rzeczywistości, nie tylko ludzkiej. Warto obejrzeć np. film "Wielość płci". Jest w sieci.
Przy okazji napisałem (w tamtym miejscu w tekście) o przejściu od seksualności wczesnej (dziecięco-młodzieńczej) czyli dzikiej do seksualności udomowionej. Ciekawe zjawisko, bo znów podejrzewam, że przeważnie nie odbywa się to łatwo, lekko ani samoczynnie, tylko w kolejnych biedach. I znów jest to coś, o czym się nie mówi, ani nie wiadomo jak o tym mówić, czyli mamy kolejny temat pod cenzurą.
Pożądanie (czy tylko seksualne?) ma mroczne początki. Jest przeciwieństwem miłości, adoracji, współczucia, czułości dla istnienia.
Ale - problem zamiatania pod dywan ma jeszcze inny wymiar. Oprócz tego, co wypieramy, jest i doświadczenie pozytywne, jasne, ono pozwala nam, raczej nieświadomie, mierzyć się z traumami, znosić je. Oczywiście, kiedy jest lub jest go więcej niż ciemnego.
Nie wiem właściwie dlaczego jest to tak ważne dla globalistów. Dlaczego ich ideałem (dla Europy) jest dwójka tatków lub dwie mamusie wychowujące dziecko zabrane staroświeckiej ubogiej rodzinie, puszczonej z torbami przez banki.
W każdym razie na tym etapie nauka już nie ma nic do gadania.
Jeżeli ′klasyczne′ wiezi rodzinne są tak kruche, że może je zniszczyć możliwość adopocji dzieci przez pary homoseksualne to jest z tym wieziami coś nie tak, i nie jest to problem wprowadzania innych sposobów definiowania rodziny przez ustawodawców czy jakieś establishmenty.
To nawet ciekawe, że właśnie ten problem powraca. Ale ciekawe jest to, że spośród różnych grup napiętnowani zostali w artykule właśnie homoseksualiści, bo to oni, a nie kto inny, ma "ciemny początek". Nie mówi się o "ciemnym początku" gwałtu małżeńskiego, molestowania dzieci (nie tylko własnych), alimenciarstwa, różnych form promiskuityzmu, itd. itd. Właśnie homoseksualizm został napiętnowany przez autora tego tekstu wskazaniem na jego ciemny początek, choć nie podano źródeł, które by czegoś takiego dowodziły. Jest to o tyle zrozumiałe, że różne patologie heteroseksualne w kulturze heteroseksualnej są bagatelizowane kosztem homoseksualizmu. Ten dualizm - hetero / homo - jest zresztą mało subtelny.
A ja wiele spraw zamiatam pod dywan. Mówiąc najogólniej, różne zagrożenia, które na mnie czyhają, z których na pewno część jest realna (na przykład zagrożenie, że stracę pracę). I stwierdzam, że dobrze na tym wychodzę. Wręcz, że wiele zagrożeń właśnie dlatego mnie omija, że zamiatam je pod dywan. A już na pewno mam lepiej niż ci, którzy o tych zagrożeniach ciągle mówią, bo to po prostu widzę.
Co oczywiście nie znaczy, że zamiatanie pod dywan uważam za dobre w każdym przypadku.
P.S. Radku, skąd ta pasja w obronie homoseksualizmu?
Polecam ten film: https://vimeo.com/93598429
On niemało mówi o problemie płci.
Ja poza tym lubię "mieszańców", nieczystych: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ewa_Ho%C5%82uszko
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

